23 / 11 / 2017
Wydawnictwo Insignis
Otwórz player w nowym oknie
Ciemne Tunele  - Siergiej Antonow

Świat

Fakty historyczne w Ciemnych tunelach

Józef Stalin i parowozy

Jest rok 2033. Nieliczni ocaleni z wojny nuklearnej kryją się w moskiewskim metrze – w ciemnościach, bez prądu, za jedyne źródło ciepła mając ogniska z odpadków cywilizacji. Kolejka podziemna nie kursuje od dwudziestu lat, a zbombardowane elektrownie i linie przesyłowe nie dają nadziei, że kiedykolwiek się to zmieni. Podróżując między stacjami, niedobitki ludzkości skazani są na własne nogi, ewentualnie na spalinowe drezyny. O tym, że podziemnymi tunelami pojadą jeszcze kiedyś pociągi nikt nawet nie marzy. Chyba że… parowozy? Nieskomplikowane technologicznie, łatwe w obsłudze, z dostępnym paliwem (przecież nie musi być to węgiel, wystarczy drewno). W prymitywnym postapokaliptycznym świecie mogłyby się sprawdzić znacznie lepiej niż nowocześniejsze lokomotywy. Tylko skąd parowozy w metrze? Idąc za przykładem Siergieja Antonowa, popuśćmy wodze wyobraźni.

Jest rok 1931. Dynamicznie unowocześniający się Związek Sowiecki potrzebuje nowych parowozów, by szybko i sprawnie przewozić towary i maszyny fabryczne. Pierwszy prototyp parowozu Feliks Dzierżyński (FD) powstał w rekordowo krótkim czasie 170 dni. Doświadczenie zdobyte przy jego produkcji wykorzystano przy projektowaniu wszystkich późniejszych sowieckich parowozów. Jednym z nich był Iosif Stalin (IS), w którym zamontowano m.in. kocioł parowy z FD. IS o mocy 2500 KM był w latach 30. jednym z najpotężniejszych parowozów używanych w pociągach pasażerskich w Europie. Nic więc dziwnego, że ochrzczono go nazwiskiem jednego z najpotężniejszych dyktatorów. IS stał się symbolem industrializacji ZSRR i jednym z nośników kultu samego Stalina. W 1937 roku jedna z jego wersji, IS-20 wyposażona w specjalną futurystyczną powłokę zdobyła nagrodę grand prix na Wystawie Paryskiej. W tej odsłonie parowóz był w stanie osiągnąć prędkość nawet do 155 km/h! W latach 1933 – 1942 wyprodukowano 649 parowozów IS i gdyby nie wojna byłoby ich pewnie jeszcze więcej. Po 1945 parowozy stopniowo wypadły z łask na rzecz lokomotyw spalinowych i elektrycznych. Zostały jednak w pamięci Rosjan, którym kojarzą się z okresem największej potęgi Związku Radzieckiego, ale też z najokrutniejszymi represjami. W końcu to one ciągnęły na Syberię bydlęce wagony pełne więźniów politycznych. Piękny kształt parowozów z tamtego okresu z charakterystyczną gwiazdą z przodu był też natchnieniem poetów, pisarzy, malarzy i filmowców, nie tylko propagandowych. Niedawno można było podziwiać podobne maszyny w wysokobudżetowym dramacie historycznym „Na końcu świata” Aleksieja Uczitiela.

Parowóz Iosif Stalin

Ale jak jeden z tych cudów przedwojennej techniki miałby się znaleźć w metrze? Na pewno problemem byłby rozstaw kół – stąd „metrowóz” musiałby być specjalnie przebudowanym modelem. Nie jest jednak niemożliwe, by Stalin kazał taki parowóz skonstruować. Na początku zimnej wojny, kiedy nad światem zawisła groźba wojny nuklearnej, a moskiewskie metro miało być jednym wielkim schronem przeciwatomowym, taka myśl mogła wpaść mu do głowy. W końcu, jeśli mogło powstać Metro-2, to czymś trzeba by się było po nim poruszać. A problemy z elektrycznością występowały w ZSRR nawet w czasie pokoju, więc co dopiero mówić o Moskwie postapokaliptycznej…

IS-20 z aerodynamiczną obudową

Tak zdaje się myśleć Siergiej Antonow, który w swojej książce przeznaczył parowozowi z serii IS wyjątkową rolę. W rzeczywistości o żadnym takim „metrowozie” nie wiadomo. Jedyny zachowany egzemplarz parowozu IS-20 stoi w charakterze pomnika w Kijowie. Choć w czasie ostatniego Majdanu w całej Ukrainie obalano pomniki Lenina, ten symbol dawnego imperium nie ucierpiał. I tak pewnie zostanie co najmniej do roku 2033.

