18 / 01 / 2018
Wydawnictwo Insignis
Otwórz player w nowym oknie
W blasku ognia  - Polscy fani Uniwersum Metro 2033

Fragmenty

W Blasku Ognia - Na Poliance

Katrin8309 Katarzyna Auguścik

Na Poliance

 

 

Padłem niemal nieprzytomny. Nie wiedziałem gdzie jestem, serce kołatało mi w piersi jak szalone, a o oddechu lepiej nie mówić. Pochyliłem się do przodu i oparłem dłonie na udach, żeby móc zaczerpnąć tchu. Mordercza ucieczka wyczerpała mnie całkowicie. Zaraz, zaraz, przed czym to ja tak wiałem? Mój Boże, ze strachu nawet nie pamiętam.

Wyraźnie słyszałem kroki w tunelu, ktoś chyba za mną biegł, a może to były moje kroki? No teraz to już sam nie wiem. Te tunele są straszne, poruszanie się nimi w pojedynkę budzi wszechogarniający lęk, a racjonalna część umysłu wyłącza się jak popsuta latarka. W ogóle w tunelach całkiem zapominasz, że masz rozum, a do głosu dochodzi to, co irracjonalne.

Dokładnie tak stało się ze mną. Myślę, że tam nic nie było, że to tylko mózg spłatał mi figla. Byłem już tak wystraszony, że postanowiłem nie iść dalej.

Początkowo nawet nie miałem pojęcia, że to Polianka. Fajnie, opuszczona stacja – pomyślałem sobie wtedy. Dopiero całkowity spadek adrenaliny i powrót do rzeczywistości pozwoliły mi uświadomić sobie w pełni, gdzie się znalazłem.

Polianka… Boże, tylko nie to. Wyglądało na to, że przyjdzie mi spędzić noc w najgorszym miejscu, jakie mogłem znaleźć w tym pieprzonym, zatęchłym metrze.

I wtedy stacja nagle się zmieniła. Na samym jej środku stał stół, czy może raczej ołtarz, nakryty śnieżnobiałym obrusem. Biel była porażająca. Musiałem przysłonić oczy, żeby nie oślepnąć. Na ścianie pojawiła się dziwnie znajomy schemat. Chwilę mi zajęło, nim sobie uświadomiłem, że to plan metra. Wciągnąłem ze świstem powietrze. Mój Boże, skąd to się tu wzięło? Tunele na planie tworzyły ciemne wstążki, które przecinały się i rozgałęziały na wszystkie możliwe strony. Stacje wyglądały jak niewielkie plamki pośród plątaniny tych wstążek.

Przeniosłem wzrok na ni to stół, ni to ołtarz, i patrzyłem spod przymrużonych powiek. Chciałem podejść i dotknąć materiału obrusa, ale nogi wrosły mi w ziemię i mogłem tylko stać i obserwować. W ogóle w życiu widziałem różne dziwne rzeczy, ale to odebrało mi dech i mowę i byłem pewny, że zaraz postradam zmysły. Na ołtarzu stała stara waga szalkowa, osobliwy wydał mi się pewien detal – otóż jedna szalka była śnieżnobiała, druga zaś czarna. Na ołtarzu oprócz wagi leżała szachownica z ustawionymi na niej figurami.

Boże jedyny, czy to siedziba jakiejś sekty? Tak chyba normalna stacja nie wygląda. Tylko dlaczego sekta wybrała Poliankę na swoją siedzibę? I po co im plan metra? Może planują wielką inwazję na całe moskiewskie metro, pomyślałem sobie i jak głupi gapiłem się z rozdziawioną gębą na ten piękny, ale jednocześnie straszny ołtarz.

I kiedy tak stałem pojawiła się ona. Była piękna, cała w bieli, miała białe włosy spływające miękką kaskadą na plecy, twarz o idealnych rysach, a odcień jej skóry przywodził na myśl porcelanę. Ubrana była w śnieżnobiałą, skrzącą się szatę utkaną z niezmiernie delikatnego materiału. Stała na palcach, z lekko odchylonymi ramionami, i mogłoby się wydawać, że zaraz wzbije się w powietrze i poszybuje wysoko ku niebu. Tyle że tu nie było nieba. Twarz miała nieruchomą i pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu, jedynie bardzo jasne i niebieskawe oczy patrzyły z dojmującym smutkiem i głęboką troską. Jak żyję, nigdy nie widziałem równie pięknej kobiety.

