18 / 02 / 2018
Wydawnictwo Insignis
Otwórz player w nowym oknie
Wędrowiec  - Suren Cormudian
2018-0129

Wywiad z Surenem Cormudianem

Wywiad z Surenem Cormudianem

Najświeższy wywiad z Surenem Cormudianem (autor trzech wysoko ocenianych powieści w serii UM2033) przeprowadzony przez Igora Wardunasa (autor trylogii "Atlantycka Odyseja"), dotyczący głównie najnowszej książki Surena pt. "Skraj świata" wydanej w Rosji w styczniu 2018 r. 

Igor Wardunas: Między "Dziedzictwem przodków" i pierwszym tomem "Skraju świata" minęło sześć lat. Dla osoby twórczej to długi okres. Czym zajmowałeś się w tym czasie - innymi projektami czy przygotowywałeś zakrojony na szeroką skalę plan powrotu do "Uniwersum"?

Suren Cormudian: Nie. Celowo niczego nie planowałem. Pomysł na powieść "Skraj świata" pojawił się znikąd w 2015 roku. I dosłownie od razu wziąłem się do pracy. A w czasie, który minął od premiery "Dziedzictwa przodków" wydałem kilka niezależnych książek.

I.W.: Moskwa, Obwód kaliningradzki, a teraz Kamczatka. Dosyć egzotycznie. W przeciwieństwie do przytłaczającej ilości autorów piszących wyłącznie o stolicy, nie ograniczasz się do jednej konkretnej lokacji. Dlaczego tym razem jest to "Raj utracony" i czy jest to raj?

 S.C.: Dla mnie w pewnym sensie jest to raj. Dlatego że w mojej pamięci pozostały szczęśliwe lata osiemdziesiąte, które spędziłem na Kamczatce. Tak się złożyło, że udało mi się mieszkać nie tylko w wysuniętym najbardziej na zachód punkcie kraju, jak teraz. Ale i najdalej na wschód. Zawsze będę dobrze wspominał Kamczatkę. Kwestią czasu pozostawało, kiedy wpadnie mi do głowy historia tej okolicy. I w ten sposób wprowadziłem do uniwersum metra własną wizję wydarzeń, odbywających się „z skraju na skraj".

I.W.: Bohaterowie twojej nowej opowieści - kim oni są? Pośród nich są obcokrajowcy. Co ich ze sobą złączyło?

S.C.: Zbieg okoliczności. Na tym mógłbym zakończył. Ale to nie jest takie proste. Połączyły ich moje przemyślenia o dzisiejszym dniu i o wydarzeniach tego dnia. W rzeczywistości wszyscy moi bohaterowie są ludźmi. W tym sensie, że nie ma pośród nich antagonistów. Jednakże (mały spoiler) kiedy pojawiają się złoczyńcy, nie mają oni ludzkiego wyglądu. Rzecz w tym, że ludzie, którzy nie są złoczyńcami, mogą stanowić ogromne zagrożenie dla siebie nawzajem. A mogą też być ratunkiem. Wszystko jest kwestią wyboru. Właściwej oceny. To jest śledzenie tego tematu. Ponadto - czy społeczeństwa, nad którymi nie wiszą elity polityczne ze swoją propagandą, i które dla dobra swoich interesów gotowe są do konfrontacji w wojnie światowej ze znienawidzonymi ludźmi, zdołają znaleźć wspólny język, w przeciwieństwie do dzisiejszych czasów, kiedy ludźmi władają pozbawione skrupułów klasy rządzące. O tym także rozmyślałem, kiedy pisałem tę książkę. A moja wizyta w Polsce w zeszłym roku, spotkanie mieszkańców Polski, dała mi do zrozumienia, że zmierzam we właściwym kierunku.

I.W.: "Skraj świata" jest powieścią publikowaną w dwóch tomach. To było twoje pierwotne założenie czy zwyczajnie pracowałeś nie zastanawiając się, a kiedy postawiłeś ostatnią kropkę i spojrzałeś na rezultat, stwierdziłeś, że opowieść dawno wyszła poza ramy jednego tomu?

S.C.: Pierwotnie powieść miała być znacznie mniejsza. Możliwe, że objętością dorównywałaby "Wędrowcowi". Ale w procesie pisania jedno wydarzenie ciągnęło za sobą łańcuch kolejnych. Niektóre postacie z epizodycznych urosły do kluczowych (jak to miało miejsce z Saprykinem, na przykład). Nie planowałem dzielenia książki na dwie części. A teraz mam nawet gotowy pomysł na pełnoprawną kontynuację tej powieści.

I.W.: Co powiesz o koncepcji okładki, wiele się o niej dyskutowało. Mocno przykuła uwagę. Wspominano i serię gier "Far Cry", i wojnę w Wietnamie, i nawet stylistykę opakowania herbaty "Lipton"... Ciekawi TP-82, który trzymasz, oraz to, w jaki sposób sam znalazłeś się na okładce?