Parowóz pomnik w Kijowie

 

 

Lenin wiecznie żywy

Droga Anatolija przez moskiewskie metro i historię Rosji musiała zetknąć go też z Nim. „Wiecznie Żywy”, od stu lat jakby pogrążony we śnie. Włodzimierz Iljicz Lenin we własnej osobie (chociaż zostało tej osoby już tylko 10%, o czym później). Nie zdradzając dokładnych okoliczności, w których nastąpiło to spotkanie, opiszmy pokrótce, jak w ogóle mogło do niego dojść.

Lenin dziś

Kiedy przywódca rewolucji październikowej umarł w wieku zaledwie 53 lat, wbrew woli rodziny i własnej nie został pochowany na cmentarzu. Jego następcy, z Józefem Stalinem na czele, mieli co do niego inne plany. Chcieli stworzyć symbol, komunistyczną relikwię, miejsce pielgrzymek ludu pracującego miast i wsi. Stworzyli mumię. Decyzja zapadła od razu, ale martwy Lenin przeleżał miesiąc zanim wybrano sposób zabalsamowania zwłok. Nie rozłożyły się do końca, głównie dzięki temu, że na dworze panowała sroga rosyjska zima. Mimo to taka preparacja ciała, by wyglądało jak żywe, wymagała wielu wysiłków wybitnych rosyjskich anatomów i biochemików. W końcu udało się i „wiecznie żywy” Lenin był gotowy, by wystawić go na widok publiczny. Każda mumia potrzebuje jednak swojej piramidy. Mauzoleum na placu Czerwonym takową zresztą przypomina (co wykorzystał zresztą Dmitry Glukhovsky w znanej wam pewnie książce Czas zmierzchu) – z początku drewniane, potem murowane, stoi w centralnym punkcie Moskwy do dziś. Ciało Lenina leży w środku w sarkofagu ze szkła pancernego (po próbie „zamachu” młotkiem w 1959 – aż dziwne, że sprawca nie spróbował przebić go osinowym kołkiem) i pod ochroną strażników. Był jednak czas, gdy opuściło Moskwę na dłużej. W 1941 r., kiedy Niemcy niebezpiecznie zbliżali się do stolicy, zwłoki wodza rewolucji przetransportowano do Tiumeni na Syberii, gdzie spoczywało do końca wojny. W czasie podróży ciało pokryło się jednak pleśnią. Amatorska akcja ratunkowa funkcjonariusza NKWD, czyli przemycie ciepłą wodą, pogorszyło tylko sprawę – pod skórą pokazały się obrzydliwe bąble. Mumię udało się jednak uratować i od tej pory poddaje się ja zabiegom konserwacyjnym dwa razy w tygodniu, a raz na półtora roku przechodzi „remont generalny”, na czas którego mauzoleum jest zamykane dla zwiedzających.

Lenin i Stalin

Mumia Lenina, chodź najbardziej znana, nie jest jednak jedyna. Taki sposób upamiętnienia ukochanych przywódców był szczególnie popularny w dyktaturach komunistycznych. Do samego Lenina na kilka lat dołączył Stalin – jego zwłoki zostały jednak usunięte z mauzoleum w 1961 r. i pogrzebane pod murami Kremla obok innych zasłużonych działaczy. Jeszcze wcześniej zabalsamowany i wystawiony na widok publiczny został komunistyczny premier Bułgarii, Georgi Dymitrow. Przetrwał jednak aż do 1990 r., kiedy to, po upadku reżimu komunistycznego, jego zwłoki przeniesiono na cmentarz. Puste mauzoleum (nie bez trudu, ładunki podkładano kilka razy) wysadzono dopiero w 1999 r. Taki los nie spotkał dotąd azjatyckich dyktatorów, których mauzolea stoją po dziś dzień – m.in. Mao Zedonga na placu Tiananmen w Pekinie, Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila w Pjongjangu (umiłowany przywódca zbudował je sobie sam) oraz Ho Chi Minha w Hanoi. Mumia tego ostatniego jest zresztą wyjątkowa, bo rzeczywiście przypomina starożytną mumię – zamiast przypudrowanej „wiecznie żywej” postaci przypominającej figurę woskową zwiedzający mają okazję zobaczyć zza szyby zasuszone rozkładające się ciało.