Ech, nie ma co, ładne laleczki w tej sekcie mają – pomyślałem. Ona jednak zachowywała się tak, jakby w ogóle mnie nie widziała.

Po chwili dołączył do niej mężczyzna, ale wyglądał zgoła odmiennie. Owszem, był przystojny i przyznać trzeba – choć ekspertem od męskiej urody to ja nie jestem i gustuję w kobietach – że nasze dziewczyny przebierałyby nogami na jego widok. Wysoki, postawny, czarnowłosy, oczy miał czarne jak węgielki, ale straszne, pozbawione białek. Patrząc w te oczy mogłoby się wydawać, że spogląda się w bliźniacze lufy karabinu. Był ubrany w dobrze skrojony, czarny skórzany płaszcz, który podkreślał idealną muskulaturę jego ciała.

Nie mogłem oderwać wzroku od tej dziwnej pary, oboje wydali mi się wyznawcami tej samej sekty, tyle że on wyglądał na jakiegoś guru, ojca założyciela, czy jak tam inaczej go zwać. Mężczyzna również zdawał się mnie nie widzieć. Dziwne, przecież stałem jakieś dziesięć metrów od nich. Chciałem nawet się odezwać, ale głos uwiązł mi gdzieś w krtani i ni cholery nie potrafiłem go wydobyć z ust, w których miałem istną pustynię. Przyznaję, że poprzedniego dnia dałem w palnik z moim przyjacielem Miszką i może jeszcze męczył mnie gigantyczny kac, ale wątpię, żeby to wszystko było sprawką morderczych skutków upojenia samogonem.

Między egzotyczną parą wyczułem jakieś dziwne napięcie, które dosięgło i mnie, roztaczając dziwną aurę, straszną i cudowną zarazem. Zdawało mi się, że ta energia między nimi zaczęła przybierać formę materialną, skrzącą się i wirującą wokół całej stacji. Cząsteczki tej energii zdawały się zderzać ze sobą, wywołując słabe wyładowania, którym towarzyszyły ledwie zauważalne rozbłyski. Coś zaczęło dosłownie wbijać mnie w ziemię, miałem wrażenie, że naciska na moją czaszkę, jakby chciało wgnieść kości do środka. Poczułem, że nie dam rady dłużej stać i klapnąłem z impetem. Energia wirowała jak szalona, ale teraz wyraźnie dało się odróżnić dwie jej formy. Ta skrząca się musiała należeć do kobiety. Zaś ta wbijająca kości mojej czaszki do wewnątrz była niemal czarna, ale połyskliwa, i do tego ten ucisk…

Obie formy to zderzały się ze sobą, to oddalały, sczepiały się na chwilę i odskakiwały. Byłem pewien, że oszalałem i mam ciężką schizę.

To nie było jednak wszystko, bo oto stałem się świadkiem najdziwaczniejszej rozmowy, jaką kiedykolwiek w życiu słyszałem. Pomyślałem sobie, że tych dwoje musi być nieźle porąbanych i gdyby ich rozmowa miała miejsce przed katastrofą, w bardziej zaludnionym miejscu, jak nic zamknęliby ich w psychiatryku.

– Witaj, Biała Pani, dziękuję, że przybyłaś na moje wezwanie. Czy mogę nazywać cię Nataszą? Wiesz, Biała Pani to takie patetyczne, a ty jesteś podobna do mojej Nataszki. A na mnie mów Borys, Borys to dobre imię dla kogoś takiego jak ja.  Kobieta uniosła brwi, ale jej porcelanowa twarz pozostała nieruchoma.

Głos mężczyzny, Borysa jak się kazał nazywać, wypełnił tunele złowieszczym echem. Obleciał mnie strach, a ciało oblał lodowaty pot.

– Po co mnie wezwałeś? – Głos kobiety brzmiał czysto, był łagodny i niósł ukojenie skołatanym nerwom. Poczułem ciepło w zlodowaciałym ze strachu sercu.

– Musimy pomówić, Nataszo, dobrze wiesz o czym.

– O dniu Wielkiej Apokalipsy? – Idealne ciało Nataszy, ja również będę ją tak nazywał, drgnęło, gdy wypowiadała te słowa.

