21 / 09 / 2017
Wydawnictwo Insignis
Otwórz player w nowym oknie
Krucjata dzieci - Tullio Avoledo

Projekt Zbiorowy

Najwyżej oceniane prace

Teksty
Grafiki

Profil użytkownika

Tekstów: 6 | Grafik: 1

Teksty. III Edycja konkursu na najlepsze fanowskie opowiadanie w klimacie Metro 2033 | Hrosskar: Kiedy ofiara staje się oprawcą… | 2015-10-02

/ 5.0

Kiedy ofiara staje się oprawcą…


Obok niego ze świstem przelatywały kule. Niemalże czuł na swoich plecach oddech pogoni, której wciąż nie udawało mu się zgubić. Trwała ona zdecydowanie za długo. Mijał już czwarty dzień ciągłego uciekania. Nie chciał jednak ryzykować wyjścia na powierzchnię. Wszakże zbyt dużo niebezpieczeństw czyhało tam na niego, zwłaszcza nocą... Oczywiście mógłby tam łatwo zmylić ścigających go mężczyzn. Chociaż jeśli dalej tak pójdzie, to będzie musiał zaryzykować.
Biegł nieprzerwanie przed siebie równym i szybkim tempem, którego dawni sportowcy mogliby mu tylko pozazdrościć. Jednak mimo tego wciąż, gdy się odwracał widział niewyraźne światła i błyski od karabinów, które to oddalały się, to przybliżały się. Kolejna kula minęło jego rękę o centymetry wbijając się w ścianę tunelu.
– Cholera! – zaklął szpetnie i uderzył się w udo czując zbliżający się skurcz mięśni.
Muszę jednak udać się na górę, nie mam innego wyboru – pomyślał. Przyśpieszył nieznacznie, tym samym udało mu się znacznie wyprzedzić pogoń. Lecz nie na długo…
Biegnąc kątem oka zauważył dość sporą szczelinę w ścianie tunelu. Przystanął i przyjrzał się jej w słabym świetle ręcznej latarki. Miejsce idealnie nadawało się, by przeczekać pościg. Wcisnął się więc czym prędzej do otworu i czekał.
W tym czasie najciszej jak potrafił założył strój ochronny wyciągnięty z plecaka oraz maskę przeciwgazową. Nie sądził by go usłyszeli, czy zauważyli kryjówkę. On sam ledwo ją dostrzegł. Dla pewności jednak odblokował karabin i trzymał go cały czas w pogotowiu. Jego obawy minęły, gdy grupa pościgowa minęła go robiąc przy tym ogromny hałas. Przez tą krótką chwilę zdołał dostrzec, że byli już kompletnie wyczerpani.
Przez moment pomyślał, czy nie kontynuować zabawki w kotka i myszkę. Aczkolwiek nie chciał igrać z losem dłużej niż to było konieczne. Prędzej czy później by go dopali. Musiał więc wyjść na zewnątrz, choć mu się to nie podobało. To była jego jedyna możliwość na uratowanie życia.
Opuścił pośpiesznie szczelinę i skierował się w przeciwną stronę, niż jego prześladowcy. W myślach wyobraził sobie plan moskiewskiego metra i postanowił wybrać się na jedną z najbardziej odległych stacji. Tam nigdy nie przyjdzie im do głowy go szukać.
Tymczasem, najpierw czekał go ciężki marsz po powierzchni. Tunelami nie miałby szans tam dotrzeć. Złapaliby go na pierwszym lepszym posterunku Hanzy. Miał tylko nadzieję, że Monstrum nie znajdzie jego śladu i nie ruszy za nim. Tak dawno go nie widział. Instynkt podpowiadał mu jednak, że stwór czai się gdzieś i tylko czeka na pierwszą oznakę słabości z jego strony. Mężczyzna aż wzdrygnął się na myśl o nim. Ruszył, przeganiając złe myśli.

***

Mężczyzna bez problemu przeszedł kontrolę na Białoruskiej. Żołnierze nawet nie zwrócili uwagii, gdy zobaczyli jego fałszywy paszport, wystawiony na Aleksego Fiodorowa. Dodatkowe kilka naboi potrafi zdziałać cuda i zapewnić tak potrzebną anonimowość. Ku chwale wszechobecnej korupcji!
Skierował swoje kroki w kierunku stacji Sokoł, gdzie postanowił zabunkrować się na jakiś czas. A może nawet nająć na pomocnika na fermach? Kto to wie…
– Jak dobrze, że miałem schowany paszport w mojej dawnej piwnicy… Bez niego mogłoby być ciężko przejść przez stację Hanzy – mruknął do siebie.
Od jakiegoś czasu miał zwyczaj mówienia sam do siebie. Może wynikało to z wielomiesięcznej tułaczki i unikania ludzi? A może postępującej choroby? Nie wiedział… Lecz wolał myśleć, że to ta pierwsza opcja.
Nagle odwrócił się spoglądając za siebie, jednak nikogo tam nie zobaczył. Przez chwilę wydawało mu się, że słyszał jakieś szuranie. Musiała to być tylko jego wyobraźnia. Ciągły stres w końcu go wykończy… Miał jednak powody do świętowania. Kolejny raz udało mu się wymknąć obławie. Mógłby oczywiście zabić pogoń, lecz jako lekarz stanowczo potępiał takie zasa…
– Tamtych zabiłeś… – usłyszał jakiś głos, zapewne sumienia.
– Tamci zasłużyli za to co mi zrobili! – krzyknął. – I tak dostali lekką śmierć z rąk…
Ruszył szybszym krokiem, próbując uciszyć skołatane nerwy i wyrzuty sumienia. Zmienił się, nie był już tym samym człowiekiem co kiedyś. Wymazał z pamięci tamte wydarzenia. Jednak one wciąż go prześladowały…
Ucieszył się na widok stacji Dinamo. Znajdzie tam kogoś z kim pogada, zaraz zrobi mu się lepiej i zapomni o wszystkim. Nic tam bowiem nie zagłusza sumienia jak porządny łyk gorzałki!