Mumia Ho Chi Minha

A jaka jest tajemnica tak świetnego wyglądu rosyjskiego dyktatora niemal 100 lat po śmierci? Szokującą (choć niepotwierdzoną) prawdę zdradził w 2008 r. deputowany Władimir Miedinski: otóż zawartość Lenina w Leninie wynosi już tylko 10%! To, co można zobaczyć na placu Czerwonym, przypomina stary obraz, który po licznych zabiegach konserwatorskich, choć bliźniaczo podobny do oryginału, jest już raczej dziełem renowatorów. To właśnie z tego, ale i z innych, poważniejszych powodów, wciąż powracają głosy, by Lenina przenieść wreszcie na miejsce wiecznego spoczynku. W latach 90. apelował o to patriarcha moskiewski, jako że niepochowanie zmarłego jest postępkiem niechrześcijańskim. Przychylał się też do tego Borys Jelcyn. Pomysł ten popiera w sondażach niemal 70% Rosjan. Mimo to Lenin wciąż trzyma się mocno i w obecnym rosyjskim klimacie ideologicznym powinien dociągnąć jeszcze co najmniej do 2033 r. A tego, co się z nim wtedy stanie, już niedługo dowiecie się z kart Ciemnych tuneli...

 

 

Łubianka - adres owiany grozą

Są takie nazwy i adresy, które u każdego choć trochę znającego historię budzą dreszcz grozy. Aleja Szucha, las katyński, Kołyma... Jednym z takich miejsc, które znajduje się w Moskwie, jest Łubianka, a dokładnie znajdująca się przy placu Łubiańskim dawna siedziba sowieckiej służby bezpieczeństwa. Właśnie tamtędy prowadzi droga Anatolija podczas jego wędrówki przez „Ciemne tunele”. Jaka jest historia tego budynku i dlaczego już sama jego nazwa owiana jest złą sławą po dziś dzień?

Plac Łubiański przed rewolucją, budynek towarzystwa ubezpieczeniowego "Rossija"

W XII wieku dzisiejszy plac Łubiański należał do wsi Kuczkowo, od nazwiska miejscowego bojara, Kuczki. Kniaź Jerzy Dołgoruki upatrzył sobie tę okolicę na swój gród, w związku z czym siłą pozbawił bojara jego ziemi, a przy okazji życia. Nazwa miejscowości raziła jednak jego uszy, nie mówił więc o niej inaczej jak „to miasto nad Moskwą” - dlatego właśnie rosyjska stolica wzięła swą nazwę od rzeki. Słowo „Łubianka” pochodzi natomiast z XV wieku, kiedy to w tej okolicy siłą osiedlono tysiąc mieszkańców Nowogrodu. Iwan III zrobił to, by osłabić to miłujące wolność miasto, które właśnie przyłączył do Księstwa Moskiewskiego. To właśnie ci przybysze nazwali to miejsce Łubianką na pamiątkę ulicy swojego rodzinnego grodu. Widać więc, że już 500 lat temu mieszkańcy Łubianki zjawiali się tam nie z własnej woli...

To było jednak nic w porównaniu z przerażającymi scenami, które rozgrywały się w tym miejscu 300 lat później. Dokładnie tam, gdzie teraz znajduje się siedziba FSB, miała bowiem posiadłość okrutna szlachcianka Daria Sałtykowa zwaną Sałtyczychą. Sadystka ta własnoręcznie zakatowała może nawet 138 należących do niej chłopów, zadając im tortury, wśród których polewanie wrzątkiem na 30-stopniowym mrozie należało do najprzyjemniejszych. Jej okrucieństwo było tak straszliwe, że bodaj po raz pierwszy w historii Rosji chłopi donieśli carycy Katarzynie II na swoją panią i skarga ich została wysłuchana. Sałtyczycha jako arystokratka nie została pozbawiona życia, lecz uwięziona w podziemnej celi z okienkiem, które Moskwianie mogli otwierać od zewnątrz, by napluć morderczyni w twarz. Co też z satysfakcją czynili.