S.C.: Koncept jest mojego autorstwa. Chociaż muszę przyznać, że inaczej wyobrażałem sobie efekt końcowy. A wydawało mi się, że wszystko wyraźnie opisałem. Ale, prawdę mówiąc, to, co wyszło, też mi się podoba. Niech już tak będzie. W dodatku przed nami jeszcze jedna część. Zobaczymy, jak będzie wyglądała jej okładka. Przez to, że okładka zdążyła stworzyć wiele memów... W sumie to dobrze! Plus do karmy, że tak powiem. Na okładkę trafiłem, jak to mówią, dzięki swojej pozycji służbowej. Chociaż do roli Saprykina, do którego należy kolosalny TP-82, nieszczególnie się nadaję. A co do tego pistoletu... Po prostu mi się podoba. I pojawia się w książce, oczywiście. Nie pamiętam tylko, czy zabito nim kogoś, czy nie. Przy okazji, równie dobrze w ręce mogłaby się znaleźć kostka Rubika. Nie wygląda aż tak groźnie, ale też można nią kogoś zabić.

I.W.: "Kielich Pierwszego Boga" i opowiadanie "Kot naukowiec" z antologii "S.W.A.L.K.E.R: Gwiazdy nad Zoną" napisane zostały w innych gatunkach - fantasy i opowiadanie humorystyczne. Spodobała ci się praca nad nimi czy bardziej przemawia do ciebie apokalipsa?

S.C.: W innych gatunkach, szczególnie jeśli przypadną do gustu autorowi, jest naprawdę ciekawie tworzyć. Brudna apokalipsa przejadła się. Ale po przerwie wróciłem do tego gatunku z nowymi siłami i, jak sądzę, wydałem porządną książkę.

I.W.: Piszesz soundtracki do swoich powieści. A jaką muzykę słyszysz podczas pisania? Co jeszcze inspiruje, pomaga się wczuć?

S.C.: Czasami to, co sam piszę. Chociaż piszę to za dużo powiedziane. Raczej eksperymentuję. Ciężko pisać muzykę, nie znając nut, harmonii i innych rzeczy. Poza tym słucham soundtracków z filmów, gier, seriali. Generalnie różne. Ważne, żeby nie było tekstu. Sama muzyka. Słowa rozpraszają.

I.W.: "Wędrowiec" jest twoim debiutem w dużym formacie. Z punktu widzenia "Skraju" oglądając się wstecz, jak oceniasz siebie jako pisarza? Bardzo zmieniłeś się w kwestii języka, podejścia do konstruowania fabuły, charakterów postaci, tworzenia klimatu? Czy chciałbyś coś zmienić w wydanych już książkach?

S.C.: Zmienianie tego, co już było - to się nazywa syndromem George'a Lucasa. Nie. Niczego bym nie zmieniał. Jedynie czasem myślę, że gdybym miał napisać książkę teraz, wiele rzeczy napisałbym inaczej. Wydaje mi sie, że od czasów "Wędrowca" i "Drugiej szansy nie będzie" wiele się nauczyłem. Chciałbym w to wierzyć. Nawet Wiaczesław Bakulin przyznał, że "Skraj świata" jest najlepszym, co wyszło spod mojego pióra. Co prawda do tej pory nie porzuciłem dziecinności. Tak jak poprzednio, wypełniłem tekst licznymi easter eggami.


I.W.: Literatura nie jest obecnie zbyt dochodowym zajęciem - za wyjątkiem niektórych nazwisk. Dlaczego piszesz? Jakie są twoje motywacje?

S.C.: W ogóle nieopłacalnym. W każdym razie u nas w kraju. Nie licząc... Zresztą, tak jak powiedziałeś. Dzisiaj niewiele rzeczy motywuje. Dlatego też tekstów jest mało. Ale czasami pojawi się coś takiego, że nie ma innego wyboru. I wtedy biorę się do pracy. Trudno to wyjaśnić. Jest w środku coś takiego, co skutecznie popycha (albo kopie).

Słowem zakończenia: liczymy, że "Wędrowiec", którzy przebojem zdobył serca rosyjskich fanów, przypadnie do gustu i wam, a wtedy kto wie, może któregoś dnia zobaczymy "Skraj śwata" w polskiej wersji językowej. 

Autor tłumaczenia wywiadu: Leo0502
Redakcja: Antura 

Powrót do listy
do góry Insignis
ZAMKNIJ
Serwis wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie zgadzasz się na ich zapisywanie na Twoim urządzeniu, zmień ustawienia przeglądarki. Kontynuując przeglądanie tej strony zgadzasz się na używanie plików cookies.