***

Na stacji linii Zamoskworieckiej ludzie zobaczyliby wyłaniającego się z tunelu mężczyznę, gdyby tylko unieśli wzrok znad maszyn do szycia. Jednakże mieli pracę do wykonania i nie mogli tracić czasu.
Był to bowiem mężczyzna w sile wieku, który przekroczył już czterdziestkę. Wychudzone, ale krępe ciało okrywały brudne i połatane ubrania. Niewielki i zapewne pusty plecak pozwoliłyby ludziom od razu utożsamić tę postać z wędrownym robotnikiem, który za miskę strawy podejmował się każdej roboty. Jak wielu przed nim przybył tutaj za pracą.
Przybysz zlustrował pobieżnie dawny peron i skierował się dalej na północ ku stacji Sokoł. Tam zawsze potrzebni byli mało wykwalifikowani pracownicy.

***

Niewielki odcinek tunelu za Aeroportem okazał się być zupełnie pusty. Mężczyzna znalazł w końcu miejsce, gdzie nikt go nie zobaczy. Już prawie stracił na to nadzieję. Przebrał się szybko w zakupione niedawno ubrania. Były na niego nieco za luźne, po to aby ukryć posturę. Celowo wybrał bardzo zniszczone i stare, by nie wzbudzać podejrzeń.
Z plecaka wyjął także stary zestaw do makijażu i dodał kilka siwych pasm we włosach, zmarszczki oraz kilka plam wątrobowych na rękach. Nie wyszło idealnie, ale w słabym świetle nikt nie powinien się zorientować. Zgarbił się i zarzucił na ramiona długi płaszcz. Stare ubrania wcisnął w niewielka szczelinę i przysypał gruzem, by nikt ich nie znalazł. Okulary i rozkładana drewniana laska dopełniły obrazu starego i nieszkodliwego starszego pana.
Nie zaszkodzi drobna zmiana wyglądu, tak dla pewności – pomyślał. Ruszył powoli przed siebie utykając nieznacznie na prawą nogę i jednocześnie przy tym się garbiąc się.
Już z daleka poczuł zapach świń, kurcząt oraz ich odchodów. Swojskie zapachy rodem ze wsi.
– To będzie idealne miejsce! Może nawet osiedlę się tutaj na stałe? – zastanowił się na głos, dostosowując intonację głosu do swojej charakteryzacji.
Skierował się ku dwóm mężczyznom odpoczywających przy niewielkim ognisku. Znajdowało się ono na skraju peronu dawnej stacji Sokoł, gdzie obecnie były farmy żywiące całe moskiewskiego metro.
– Mogę się przysiąść? – zwrócił się ochrypłym głosem do dwóch jegomościów siedzących nad miskami aromatycznej zupy.
– Pewnie! – odparł starszy z nich.
Miał około 50 lat. Ubrany w poplamiony na brunatno strój roboczy, który jasno sugerował czym się zajmował. Posunął się na starej skrzyni, służącej za ławkę.
– Jestem Anton – wyciągnął do przybysza rękę.
– Jestem Aleksy – przedstawił się i uścisnął dłoń.
Usiadł i zdjął plecak, w którym za wiele nie było.
– To jest Wiktor – powiedział Anton pokazując na młodego chłopaka, który mógł mieć co najwyżej osiemnaście lat.
Miał on na sobie żołnierskie ciuchy z różnych kompletów. Najwidoczniej lokalny ochroniarz. Wiktor tylko spojrzał na przybysza i wrócił naburmuszony do jedzenia.
– Możecie mnie dobrzy panowie poczęstować zupą? – zapytał. – Nie jadłem od dawna a w plecaku mam jedynie kilka starych łachów. W zamian mogę was uraczyć opowieścią, jakiej na pewno nie znacie – powiedział lekko drżącym głosem Aleksy.
Nic tak bowiem nie zbliżało do siebie obcych ludzi jak wspólny posiłek i opowieści przy ognisku.
Anton popatrzył na niego i zarządził:
– Wiktor nalej naszemu gościowi miskę potrawki i wyciągnij kawałek chleba do przygryzienia.
Młodszy mężczyzna z ociąganiem podał Aleksemu kilka czerstwych kromek i miskę z parującą zupą. Widać było, że nie w smak mu dzielić się żywnością z nieznajomym. I na dodatek za co? Za durną opowieść, której jeszcze nie opowiedział…
Tymczasem drugi z mężczyzn wyciągnął trzy stare szklanki i nalał na dwa palce samogonu.
– Dziękuje towarzysze za to jedzenie i za wódkę – powiedział z wdzięcznością Aleksy.
Zaczął szybko jeść, jakby w obawie, że mężczyźni rozmyślą się i zabiorą mu zupę. Starał się grać rolę biednego i schorowanego staruszka, nad którym trzeba się zlitować. Jak na początek całkiem nieźle mu wychodziło.
– Zanim skończę jeść, może dobrzy panowie opowiecie mi co słychać na stacji?
– Wiedziałem, że przyszedł nażreć się i gówno nam opowie! – skomentował Wiktor podniesionym głosem.
– Zamknij mordę chłopcze! – ryknął Anton. – Nie będziesz mi obrażał Aleksa, którego zaprosiłem do MOJEGO ogniska… Ty także jesteś tutaj gościem, więc się pilnuj!