Daria Sałtykowa zwana Sałtyczychą

W XIX wieku wydawało się, że groza otaczająca Łubiankę przechodzi powoli do historii – we wspaniałym budynku miały swoje siedziby różne towarzystwa ubezpieczeniowe, tuż obok powstała zaś kamienica czynszowa. Wszystko zmieniło się w roku 1918, kiedy firmy te zostały znacjonalizowane, a ich mienie odebrane i przekształcone w siedzibę nowo utworzonej służby bezpieczeństwa, CzeKa. Kierował nią obdarzony ponurą sławą Feliks Dzierżyński, którego przydomek wiąże się zresztą bezpośrednio z budynkiem na Łubiance. W początkach istnienia Rosji Sowieckiej, w okresie wojny domowej, siedziba CzeKa była często ostrzeliwana przez anarchistów i inne ugrupowania. Podczas jednego z ataków do gabinetu Dzierżyńskiego wpadł granat. Szef bezpieki zachował przytomność umysłu i błyskawicznie ukrył się w wielkiej kasie pancernej, która została po towarzystwie ubezpieczeniowym. Gdy po wybuchu pełni najgorszych przeczuć pracownicy wpadli do zdemolowanego pomieszczenia, Dzierżyński, jak gdyby nigdy nic, wyszedł z sejfu cały i zdrowy. Odtąd nazywano go Żelaznym Feliksem. Twórca sowieckiego kontrwywiadu bardziej jednak wsławił się licznymi zbrodniami, które sprawiły, że wkrótce mieszkańcy Moskwy znów wymawiali nazwę Łubianka trwożliwym szeptem. Wrogów rewolucji było coraz więcej i siedziba wraz z aresztem rosła wszerz, ale i w głąb. Podobno oprócz tego co widać na powierzchni, podziemne kazamaty mają sześć kondygnacji. W końcu do dawnego budynku towarzystwa ubezpieczeniowego przyłączono też kamienicę czynszową. Były to już czasy kolejnych zbrodniarzy na czele sowieckiej służby bezpieczeństwa, która zdążyła tymczasem zmienić nazwę na NKWD – Gienricha Jagody, zwanego Krwawym Karłem Nikołaja Jeżowa i Ławrientija Berii. Beria był jednym z głównych wykonawców stalinowskich wielkich czystek w latach 30., był też bezpośrednio odpowiedzialny za zbrodnię katyńską. Za jego czasów w lochach Łubianki zamęczono i rozstrzelano tysiące ludzi. Okrutny chichot historii sprawił, że kiedy po śmierci Stalina Beria wypadł z łask, sam zakończył życie w swoim dawnym królestwie. Nie jest to jednak pewne – inna wersja mówi, że został uduszony wprost na posiedzeniu KC KPZR, po czym jego ciało wyniesiono zawinięte w dywan...

Feliks Dzierżyński

Beria został oficjalnie potępiony, nic podobnego nie spotkało jednak Feliksa Dzierżyńskiego. Wręcz przeciwnie, plac Łubiański został nazwany jego imieniem, podobnie jak położona pod nim stacja metra, na placu stanął też jego pomnik. Ku wielkiej radości zgromadzonych Moskwian został on usunięty w 1991 roku. Tymczasem już w roku 1990, dzięki staraniom Stowarzyszenia Memoriał na placu pojawił się tzw. Kamień Sołowiecki – przywieziony z łagru na Wyspach Sołowieckich głaz jest symbolicznym upamiętnieniem ofiar totalitarnego reżimu. Co najmniej kilka miesięcy trwała więc schizofreniczna sytuacja, w której Żelazny Feliks spoglądał z wyżyn swojego cokołu na monument ku czci ofiar swoich i swoich następców. A były wśród nich wybitne nazwiska – przez areszt na Łubiance przewinęli się między innymi pisarze Osip Mandelsztam, Izaak Babel i Aleksander Sołżenicyn (ten ostatni opisał to w swoich książkach). Przerażającym przesłuchaniom było też poddawanych wielu Polaków, m.in. generał Władysław Anders (on akurat został wypuszczony) i generał Leopold Okulicki, który ocalał z Powstania Warszawskiego, nie przeżył jednak spotkania z Łubianką.

