28 / 05 / 2017
Wydawnictwo Insignis
Otwórz player w nowym oknie
Achromatopsja - Artur Chmielewski

maly.nosorozec

Najwyżej oceniane prace

Teksty
Grafiki

Profil użytkownika

Tekstów: 1 | Grafik: 1

Opowiadania konkursowe | W Blasku Ognia - Pazury i Kły | 2016-01-21

/ 0.0

-Nie ma chyba wśród nas człowieka, który choć raz nie otarł się o śmierć. Opowiem wam historię o jeszcze jednym takim przypadku, o którym nikt z was nie miał pojęcia. Będzie to opowieść o grozie, szaleństwie i nienawiści. Tak wielkich, że omal nie zabiły nas wszystkich. Żyjemy w niebezpiecznym świecie. Chyba jeszcze nigdy na człowieka nie czyhało tyle zagrożeń. Ale cały czas najgorszym z nich jesteśmy my sami – ludzie.

A zaczniemy od bajek. Takich nie dla dzieci. O wilkołaku. Było wiele wersji. Ci z was, którzy pamiętają poprzedni świat, na pewno potrafią przypomnieć sobie kilka. Pełne brutalności, śmierci i grozy. W sumie zupełnie jak wszystko co nas otacza. Wilkołak był człowiekiem zamieniającym się w wilka. Żądną krwi bestią, nie potrafiącą się kontrolować. Wilk wcześniej czy później brał górę nad człowiekiem. I zawsze kończyło się krwawą jatką…

Ale moja opowieść nie będzie bajką. Wydarzyła się naprawdę kilka miesięcy temu. I główną rolę gra właśnie człowiek-wilk.

Nie róbcie takich min. Przecież wszyscy słyszeliście plotki. Takie rzeczy szybko rozchodzą się po metrze. Plotki. Historie. Legendy. O kłach i pazurach czających się w mroku tuneli. Wycie, przy którym najmężniejszemu miękną kolana. Ślepia w ciemności, w których czai się śmierć. Każdy z was zna kogoś, kto zna kogoś, kto spotkał w metrze wilkołaka. Nie zaprzeczajcie. I nawet jeśli nie dawaliście wiary tym opowieścią, to zapewniam was, że było w nich sporo prawdy.

Wszystko sprowadza się do jednego człowieka: Dymitra Wasiljewicza. Miejscem są natomiast dwie, obecnie opuszczone stacje na północy metra. Na jednej z nich żył właśnie Dymitr. Muszę wam więcej opowiedzieć o tym człowieku, abyście w pełni zrozumieli historię. Miał on na tyle dużo szczęścia, że uratował się z katastrofy wraz z ukochaną. Owszem stracił rodzinę i przyjaciół jak wszyscy, ale miał przy sobie osobę, na której najbardziej mu zależało. Byli szczęśliwi, na tyle na ile ktoś może być w tym podziemnym świecie. Do pełni szczęścia brakowało im jedynie potomstwa.
Dymitr, od czego powinienem był zacząć, był stalkerem. I to bardzo dobrym. Był też kimś, kogo rady zaciągali wszyscy na stacji. A on chętnie udzielał rad, pomagał, interesował się losem współmieszkańców. Stacja wiele mu zawdzięczała.

Do czasu kiedy przyszło nieszczęście pod postacią zarazy. Na stacji Dymitra zginęło wtedy 27 osób. W tej liczbie jego żona. Wtedy wszystko się zmieniło. Wasiljewicz o wszystko obwiniał władze. Że mogli byli się tego spodziewać, że zamiast broni powinni zainwestować w lekarstwa, że wszyscy oni chcą tylko napchać sobie brzuchy zamiast zainteresować się dobrobytem innych… Narażając siebie i innych nie pozwolił spalić zwłok żony. Podobno pochował ją na powierzchni. I od tamtej chwili pozostawał na uboczu.

Aż w końcu poznał Nadię. Zamieszkał z nią, a ona urodziła mu córkę. Wszystko układało się dobrze, do pewnego pechowego dnia kilka miesięcy temu…

Stacja Dymitra wdała się w spór z sąsiadami. Sytuacja była bardzo napięta, w każdej chwili mogło dojść do eskalacji przemocy. Wasiljewicz próbował wykorzystać wszystkie swoje wpływy żeby załagodzić spór. Chciał żeby wszystko skończyło się bez rozlewu krwi. Na darmo…
Podobno napadnięto na niego kiedy wracał od naczelnika stacji. Podobno to wtedy właśnie pierwszy raz się przemienił… Z ośmiu napastników ocalał tylko jeden. Straszliwie pokiereszowany, zmarł kilka dni później, a historie które opowiadał mroziły krew w żyłach. W jednej chwili celowali w człowieka, a w następnej pazury i kły zebrały wśród nich krwawe żniwo. Podobno wtedy właśnie Dymitr przemieniony w wilka, w szale zamordował żonę i córkę… Ludzie ze stacji, którzy przybyli na miejsce widzieli jak klęczy nad ich zmasakrowanymi ciałami. W podartym ubraniu, cały zakrwawiony… po kilku godzinach, nie odzywając się do nikogo, ubrał się w swój stalkerski strój, podniósł żonę i córkę, i wyszedł na powierzchnię…