Starszy robotnik, jakby na przekór Wiktorowi dolał sobie oraz Aleksemu jeszcze zupy wybierając z dna smakowite kawałki wieprzowiny.
– Nawet nie sięgaj po ten swój pistolet, bo się jeszcze postrzelisz – ostrzegł go.
Młody chłopak bąknął tylko coś niezrozumiałego w odpowiedzi i skupił się na swojej misce, w której już prawie nic nie zostało. Nie śmiał jednak prosić o dokładkę, choć wciąż burczało mu brzuchu. Popatrzył z gniewnym grymasem na dziwnego nieznajomego, który uśmiechnął się do niego przyjaźnie. To tylko pogorszyło nastrój Wiktora.
– Jak widzisz … i czujesz hodujemy tutaj świnie i kury. I to na masową skalę. – pochwalił się Anton – Tusze wędrują dalej na Białoruską, gdzie są rozwożone po całym metrze. Głównie do Hanzy, Czwartej Rzeszy oraz Linii Czerwonej. Ze skór natomiast, jak na pewno widziałeś na Dinamo szyją kurtki i inne rzeczy.
– Godne podziwu – skomentował Aleksy. – Macie jak rozumiem pełne ręce roboty?
– Oj tak! Zdarzają się niekiedy okresy, gdy naraz wiele macior się prosi. Wtedy nawet na sen nie ma czasu. Tylko biegamy od jednej do drugiej i doglądamy. Możesz nie wiedzieć, ale u nas każdy mały prosiak jest ważny. Nie możemy sobie pozwolić, aby któryś przez przypadek zdechł – opowiedział z dumą starszy robotnik.
Aleksy dojadł na spokojnie zupę, która była o niebo lepsza niż wszystkie inne które jadł w metrze. Do tego taka ilość mięsa w zwyczajnej polewce sugerowała niebywałe bogactwo stacji.
– Bardzo pyszna! – powiedział. – Pozwólcie, że teraz opowiem wam pewną historię…
Zawiesił głos. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie przemyślał co im opowie. Oczywiście znał wiele historyjek, ale akurat żadnej nie mógł sobie przypomnieć. Przez męczącą ucieczkę w tunelach i po powierzchni zupełnie wyleciało mu to z głowy. Zaczął lekko panikować…
A może by im opowiedzieć swoją historię… – pomyślał. – Przecież tych dwóch na pewno i tak daleko nie podróżuje, i szanse że o mnie słyszeli są znikome. Zresztą to działo się na drugim końcu metra. A tamtejsze władze wszystko i tak starannie tuszowały… Powziął decyzję, odchrząknął i zaczął swoją opowieść.
– Oto historia pewnego mężczyzny, Nikołaja, którego losy zna prawie każdy po drugiej stronie metra. Był to szanowany i ambitny młody lekarz, w dodatku chirurg. Z zamiłowania w wolnych chwilach chemik-amator oraz preppers…
– Pre… co? – przerwał niekulturalnie Wiktor i łypnął gniewnie na Aleksego.
– Preppers, czyli taka osoba, która twierdziła, że jest przygotowana na każdy kataklizm. Posiadała własne zapasy żywności, leków, benzyny a często nawet własnoręcznie pobudowane schrony na wsiach. Były to w dużej mierze głębokie piwnice, niekiedy także amatorskie podziemne bunkry. Niektórzy potrafili na dodatek oczyszczać skażoną wodę, skonstruować od zera filtry a także naprawiać te istniejące. Skarbnica wiedzy patrząc z naszego położenia. – wyjaśnił spokojnie Aleksy.
Zupełnie nie przejął się aroganckim zachowaniem towarzysza przy ognisku. Łyknął troszkę wódki z obtłuczonej szklanicy i zamyślił się.
– Wtedy na całym świecie preppersi byli wyszydzani. Nikt nie brał ich na serio. No bo i po co? Komu wtedy była potrzebna wiedza o oczyszczaniu wody, czy filtrach, skoro czysta woda płynęła nieprzerwanie z kranów a powietrze nie było skażone? Jednak oni nie przejmowali się tym i zarażali swoją pasją rzesze ludzi. Powstawały o nich nawet filmy dokumentalne. Wydawano poradniki mówiące jak zamienić dom w twierdze. Dyskutowali co najlepiej gromadzić, co mieć zawsze pod ręką w przypadku jakiegokolwiek kataklizmu.
– Nie byli wcale takimi głupcami. Bez nich byłoby nam ciężko przeżyć pierwszych kilka lat w metrze… – dodał od siebie starszy robotnik, który w przeciwieństwie do Wiktora musiał dobrze pamiętać tamte czasy.
– Zgadza się. Na czym to ja skończyłem? – zapytał Aleksy, udając problemy z koncentracją.
Tak naprawdę próbował zyskać kilka sekund, by przypomnieć sobie szczegóły sprzed ponad dwudziestu lat. Wiktor zmierzył go wzrokiem jednak nic nie powiedział.
– Już wiem! – krzyknął z entuzjazmem Aleksy. – Nikołaj był preppersem i w wolnej chwili poświęcał temu cały wolny czas. Chodził na różnego rodzaju szkolenia, budował własne filtry do wody czy powietrza. Z czasem zaczął mieć na tym punkcie wręcz maniakalną obsesję, do tego stopnia że zwolnili go ze szpitala, gdzie pracował.