Ławrientij Beria z córką Stalina, w tle sam "Wielki Językoznawca"

O tym, jak naprawdę wyglądają podziemia Łubianki i co tam się dokładnie działo, wiemy tylko z niesprawdzonych pogłosek. Na ile pięter w dół schodziły i czy rzeczywiście były połączone z metrem, a nawet tajnym rządowym Metrem-2? Nie wiadomo. Podobno dziedziniec ze spacerniakiem został zabudowany i więźniów wyprowadzano na otoczony wysokim murem dach. Stąd wzięło się powiedzenie, że Łubianka to najwyższy budynek w Moskwie – bo z jego dachu widać Kołymę. Aresztanci znajdowali się w całkowitej izolacji – nie mieli żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym, a nawet ze sobą nawzajem. Zadbano nawet o taki szczegół jak pozostawienie pustej przestrzeni wewnątrz murów oddzielających cele – dzięki temu osadzeni nie mogli porozumiewać się ze sobą poprzez stukanie w ściany. Jak wyglądały przesłuchania? Podobno wymyślne izby tortur rodem ze średniowiecza nigdy nie istniały. Aresztantów po prostu bito gołymi rękami, pozbawiano ich też snu. Po kilku dniach nieustannych przesłuchań właściwie każdy całkowicie tracił orientację w czasie i przestrzeni, wszystko wydawało mu się niekończącym się koszmarem, niektórzy miewali halucynacje. W takim stanie więźniowie byli w stanie zeznać i podpisać wszystko. Podobno nikomu nigdy nie udało się stamtąd uciec.

Można nie wierzyć w magię miejsc, trudno jednak się dziwić, kiedy ludzie szeptem mówią o Łubiance jako o miejscu nawiedzonym przez złe duchy. W tę „nieludzką ziemię” wsiąkło tyle cierpienia, że jego echa będą słyszalne jeszcze długo. Na pewno co najmniej do 2033 roku.

  Siedziba FSB dzisiaj

 

Książe Anarchistów

 

Już w pierwszym rozdziale  „Ciemnych tuneli” Siergieja Antonowa polski czytelnik konfrontowany jest z nazwiskami i wydarzeniami, o których niekoniecznie cokolwiek wie – chyba że akurat jest miłośnikiem rosyjskiej historii czy znawcą anarchizmu. Dla głównego bohatera, Anatolija, są to jednak sprawy ważne, być może najważniejsze. A wśród nich prym wiedzie niewątpliwie nazwisko Kropotkin. Kim więc był ten dziewiętnastowieczny myśliciel, że stał się guru dla pewnego młodego chłopaka żyjącego w moskiewskim metrze po zagładzie nuklearnej?

Piotr Aleksiejewicz Kropotkin urodził się w 1842 roku w Moskwie w rodzinie książęcej o korzeniach sięgających pierwszych władców Rusi Kijowskiej. Po ukończeniu z wyróżnieniem Korpusu Paziów przez kilka lat służył jako oficer na Syberii, gdzie ujawniła się pierwsza z jego pasji – geografia i geologia. Kropotkin próbował też działać społecznie – jego prace nad reformą systemu więziennictwa i utworzeniem samorządu miejskiego zostały jednak storpedowane przez carską biurokrację. To doświadczenie na zawsze zraziło Kropotkina do prób naprawiania systemu od wewnątrz. Książę ukończył tymczasem wydział matematyczno-fizyczny Uniwersytetu Petersburskiego i został członkiem Towarzystwa Geograficznego.