Nie minęły 24 godziny a ludzie na obydwu zwaśnionych stacjach zaczęli ginąć. Nikt nie chodził pojedynczo, ale nawet uzbrojone grupy pięciu czy sześciu osobowe nie gwarantowały bezpieczeństwa. W tunelach słychać było przerażające warczenie. Zwłoki, które znajdowano wyglądały makabrycznie… Po tygodniu ci co przeżyli wynieśli się z obydwu stacji, ale w żadnym miejscu w metrze nie mogli znaleźć schronienia. Czy odeszli w najdalszy zakątek, czy ukryli się na najbardziej ufortyfikowanych miejscach, wszyscy zginęli w ciągu miesiąca. Od niemowlaków po starców, śmierć przyszła po wszystkich, tak wielkie było szaleństwo wilkołaka. W całym metrze ludzie widywali człowieka-wilka. Większość od razu brała nogi za pas, kryjąc się za CKM-ami na posterunkach granicznych, opowiadając o wilku pojawiającym się nagle tam gdzie chwilę wcześniej stał człowiek o oczach niczym piekielne otchłanie. Co odważniejsi decydowali się stawić czoła grozie. Żaden z nich nie przeżył, żeby opowiedzieć więcej o bestii…

Terror trwał, aż któregoś dnia grupa komandosów natknęła się na wilkołaka w jednym z opuszczonych tuneli. Nie wiem w którym. Wiem za to co zobaczyli żołnierze. Dymitr montował przy wyjściu na powierzchnię materiały wybuchowe. Znaleziono później podobne ładunki w kilkunastu miejscach w metrze. Wilkołak nie był tylko bezmyślną bestią! Miał plan żeby pozabijać nas wszystkich. Po detonacji wszystkich nas zalała by woda. Reszty dokonałyby stwory wdzierające się z powierzchni. Nie mielibyśmy szans…

Z jedenastu komandosów przeżyła dwójka. Podobno kiedy zabili bestię poczęstowali ją srebrnymi kulami, chociaż nie wiem skąd mieliby je wziąć. Ledwo żywi dotarli na najbliższą stację i opowiedzieli co się stało. Jednak kiedy połowa mieszkańców poszła we wskazane miejsce znaleźli tylko dziewięć ciał…

Wilkołak musiał więc przeżyć. Wielu ludzi słyszało go w tunelach…

Nikt nie wie jakim cudem człowiek mógł zamienić się w wilka. Wielu uważa, że Dymitr zbyt wiele czasu spędził na powierzchni… Być może tak jak w bajkach czy legendach został ugryziony przez jakąś bestię, a może zadziałało promieniowanie… Dziwniejsze rzeczy dzieją się przecież w naszym chorym świecie… A co do zniknięcia ciała, to podobno Wasiljewicz zmienił się przed śmiercią jeszcze jeden raz w wilka. Wilkołacze ciało uleczyło rany, ale od tej pory nie potrafi już przybrać ludzkiej postaci…Za legowisko służy mu macierzysta stacja…Od czasu do czasu przemierza metro w poszukiwaniu nowych ofiar swojej nienawiści…

- Brawo! Brawo!... Brawo starcze. Nieźle to wszystko poskładałeś…

- Kim jesteś? I jak śmiesz wyśmiewać się ze mnie? Zdejmij ten kaptur, pokaż twarz brudasie…

- Brudasko… Nie wyśmiewam się. Wiem, że odrobiłeś lekcję; że rozmawiałeś prawie z każdym uciekinierem z owych stacji. Zanim nie dopadł ich „Wilkołak” oczywiście. Przyznam szczerze, że ładnie to wszystko brzmi w twoich ustach… Ale czy chcesz dowiedzieć się jak było naprawdę?