– Pojebany jakiś ten koleś był… – wymamrotał Wiktor przysłuchując się opowieści.
– Nikołaj nie przejął się wcale utratą pracy – kontynuował nieznajomy, nic sobie nie robiąc z uwagi młodzieńca. – Sprzedał swoje drogie mieszkanie i przeniósł się gdzieś w okolice pomiędzy stacjami Pałac Kultury a Frunzeńska. Kupił tam małe mieszkanie na parterze z piwnicą, które krótko później zaczął intensywnie przebudowywać. Zaczął od remo…
– Co to w ogóle ma być za opowieść?! – krzyknął gniewnie Wiktor, który miał coraz bardziej dosyć. – Jakbym chciał, to o tych, no prepsach posłuchałbym w… tej, no, Hanzie – tam na pewno o wiele więcej wiedzą od Ciebie dziadku!
Młody mężczyzna wstał i zacisnął pięści, szykując się do ataku.
– Siadaj Wiktor! Morda w kubeł! – odezwał się Anton, kładąc rękę na karabinie. – Co Ci dzisiaj odjebało? Łyknąłeś świńskie sterydy, czy co?
Wiktor usiadł, ale cały czas dyszał gniewnie i obrzucał nienawistnym wzrokiem przybysza. Uspokoił się dopiero po chwili.
– Nie lubię jak ktoś mnie robi w wała – mruknął. – A on opowiada jakieś gówna… nażarł się to teraz mu wszystko jedno co opowie…
Anton chciał już się odezwać, ale Aleksy machnął tylko ręką.
– Dawno nie opowiadałem żadnych historii, więc moja opowieść może brzmieć dziwnie. Zaraz jednak akcja się rozkręci i dowiecie się wszystkiego.
Nie miał pojęcia co wstąpiło w tego chłopaka. Czyżby mnie przejrzał? – zastanowił się. – Nie… To niemożliwe, na pewno mnie nie zna. Może jest tylko niezrównoważony psychicznie – dodał w myślach.
– Nikołaj zaczął więc remontować swoje mieszkanie, ale przede wszystkim piwnicę. Była ona dość duża. Hmmmm, bo ja wiem? Może pięć na pięć metrów. Zatem dało się tam ustawić sporo różnych rzeczy.
– Budował sobie schron? – zasugerował Anton.
– Dokładnie tak! Jednak piwnica była dość płytko w ziemi. Nie nadawała się… Toteż w tajemnicy przez wiele miesięcy pogłębiał ją tworząc kolejne dwa poziomy w głąb ziemi. Pracował od rana do zmierzchu. Wywoził tony ziemi a zwoził materiały do zaprawy, zbrojenia oraz płyty ołowiane. Nie wiem ile czasu nad tym spędził, ale musiał to być wręcz tytaniczny wysiłek.
Dużo dłużej niżbym chciał – skomentował w myślach Aleksy, przypominając sobie tamtą harówkę. Dzień w dzień setki kilogramów ziemi wynoszonych do kontenerów… Nieustanne kombinowanie jak się jej pozbyć… Transport materiałów rozklekotanym samochodem… Zaczął się sam zastanawiać, jak mu się to w ogóle udało.
– Gdy ją już ukończył zaczął zwozić zapasy. Było to jakieś… zastanówmy się… trzy lub cztery miesiące przed końcem starego świata. To zadanie zajęło mu niemalże cały ten czas. Były to wszelkiego rodzaju sprzęty: poczynając od broni i karabinków, po sprzęt medyczny, chemikalia i odczynniki, kończąc na jedzeniu – puszkach, konserwach, przetworach w słoikach. Dosłownie wszystko!
– Nikt nie dziwił się, co też tam wyprawia? – zapytał Anton
– Wystarczyły drobne pieniądze dla sąsiadów. Z wdzięcznością je przyjęli akceptując jednocześnie jego ekscentryczne zachowania.
Brzmiało to tak prosto – pomyślał Aleksy. Prawda jednakże wyglądała znacznie mniej różowo. Ciągłe ujadanie się z sąsiadami, wizyty i kontrole, spędzały mu sen z powiek. Niejednokrotnie myślał, że będzie musiał zakończyć swoje prace, ale przecież to tylko opowieść. Można w niej zatuszować pewne fakty, prawda?
– „Koniec świata” zastał Nikołaja w jego osobistym bunkrze, gdy instalował ostatnie elementy wyposażenia. Zamknął wtedy tylko stare pomieszczenie piwnicy i mógł przeczekać najgorsze dni w bezpiecznym miejscu. Ołowiowe płyty dość dobrze chroniły przez silną radiacją. Natomiast na poziomie niżej niż jego dawna piwnica miał pełnowymiarowe mieszkanie z ogromnymi zapasami. Jeszcze niżej miał swoje laboratorium oraz przechowywał różnorakie narzędzia. Nie brakowało mu żadnych wygód.
– Coś dziwnie to brzmi, zupełnie jakby wiedział co ma się stać… – skomentował wzburzony Wiktor. Chciał dodać coś jeszcze, ale napotkał karcący wzrok Antona i zamilkł.
– Nie znałeś wtedy sytuacji, ani nie widziałeś jakiego fioła mieli preppersi. Może byś wtedy zrozumiał, że mieli oni wiele racji… – wyjaśnił na spokojnie Aleksy.