Piotr Aleksiejewicz Kropotkin

W roku 1872 nastąpił zwrot w życiu Kropotkina – właśnie wtedy, podczas swojej pierwszej podróży zagranicznej do Belgii i Szwajcarii spotkał się z rosyjskimi i europejskimi rewolucjonistami, w szczególności Bakuninem, i zaangażował się w działalność rewolucyjną. Wtedy też wstąpił do I Międzynarodówki, która wówczas obejmowała jeszcze zarówno komunistów, jak i anarchistów. Po powrocie do Rosji zaczął oddolną działalność agitacyjną, szczególnie wśród robotników. Sprzeciwiał się jednak przemocy i terroryzmowi propagowanemu przez inne grupy anarchistyczne. Dla Kropotkina rewolucja miała oznaczać pokojową przemianę społeczną dzięki uświadomieniu proletariatu i chłopstwa. Carska Ochrana nie była jednak wyrozumiała dla tych pomysłów i książę został aresztowany i osadzony w Twierdzy Pietropawłowskiej. Po dwóch latach udało mu się zbiec i wyemigrować do Europy zachodniej, w której spędził kolejne czterdzieści lat. Tam też powstała większość jego najważniejszych i najbardziej wpływowych dzieł o tematyce społecznej i politycznej.  Kropotkin zawarł w nich wizję idealnego społeczeństwa, w którym nie istnieje władza państwowa i prywatna własność, a społeczności organizują się same na zasadach solidarności i pomocy wzajemnej. W odróżnieniu od komunistów, stawiał w centrum nie masy czy klasy społeczne, ale jednostkę i jej pełną swobodę. Uważał, że człowiek, jeśli tylko nie przeszkadza mu w tym systemowa władza państwa czy kapitału, sam będzie dążył do tych społecznych ideałów. To właśnie oznacza słynny, pozorny oksymoron Kropotkina „Anarchia matką porządku”. Co ciekawe, wywiódł tę bardzo optymistyczną wizję z teorii Darwina, która w kontekście społecznym  kojarzy się dziś raczej z zajadłą konkurencją i wyścigiem szczurów. Tymczasem Kropotkin sądził, że ludzie mają tendencję do wspierania się nawzajem, leży to bowiem w interesie całego gatunku, pomaga mu przetrwać i się rozwijać. Widać teraz, dlaczego inną ukochaną lekturą Anatolija jest „Mistrz i Małgorzata”. Kropotkin, podobnie jak Jeszua u Bułhakowa, wierzył po prostu, że „Na świecie nie ma złych ludzi”.

W 1917 roku po rewolucji lutowej Kropotkin wrócił do Rosji. Nie był jednak zadowolony z rezultatów przewrotu, który na miejsce monarchii absolutnej wprowadził częściową demokratyzację. Na propozycję objęcia teki ministra miał odpowiedzieć, że „uczciwsza i bardziej pożyteczna byłaby praca pucybuta”. Nie spodobali mu się też młodzi rosyjscy anarchiści, którzy za całą treść anarchizmu uważali zasadę „wszystko jest dozwolone”. W „Ciemnych tunelach” podobnie patrzy na mieszkańców swojej stacji Anatolij. Kropotkin przyjął rewolucję październikową i zwycięstwo bolszewików z częściową aprobatą – zapowiedź oddania władzy w ręce rad wydawała mu się krokiem ku ostatecznej likwidacji aparatu państwowego. Szybko jednak przyszło rozczarowanie – ani czerwony terror, ani koncepcja dyktatury proletariatu nie mogły wzbudzić entuzjazmu księcia anarchistów. Zawiedziony i rozgoryczony Kropotkin umarł w 1921 r. w Dmitrowie pod Moskwą. Lenin chciał urządzić mu państwowy pogrzeb i pochować go pod murem Kremla, razem z największymi rosyjskimi bohaterami, ale rodzina odmówiła. Mimo to na pogrzeb Kropotkina przyszło sto tysięcy ludzi. W tłumie pojawiły się antysowieckie transparenty – historycy uważają, że była to ostatnia wolna manifestacja w Rosji Sowieckiej.

Pogrzeb Kropotkina

do góry Insignis
ZAMKNIJ
Serwis wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie zgadzasz się na ich zapisywanie na Twoim urządzeniu, zmień ustawienia przeglądarki. Kontynuując przeglądanie tej strony zgadzasz się na używanie plików cookies.