– Wielkie Sprzątanie brzmi lepiej, mniej podniośle, ale oczywiście nazywaj to jak chcesz, ja zostanę przy dniu Wielkiego Sprzątania, jeśli nie masz nic przeciwko. Wszak oba te wyrażenia to synonimy, mała Nataszo. – Borys zaśmiał się rubasznie, a ten śmiech był równie straszny, co szalony.

– Wiem, że przyłożyłeś do tego rękę, Borysie, nie musisz zaprzeczać – powiedziała, krzyżując ramiona na kształtnej piersi.

– Skądże znowu, to nie moja sprawka. Ludzie sami do tego doprowadzili. Moja ingerencja była absolutnie zbędna. Tak swoją drogą ciekawe, gdzie wy byliście, kiedy zaczęło się Wielkie Sprzątanie?

Natasza popatrzyła na rozmówcę swoimi smutnymi oczami, ale on tylko zaśmiał się szaleńczo. Wyglądało na to, że nie miała nic do powiedzenia, Borys uderzył w czuły punkt i wiedział o tym aż za dobrze, a grymas na jej porcelanowej twarzy mówił sam za siebie.

– Nie odpowiesz, wiem, niemniej jednak musimy załatwić sprawę moskiewskiego metra, dobrze o tym wiesz.

Cholera, o czym on mówił? Sprawa moskiewskiego metra? Czy on chce podbić całe to parszywe metro tylko dla siebie? Krew w moich żyłach zamieniła się w ogromną skrzeplinę, która zaczęła przesuwać się po całym krwioobiegu. W głowie się poprzewracało temu Borysowi, żeby całe metro chcieć zagarnąć – pomyślałem.

– O czym tu rozmawiać, Borysie? Zdaje się, że ludzie doskonale radzą sobie tutaj bez naszej ingerencji – powiedziała zjadliwie, co nie brzmiało przyjemnie w porcelanowych ustach.

– Mam dla ciebie propozycję, myślę, że interesującą. – Borys odwrócił się w kierunku planu metra, a ona zrobiła dokładnie to samo. Oboje zgodnie popatrzyli na plątaninę tuneli i punkciki stacji.

– Sama widzisz, że źle się dzieje w metrze moskiewskim.

Skinęła głową, ale nadal milczała. Nie mogłem odmówić mu racji, źle się działo, rzeczywiście, i dzieje się nadal, zważywszy, że stacje tworzą osobne frakcje, sojusze i religie. Komuchy, Rzesza – to chyba największe zagrożenie, a już na pewno jedno z wielu, że wspomnę tylko epidemie, zabójstwa, rozboje, kradzieże, przestępczość zorganizowaną… zresztą długo by wymieniać.

– Widać Wielkie Sprzątanie niczego ich nie nauczyło i czas w końcu to zmienić, mała Nataszo – powiedział i powiódł palcem po mapie. Kobieta spojrzała na niego z dojmującym smutkiem w oczach.

– Zasługują na kolejną szansę, czyż nie?

– Nareszcie zbliżamy się do meritum, cudownie. Pozwól jednak, że najpierw przedłożę ci powody, dla których wychodzę z moją propozycją. – Przejechał dłonią po gładko zaczesanych włosach i zerknął w kierunku szachów. – A powody moje są proste: metro w takim kształcie nie ma racji bytu, daję im sto, może dwieście lat, ale nie więcej, i jego mieszkańcy wymrą jak muchy. Na powierzchnię długo jeszcze nosów nie wystawią, a człowiek nie jest stworzony do życia pod ziemią. To oczywiste, że mógłbym ich unicestwić skinieniem małego palca i byłoby po sprawie, w jednej chwili położyłbym kres tym kilkudziesięciu tysiącom istnień ludzkich.

Boże, o czym ten gość mówił? Skrzeplina powróciła do krwioobiegu, szczelnie zatykając naczynia krwionośne. Po co ja w ogóle tego słucham, może pójdę sobie stąd… Tak, muszę iść – myślałem – bo siedzieć tu i słuchać tych bredni o zagładzie całego metra, które wszak stało się naszym domem, było szaleństwem mogącym zakończyć się moją śmiercią. Jeszcze chwila i zawał serca albo wylew gotowy.