Starszy robotnik kiwnął głową na znak uznania dla swojego rozmówcy.
– Przez wiele miesięcy Nikołaj żył sam. Wciąż przystosowywał i udoskonalał swoje lokum do nowych warunków, zwłaszcza jeśli chodzi o zaopatrzenie w wodę. Jej zapasów nie miał dużych. W wolnych chwilach nasłuchiwał i odbierał nieliczne sygnały radiowe. Jak się domyślił musiały pochodzić z metra, bowiem tylko tam ludzie mogli przeżyć nuklearną zagładę. Po dłuższym czasie powziął decyzję o przebiciu się do metra. Znał mniej więcej plany oraz usytuowanie podziemnych tuneli i postanowił spróbować. Sam miał zapasów na wiele lat, które mogłyby skusić ocalałych. Tęsknił jednak za ludźmi, pragnął pomóc chorym i rannym, których na pewno nie brakowało w tunelach…
– Przecież do wykopania takiego przejścia potrzeba by wielu miesięcy, nawet gdyby był blisko tunelu… – skomentował z niedowierzaniem Anton.
– Nikołaj miał już niejakie doświadczenie w pracach ziemnych po powiększaniu piwnicy. Na dodatek pozostawił narzędzia i dużo materiałów na niedokończonym najniższym poziomie. Przebicie się zajęło mu owszem sporo czasu, ale nie przesadzajmy. To nie musiał być duży tunel. Miał służyć tylko do tego, by móc odwiedzać metro, do niczego więcej. Nikołajowi praca ta zajęła kilka miesięcy i wcale się przy tym nie śpieszył.
– Dlaczego kopał wolno? Przecież tam byli inni ludzie, nie byłby sam… – zapytał zdziwiony Wiktor.
– Nie można pracować cały dzień, bo w końcu nie zauważysz zagrożenia i tunel zawali się na ciebie. Oraz dlatego, że na początku panował jeden wielki chaos… Ludzie schronili się tamtego, sądnego dnia w metrze i co dalej? Większość miała jedzenie czy wodę, które wystarczyłyby na górę dzień lub dwa. A później? Zaczęły się więc wyprawy po żywność na powierzchnię kończące się zazwyczaj śmiercią, zabieranie słabszym i tego typu rzeczy. Ogólnie nie było za ciekawie…. – skomentował. – Nikołaj przez dłuższy czas, gdy już dostał się do metra, obserwował wszystko poprzez systemy dawnej wentylacji. Oglądał co dzieje się na dwóch stacjach położonych najbliższej jego piwnicy – w Parku Kultury i na Frunzeńskiej. To właśnie pomiędzy nimi przebił się do tunelu.
– Nikt nie zauważył dziury w ścianie metra? – zapytał zdziwiony Anton.
– Wejście zostało sprytnie zamaskowane. Znajdowało się w dawnym pomieszczeniu technicznym. Przez długie lata nikt tam nie zaglądał, bo i po co? Zamontował nawet solidne drzwiczki z resztek materiałów. Nikt wtedy specjalnie tym się nie przejmował. Nie próbowano jeszcze na siłę zabezpieczyć każdego zakamarku, by zapobiec dostaniu się mutantów do środka.
– To wiele wyjaśnia – zadumał się Anton wspominając tamte straszne lata.
– Nie chciał jednak wdawać się w konflikty pomiędzy rodzącymi się w metrze frakcjami. Mógł zaoferować coś cenniejszego niż kolejne karabiny w walce o dominację, a mianowicie wiedzę! Swoje umiejętności jako lekarza. Można sobie nie zdawać sprawy, ale były to pożądane umiejętności. Już od samego początku zaczęły się kłopoty… – Aleksy zawiesił głos.
Dobrze pamiętał tamtego siebie. Posiadał szczytne ideały i chciał pomóc tym wszystkim zagubionym ludziom… Tak wielu przecież wymagało jakiejkolwiek opieki medycznej…
– Nikołaj niósł pomoc obu konkurującym ze sobą stacjom. I to się wielu nie spodoboało... Bowiem Park Kultury i Frunzeńska nie lubiły się wtedy, tak jak i teraz. Choć Nikołaj nie był jedynym, który miał wiedzę na temat chociażby filtrów, to każda ze stacji chciała go mieć tylko dla siebie. A jako lekarz był jeszcze cenniejszy. Z początku grzecznie im odmawiał mówiąc, że niesie dawną technologię i opiekę tam gdzie jej potrzebują. Nie chcieli go jednak w ogóle słuchać.
Przerwał i łyknął sobie wódki. Tak naprawdę próbował zamaskować napięcie, które towarzyszyło mu, gdy odtwarzał w pamięci minione wydarzenia … oraz to co się później stało. Potarł niewielką bliznę na ręce. Jedną z wielu na całym ciele.
– Zaczęły się przetrzymywania, próby wywarcia nacisku, nie tylko słowami. Raz jedni, raz drudzy więzili go u siebie na wiele miesięcy. Mógłby oczywiście się przyzwyczaić i znieść jakoś tę nową sytuację. Jednak żołnierzom nawet i to nie wystarczało. Lubili mu przypominać, jak żałosny jest jego żywot… Jak w każdej chwili mogą się go pozbyć… Robili to poprzez wymyślne tortury…