- To ty! Teraz cię poznaje. Ciebie też przepytywałem. Pochodzisz z wilkołaczej stacji… Ale jakim cudem? Myślałem, że wszyscy zginęli…

- Ja jestem ostatnia i nie daję sobie więcej niż dobę życia. „Wilkołak” niedługo przyjdzie po mnie, ale wcześniej chciałabym uzupełnić twoją historię… Przysuńcie się bliżej ognia i posłuchajcie co ma wam do powiedzenia siostra Nadii, szwagierka „Wilkołaka” Dymitra Wasiljewicza…

Najbardziej w twojej historii, starcze, podobał mi się fragment o nienawiści. W tym względzie wszystko się zgadza… Ale zapomniałeś o nie mniejszej sile jaką jest miłość. To od niej wszystko się zaczęło. Od miłości Dymitra do swojej ukochanej. Później był rozdzierający serce ból i gniew po stracie. Dalej przyszła obojętność, rezygnacja. I w końcu Dymitr poznał moją siostrę i zakochał się bezpowrotnie. Opuścił swoją tarczę. Tak. Wiem to na pewno: uczucie było prawdziwe i niewyobrażalnie silne. Zazdrościłam siostrze. Dymitr był wspaniałym człowiekiem…

I to właśnie przez tą miłość zrodziła się tak wielka nienawiść. Kiedy zamordowano Nadię… Tak, zamordowano! Nie zrobił tego Dymitr! Zrobili to bandyci z sąsiedniej stacji! Polowali na Wasiljewicza… Kiedy skończyli z Nadią i Oliwią, zaczaili się i czekali na powrót pana domu…

Prawdę mówiłeś, że tylko jeden napastnik uszedł z życiem. Prawdą jest, że pozostali zostali dosłownie rozszarpani na strzępy… Dymitr zabrał żonę i córkę na powierzchnię i tam pochował je obok swojej pierwszej miłości. Podobno do tej pory padlinożercy nie rozgrzebali grobu…

Byłam przy tym. Widziałam zimne, pełne nienawiści oczy Dymitra. Słyszałam jak powiedział tylko jedno zdanie. Chcecie wiedzieć jakie? „Żaden z ludzi nie zasługuje żeby żyć”. Tak powiedział i niedługo zaczęło się umieranie…

Przypuszczałam, że najpierw zginą wszyscy z obydwu zwaśnionych stacji. Ich wasz „Wilkołak” chciał zabić osobiście. Oni przede wszystkimi byli odpowiedzialni. A w dalszej kolejności reszta metra, wszyscy ludzie…

Nie przypadkowo oddział komandosów natchnął się na Dymitra w owym opuszczonym tunelu. Szukaliśmy go. Wiedzieliśmy do czego jest zdolny. Podejrzewaliśmy, że podczas wypraw na powierzchnie zdołał zgromadzić pokaźną ilość środków wybuchowych… Uzbroiliśmy się tak, że mogliśmy szturmem wziąć połowę metra. Na Dymitra to jednak ledwo wystarczyło. I tylko ja przeżyłam…

Tak, tak staruszku. Tutaj pomyliłeś się. Nie było dwójki ocalałych. Nie było srebrnych kul. Dymitr Wasiljewicz zginął, zabierając ze sobą dziesięcioro komandosów. Przeżyłam tylko ja i wilk…

Wilk! Rozumiecie?! Nie było żadnego wilkołaka! Był wilk, którego Dymitr wychował od szczeniaka. Wychowany na powierzchni, zmieniony przez promieniowanie. Prawdziwa bestia, doskonały zabójca, dostosowany do naszego wykoślawionego świata. Całkowicie zależny od Dymitra, tak jakby istniała między nimi jakaś niesamowita więź. Tak jakby wola wilka była przedłużeniem woli swego pana… I to nie zwierzę pałało rządzą krwi, lecz człowiek ze swoją nienawiścią…

Wilk przeżył i jakimś sposobem udało mu się wynieść ciało swego pana na powierzchnię. Myślę, że wiem gdzie je można znaleźć…

Ja jestem ostatnia na liście „Wilkołaka”. Żyję tylko dlatego, że wilk nie ścigał mnie, ale bronił ciała Dymitra. A teraz idzie po mnie i niedługo mnie dopadnie…

Ale już się nie boję. Pogodziłam się ze śmiercią. To wy powinniście się bać…

Kiedy żył Dymitr wilk był całkowicie posłuszny jego woli. Módlcie się jednak, aby po zabiciu mnie nie zostało w nim nic ze swego pana. Będzie wtedy niebezpieczny dla tych, którzy zbliżą się do jego terytorium. Będzie zabijał tylko kiedy będzie głodny… Ale jeśli jest w nim nienawiść Dymitra Wasiljewicza to biada wam… Jak mówiłam jest on łowcą doskonałym, idealnie przystosowanym do naszego świata. Prawdziwa Bestia na miarę naszych czasów. Będzie polował i mordował ludzi dopóki ktoś nie zabije jego.. .Albo póki nie zabije was wszystkich!
(autor: maly.nosorozec)


Powrót do listy rozdziałów
do góry Insignis
ZAMKNIJ
Serwis wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie zgadzasz się na ich zapisywanie na Twoim urządzeniu, zmień ustawienia przeglądarki. Kontynuując przeglądanie tej strony zgadzasz się na używanie plików cookies.