– Sama widzisz, co się dzieje. Komuniści, Rzesza, przestępczość zorganizowana, epidemie, kradzieże, gwałty. To nie prowadzi do niczego dobrego. Zważ też, moja maleńka, że metro nie jest nieskończenie wielkie i ma swoje granice, a ludzie będą się rozmnażać, i to jak króliki, w związku z czym metro stanie się dla nich za ciasne. Zacznie brakować pożywienia, bo nie będą w stanie wykarmić wszystkich gęb, a na grzybach i wieprzowinie długo nie pociągną, a co za tym idzie niedożywienie stanie się nową chorobą cywilizacyjną, o ile już nią nie jest. Z niedożywienia lęgną się również paskudne choroby, oboje doskonale wiemy, że przyjdzie kolejny pomór, który tym razem nikogo nie oszczędzi.

Wizja upadku metra była posępna i straszna, tylko skąd to wszystko wiedział? Kobieta jakby czytała w moich myślach, bo spytała:

– Borysie, miałeś jakieś wizje?

On uśmiechnął się ironicznie.

– Mała Nataszo, nie trzeba mieć daru jasnowidzenia, żeby przewidzieć tak oczywiste fakty.

– Można dać im szansę i nie dopuścić do takiego obrotu sprawy, dobrze wiesz, że mieszkają tu również prawi ludzie – zaoponowała, a jej porcelanowa twarz drgnęła nieznacznie.

– Dać im szansę, powiadasz. Tyle że to zależy od nich, a póki co oni wcale nie są zainteresowani twoją szansą – odparł Borys, krzywiąc usta w pogardliwym uśmiechu.

– Sam mówiłeś o darze jasnowidzenia, możesz go użyć, żeby przewidzieć przyszłość – powiedziała, zerkając na wagę szalkową. Czarna szalka wyraźnie przechylała się w dół, jakby była obciążona niezliczoną liczbą ludzkich przewin.

– Ty również możesz użyć tego daru, Nataszo, jednak powinnaś przecież wiedzieć, że dokładne przewidzenie tego, co się stanie, jest praktycznie niemożliwe. To, co wydarzy się w przyszłości, jest całkowicie zależne od decyzji podjętych tu i teraz, zatem możesz ujrzeć wiele rozwiązań frapującego nas problemu.

Natasza znów skinęła głową i popatrzyła smutno.

– Co zatem proponujesz, Borysie? – spytała smutnym głosem.

Borys zaklaskał w dłonie, po czym wskazał szachownicę.

– Zagrajmy w szachy o losy moskiewskiego metra, to idealna stawka – powiedział, szczerząc białe zęby w szalonym uśmiechu.

Kobieta milczała, a ja poczułem mrowienie na całym ciele. On chciał grać w szachy o losy metra, o nasze losy, o nasze życie. Nie mogłem tego słuchać, to, co ten świr mówił, było straszne. Z ogromnym trudem podniosłem się, ale oni nadal mnie nie widzieli. Cząsteczki materialnej energii wciąż wirowały dookoła, a ja stałem, wpatrując się w czarne, połyskujące szaleństwem oczy.

– A więc, maleńka Nataszo, zagrasz ze mną o losy moskiewskiego metra?

Nie usłyszałem odpowiedzi kobiety, bo w te pędy wybiegłem ze stacji, niesiony niepohamowaną chęcią opuszczenia tego strasznego miejsca. Prawdę mówiąc, odpowiedź Nataszy nie interesowała mnie na tyle, żeby zostać tylko po to, by jej wysłuchać. Mogła zgodzić się albo nie, innego wszak wyboru nie miała, prawda?

Kiedy się ocknąłem, leżałem na środku torów w tunelu i zastanawiałem się, czy to nie był sen, ale zważywszy na jego realność, nie mógł nim być. O ile wiem, snów nie pamięta się aż tak dokładnie po przebudzeniu, a ja to wszystko pamiętałem i nadal pamiętam…

Opuściłem tę przeklętą stację i wróciłem do domu. Ciągle jednak coś kazało mi tam wrócić, mimo że wiedziałem, iż wszystkich, którzy mają wątpliwą przyjemność przebywać na Poliance, ogarniają haluny.

Wróciłem więc, jak nakazał mi wewnętrzny głos. Omiotłem stację uważnym spojrzeniem i wtedy ich zobaczyłem. Piękna Natasza i mroczny Borys bez wątpienia grali w szachy, a ja doskonale wiedziałem, co jest stawką w tej grze.

Pobierz fragment
do góry Insignis
ZAMKNIJ
Serwis wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie zgadzasz się na ich zapisywanie na Twoim urządzeniu, zmień ustawienia przeglądarki. Kontynuując przeglądanie tej strony zgadzasz się na używanie plików cookies.