Przypomniał sobie dokładnie wyraz twarzy Nikity, oficera z Parku Kultury, gdy go biczował. On szczególnie umiłował sobie dręczenie zakładnika. Aleksy sądził, że zapomniał o tamtych chwilach, jednak były one tylko ukryte głęboko w jego pamięci… Jego towarzyszom udzieliła się atmosfera bestialskich czynów i milczeli. Dopiero po chwili Aleksy zdołał kontynuować:
– Podejmowano nawet próby włamania się i splądrowania jego osobistego bunkra. Miał w nim mieć niewyobrażalne skarby, jednakże nigdy nie odnaleźli piwnicy. Dało im to dodatkowy powód, aby go prześladować. Co jakiś czas następowały także ataki. Ginęli ludzie… W imię czego? Kontroli nad osobą, która chciała dzielić się z każdym swoją wiedzą… – zacisnął dłoń w pięść.
– Ludzi bili się o jednego człowieka? – zapytał z niedowierzaniem Wiktor.
– Nie… Wojskowi zawsze nadawali tym operacjom szczytną nazwę. Rozpoznanie planów wroga, zdobycie agregatów prądotwórczych albo karabinków… i tym podobne…
– Z ludzi wyszły potwory, kiedy zburzył się cały porządek jaki znali. Zatraceniu uległy wszelkie ideały, w które wierzyli. – zaczął filozofować Anton.
W jakiś sposób mocno dotknęły go słowa starszego mężczyzny. Ze mnie także wyszedł potwór… – skomentował w myślach Aleksy. Wciąż nie miał pojęcia co nim kierowało, gdy postanowił uciec do swojej piwnicy. Strach? Nie, raczej czysta i nieprzewidywalna żądza zemsty… Tak! Bardzo żałował tamtej decyzji…
Jego towarzysze przy ognisku nie dziwili się, że zamilkł. Zapewne ciężko mu było mówić o takich okropnościach. Nie myśleli, że prawdziwy powód milczenia może być zupełnie inny.
Aleksy wychylił do końca zawartość szklanki i podjął przerwaną opowieść.
– Takie przepychanki trwały dłuższy czas zanim Nikołaj powziął decyzję by usunąć się z tej politycznej gry. Pozostawił po sobie na obydwu stacjach wiele cennych książek – jako swój ostatni podarunek dla zwykłych mieszkańców. Natomiast swoim oprawcom i naczelnikom, z którymi miał do czynienia, poprzysiągł srogą zemstę. Uciekł i zamknął się w swojej piwnicy na wiele lat…
– Nikt nie próbował go znaleźć? Dostać się do jego piwnicy? – zapytał zaciekawiony Wiktor.
– Nie… Zdołał ją zabezpieczyć i dobrze ukryć. Nigdy jej nie znaleźli, jak już wcześniej mówiłem. – odpowiedział Aleksy.
– Może planował atak? Chciał zastosować jakiś zjadliwy zarazek czy gaz bojowy? – zasugerował Anton. Kiedyś był wielkim fanem różnych teorii spiskowych i miał rozeznanie w tym temacie.
– Nie, zrobił coś o wiele gorszego… Ale nie wyprzedzajmy faktów. Jak mówiłem zamknął się na kilka lat w swojej piwnicy. Dla niego były to okropne i dłużące się miesiące… Pełne rozpaczy, rozgoryczenia i popadania w szaleństwo… Byle tylko się zemścić… A przy tym ciągła walka o przeżycie, zdobywanie pożywienia oraz wody.
– Skąd o tym wiesz? Od pewnego czasu mówisz tak, jakbyś znał niezwykle dokładnie wszystkie szczegóły? – zapytał ostrym tonem Wiktor, mimo gniewnego spojrzenia Antona.
Cholera! Za dużo mówię, muszę szybko skończyć tą historię. Ten dzieciak nie jest wcale taki głupi, jakiego chce udawać – pomyślał.
– Wyluzuj sobie troszkę – rzucił od niechcenia Aleksy
Próbował na szybko wymyślić skąd mógł znać takie szczegóły… o sobie. Że też nie pomyślał o tym wcześniej.
– Nikołaj prowadził… dziennik. Zapisywał w nim dzienne sprawozdania oraz plany na najbliższe dni. Umieszczał tam także przemyślenia. Jeden z żołnierzy znalazł go, zaraz dowiesz się kiedy. Wystarczy? – powiedział ostrym tonem, by młodzieniec nie miał ochoty na więcej pytań. – A teraz wróćmy już do mojej opowieści, bo w tym tempie to zasiedzimy się do jutra.
Anton przeprosił za zachowanie swojego towarzysza i obrzucił Wiktora spojrzeniem, które mogło zabić. Dolał każdemu wódki z niewielkiej butelki, w której widać już było dno. Młody mężczyzna dostał najmniej, alkohol najwidoczniej tylko pobudzał jego zapalczywość.
– Pamiętacie, że nasz bohater był lekarzem? Chcąc się zemścić postanowił zrealizować coś, co do te pory było jedynie fikcją na kartach książki. W filmach oczywiście też mieliśmy do czynienia z tym motywem. Ożywienie umarłego! Tak. Tak moi panowie. Nikołaj zrobił z siebie istnego doktora Frankensteina. Badał zagadkę śmierci. Wiedział, że nie ma sensu szukać w książkach naukowych sposobów na powtórzenie tego eksperymentu. Metodą prób i błędów zaczął eksperymentować, poczynając od najmniejszych zwierząt, a właściwie szkodników.
– Pamiętam tę książkę, bardzo smutna i tragiczna historia. A przy tym przerażająca… – skomentował Anton, który w młodości czytał tę lekturę. – Udało mu się ożywić cokolwiek?
– Zaraz do tego dojdziemy. Pod jego nieobecność w piwnicy zalęgła się rodzina szczurów. Postanowił skorzystać z okazji i wykorzystać je na samym początku. Wiele miesięcy, wręcz lat zajęło mu znalezienie sposobu na ożywianie zwłok. Kluczem okazała się silna radiacja oraz elektrowstrząsy – tyle zdołał zapisać w dzienniku. Zagadką pozostaje w jaki sposób promieniowanie mogło ożywiać zmarłych. W jego notatkach nie znaleziono żadnych zapisków na ten temat, spostrzeżeń ani uwag. Jeszcze większą zagadką jest, skąd brał potrzebne napięcie, by uruchomić aparaturę.
Aleksy sam nie pamiętał w jaki sposób udało mu się ożywić te szczury. Był wtedy w takim stanie, że niewiele mógł sobie przypomnieć z czasów eksperymentu. Jak przez mgłę kojarzył wydarzenia sprzed lat. Jednak ożywienie tych małych gryzoni było niczym w porównaniu z tym co zrobił dalej.
– Gdy już udało mu się ożywić szczury powziął decyzję o stworzeniu bestii. Potwora, który zabije za niego jego oprawców. Ogłuszył i zabił w tym celu przypadkowego stalkera wracającego z wyprawy. Gdyby nie był ranny, Nikołaj nigdy nie dałby sobie z nim rady. Miał wtedy więcej szczęścia niż rozumu. Możliwe, że także desperacja dodała mu sił. Pozszywał ciało, wmontował w nie liczne płytki oraz stalowe pazury zamiast palców. Wyglądał wręcz komicznie, jak jeden z tych super bohaterów z dawnych czasów. Może nawet na nim się wzorował? Nie wiadomo…
Teraz gdy o tym pomyślał, gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że faktycznie była taka postać. Ale jak się ona nazywała? Jakoś na W… Za cholerę nie mógł sobie przypomnieć. Dopiero dzięki pytaniu Antona powrócił do rzeczywistości.
– Musiał rzeczywiście koszmarnie wyglądać. Udało mu się ożywić to ciało?
– Tak, jednak nie od razu. Podejmował wielokrotne próby, jednak nic nie pomagało. Zdesperowany porzucił w końcu ciało na powierzchni i zaczął rozglądać się za kolejnym. O mały włos pewnego dnia nie zszedł na zawał, gdy usłyszał pukanie i okropne głosy z zewnątrz. W pierwszej chwili pomyślał, że to jakieś mutanty, które naśladują ludzką mowę. Jednak to było jego ciało, to które porzucił..
– Coś nieprawdopodobnego! Jak długo to ciało przeleżało w śniegu? – zapytał zaciekawiony Anton.
– O wiele za długo, zaczęło bowiem się już psuć. Fetor jaki potwór wydawał był niemal nie do zniesienia, co później dość mocno przeszkadzało. Ale o tym za chwilę. Nikołaj poskładał ponownie swoje dzieło w całość, ponieważ brakowało mu wielu blaszanych ochron i pazurów. Okrył je grubym płaszczem, który maskował chociaż częściowo zapach. Monstrum wyglądało koszmarnie. Jednak w końcu miał narzędzie, którym mógł nieść śmierć. Tylko to się liczyło… Po wielu latach postanowił wrócił do metra i zemścić się.
– Był aż tak zdesperowany? Koleś zbzikował nie ma co… – zaśmiał się sztucznie Wiktor, próbując zamaskować grozę jaką wywarła na nim opowieść.
Chłopak ma prawie rację – pomyślał z goryczą – Oszalałem i przez dłuższy czas zatraciłem się w zemście.
– Przez wiele lat żył tylko tym. Nie znam szczegółów tortur ani przesłuchań. O nich dziennik nie wspominał, ale można się domyśleć jaki musiały zostawić uraz psychiczny.
Zdziwił się jak łatwo mu było o tym mówić. Zupełnie jakby opowiadał o kimś innym, a nie o sobie samym…
– Dziwne zabójstwa zaczęły się mniej więcej rok temu. Pierwsze ciało znaleziono wręcz zaszlachtowane w bocznym kanale technicznym. Żołnierz pilnował bezpiecznego odcinka tunelu, miejsca gdzie nigdy nie działo się nic poważnego. Minęło wiele godzin zanim jego koledzy wydobyli zwłoki i go rozpoznali. Wszędzie szukano mordercy, jednak po jakimś czasie śledztwo umorzono. Sprawa ucichła na jakiś czas. Kilka tygodni później na stacji niedaleko Parku Kultury zabito dawnego naczelnika. Tym razem Hanza się nieźle wkurzyła, znów jednak nie znaleziono winowajcy.
– Nikołaj wraz ze swoim Monstrum zabijali prawda? – spytał niepewne Wiktor, któremu już jakiś czas temu udzielił się ponury nastrój opowieści.
– Tak…

***

W tym samym czasie na stację Dinamo po cichu wszedł niewielki oddział żołnierzy, w wojskowych mundurach z karabinkami. Mieli stare, dobre kałachy z tłumikami. Uspakajali po drodze każdą napotkaną osobę, mówiąc, że to ważna misja Hanzy. Nie wzbudziło to jednak zaufania…
Szukali pewnego człowieka, który przybył niedawno na ich stację. Podawali każdemu obywatelowi rysopis, jednak nikt go nie widział. Każdy ciężko pracował i nie oglądał się co dzieje się dookoła. Pech chciał, że poprzednia zmiana miała już wolne. Jednak i ona niczego nie widziała…
Kontynuowali dalej marsz w kierunku dalszych stacji. Musieli znaleźć tego mężczyznę i raz na zawsze zlikwidować zagrożenie! Dziesięć trupów wojskowych, w tym dwóch byłych naczelników stacji, tego było już tego za wiele! Nie mogli tego w nieskończoność tolerować.
Przez wiele dni próbowali zmusić tego człowieka, by doprowadził ich do swojego wspólnika. Przedłużali pościgi i dawali mu uciec. Nie sądzili bowiem, że zwykły lekarzyna mógłby z takim bestialstwem zabijać…

***

– Wkrótce wszyscy jego oprawcy nie żyli. Było to dziesięć osób… Dość, by już po kilku zabójstwach ktoś zauważył powiązania pomiędzy nimi. Wtedy to przypomniano sobie o lekarzu i jego piwnicy, oraz o jego ostatnich słowach, gdy uciekł na wpół obłąkany i zakrwawiony po torturach.
– Dlaczego, aż tak mocno znęcali się nad nim? – zastanawiał się wciąż Anton.
– Nie wiem… Może, żeby pokazać tej drugiej stacji to jacy oni są… Albo co robią z opornymi? Nie umiem powiedzieć…
Sam często się nad tym zastanawiał. Co też tych ludzi mogło doprowadzić do tego, by tak go maltretować? Nagle przypomniały mu się słowa jednego z oprawców, zapytanego dlaczego to robi: „Bo mogę”. Tak to prawda, mogli zrobić z nim co chcieli… I nikt by ich za to nie ukarał…
– Gruntowne przeszukanie tuneli pozwoliło w końcu znaleźć otwór prowadzący do jego bunkra. Oprócz sprzętu i masy szczurzych zwłok nie znaleźli jednakże nic cennego. Dziennik! Był ukryty, a właściwie nawet nie. Bowiem Nikołaj często z niego korzystał, do samego końca, pewnie dlatego leżał na wierzchu. Tak dowiedzieli się w końcu kto zabijał i na czyje polecenie.
– Złapali go w końcu?
– Niestety nie. – Aleksy silił się na autentyczność w głosie. – Jednak jakiś czas temu zabójstwa się skończyły i powrócił spokój. Monstrum także nigdy nie znaleziono. Niektórzy sądzą, że Nikołaj tylko czeka, by znów zabijać. Drudzy natomiast, że bestia przestała mu służyć i uciekła.
Tak naprawdę nikt nie wiedział o jego potworze. Zachował to w ścisłej tajemnicy. Sam nie wiedział dlaczego…
– Nieprawdopodobna historia – uśmiechnął się słabo Anton. – Ale też przerażająca.
– Tak to prawda, niezwykła opowieść – zgodził się Wiktor.
– Bardzo się cieszę, że spodobała się towarzyszom – powiedział uśmiechając się sztucznie.
Nagle, jakby go prąd poraził. Daleko, gdzie widać było tylko fermy oraz tunele przemykał jakiś cień. Aleksy aż za dobrze wiedział kto to jest. Odnalazł go… Bowiem rację mieli Ci drudzy. Potwór zbuntował się. Być może z biegiem czasu jakaś część jego psychiki odżyła i uaktywniła się. Może miał dość swojego twórcy – na tyle, by chcieć również go zabić z zimną krwią. Nie wiedział… Jedno było pewne: już nad nim nie panował…
Mężczyźni zobaczyli jak wpatruje się w kierunku Wojkowskiej, jednak niczego nie dostrzegli. Już mieli go zapytać o co chodzi, gdy tuż obok nich wyrosła dziwna postać. Sekundę zabrało im zorientowanie się, że mają przed sobą potwora z opowieści. Drugą sekundę towarzyszyło im uczucie niedowierzania. Trzeciej sekundy już nie mieli, ale gdyby wtedy żyli zobaczyliby jak ich towarzysz wstaje i ucieka. Zupełnie jakby był o wiele młodszy niż sugerował to jego wygląd. Jak już wspomniano nie mieli jednak tej trzeciej sekundy życia, gdyż potwór zamachnął się i stalowe pazury odcięły głowy od korpusów. Zupełnie jakby przecinały masło, a nie skórę i kości.
Aleksy zaczął uciekać z przerażeniem w oczach wprost na lufy nadchodzących mężczyzn. Żołnierze nie zastanawiali się, uznali to za atak.
Umieram, pomyślał Aleksy gdy pierwsze kule wbijały się w jego ciało. Nie poczuł prawie nic, najwyżej tyle co użądlenie pszczoły...

***

– Chyba go mamy! – odezwał się kapitan, gdy skradali się w kierunku ogniska. – Nie strzelajcie, jeśli nie będziecie musieli. Ten sukinsyn musi nam sporo wyjaśnić…
Zobaczyli przed sobą jakieś dziwne zamieszanie i biegnącemu ku nim mężczyznę. Pierwszy z szeregu żołnierzy nie wytrzymał i nacisnął spust. Za nim zrobili to kolejni.
Pociski rozrywały ciało i kości Aleksego powodując obfite krwotoki. Upadł a wokół niego rozlewała się kałuża krwi.
Za późno dostrzegli prawdziwe zagrożenie. Tuż za mężczyzną biegł bowiem drugi, znacznie bardziej przerażający. Ubrany był w dziwny, czarny płaszcz i wojskowe spodnie. W oczy rzucały się potężne, wręcz groteskowe pazury wystające z dłoni, z których kapała świeża krew. Potwór biegł prosto na nich z żądzą mordu w oczach.
Żołnierze początkowo wycofywali się w wielkim bezładzie, przed rozszalałym potworem. Dopiero po chwili wznowili ostrzał, jednak mało który pocisk trafiał celu. Cenę za to zapłacił jeden z nich. Został zahaczony potężnymi pazurami, które rozorały mu pół twarzy wraz z tętnicami. Zanim jego koledzy skupili ostrzał na atakującym ich stworze, żołnierz już nie żył…




Koniec



Powrót do listy rozdziałów
do góry Insignis
ZAMKNIJ
Serwis wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie zgadzasz się na ich zapisywanie na Twoim urządzeniu, zmień ustawienia przeglądarki. Kontynuując przeglądanie tej strony zgadzasz się na używanie plików cookies.