27 / 07 / 2017
Wydawnictwo Insignis
Otwórz player w nowym oknie
Prawo do zemsty - Denis Szabałow

maly.nosorozec

Najwyżej oceniane prace

Teksty
Grafiki

Profil użytkownika

Tekstów: 1 | Grafik: 1

Opowiadania konkursowe | Metro Hold\'Em | 2016-01-21

/ 0.0

- Obiecuję. - Ale po raz pierwszy przy rozstaniu nie patrzył jej w oczy. Nie mógł, nie tym razem. Tak jak zawsze poprzysiągł sobie z całego serca, że zrobi wszystko, aby dotrzymać obietnicy. Zrobił tak także przed ostatnią misją, tą w której wszystko poszło nie tak. Ale tym razem...

Zza zamkniętych drzwi słychać krzyki. Najpierw gniewne, później przechodzące w błagalne, na koniec zmieniające się w rozpaczliwy szloch.
- Nie popełniaj takiego błędu jak ten biedak. Nigdy nie stawiaj wszystkiego. Możesz mi wierzyć, dla mnie to nie pierwszyzna.
Wyrwany z własnych myśli Dymitr z niesmakiem patrzy na zwracającego się do niego obdartusa. Małego, brudnego, śmierdzącego człowieczka. Chudzinę z rozbieganymi oczami.
- Mikrus jestem. - Nieznajomy wyciąga drążącą rękę.
- Dymitr.
- Pierwszy raz? - Konus cały czas nerwowo przestępuje z nogi na nogę. - Widać, że pierwszy. Sytuacja zmusiła? - Ruchem głowy wskazuje na pustą nogawkę rozmówcy. - Nie było za czyszczenie klopów się wziąć? Płaca marna, ale praca stabilna. Szczerze radzę, bo dobrze ci z oczu patrzy. Nie pchaj się w to. Zrezygnuj. Odejdź.
- Nie mogę. -Po dłuższej chwili odpowiada Dymitr. - Nikt nie pomoże kalece. Ludzie... Ech szkoda gadać. I gdyby tylko o mnie chodziło… Córkę chorą mam. A oprócz nogi jeszcze to. - Wyciąga ręce z kieszeni. Jednej dłoni brakuje. Odcięta przy nadgarstku. - Miesiąc temu. Na powierzchni. - Smutny, jakby przepraszający ton. - Ona ma tylko mnie… A ja nic innego nie umiem. Nawet pistoletu utrzymać nie mam jak.
- Grałeś kiedyś w ogóle?
- Dawno temu, z przyjaciółmi, jak ich jeszcze miałem.
- No to niezły klops. Ale zasady znasz? Reguły tutejsze? - Kiwnięcie głową. - To dobrze. A ile masz? Naboi.
- Dwieście.
- Nieźle. Pewnie liczysz co najmniej na potrojenie, co? Słuchaj Dymitr, szkoda mi ciebie trochę, więc posłuchaj małej rady. Obserwuj wszystko, jak już wejdziemy do środka. Obserwuj dokładnie. Poznaj swojego wroga, jak to mówią. Zależy w sumie na kogo trafimy. Trzech ich jest, tych co prowadzą ten bajzel. Na zmianę grają. Czasem udaje się rozgryźć któregoś. Wiesz… Jaki dzień ma, jak z agresją i takie tam. Albo chociaż zorientować się, jakie karty mają wzięcie. Bo to prawdopodobieństwo swoje, a poker swoje. Czasem się zdarza, że same niskie spadają, czasem kolory się układają. No nareszcie. Szefie wchodzimy. - Mikrus zwraca się do podchodzącego wykidajły. - I pamiętaj, Stalker, że oni zawsze mogą przebić twój zakład. Nie graj zbyt wysoko…
Konus ucisza się pod groźnym spojrzeniem ochroniarza. Dryblas prowadzi ich do okienka, gdzie Dymitr wymienia naboje na żetony. Mikrus zostawia tylko dziesięć sztuk wpisowego, więcej nie ma. Głupkowaty uśmiech nie schodzi z jego twarzy. Nic nie mówi.
Wreszcie do właściwego wejścia. Drzwi zamykają się za nimi. W środku czwórka barczystych ochroniarzy, trójka graczy i ten, z którym przyjdzie im się zmierzyć. Elegancik w czymś, co kiedyś było pewnie białą koszulą. Do tego kamizelka i muszka. Gładko ogolony, włosy ulizane. Na jego widok uśmiech Mikrusa gaśnie, a z ust dobiega ciche przekleństwo. Mimo wszystko nie wycofuje się. Dziesięć naboi piechotą nie chodzi.

Do stołu podchodzi starsza, pomarszczona kobieta. Lękliwym wzrokiem wpatruje się w przeciwnika.
- Dla debiutantów pierwsza ręka bez ciemnej. - Elegancik wprawnymi ruchami tasuje karty. Dwie lądują przy nim, dwie przy staruszce. - Szanownej pani ruch.
- Czekam? - Nieśmiało. Po chwili wahania.
- Ja nie. Dziesięć.
- To ja pasuję.
- Proszę bardzo. Następne rozdanie. Tym razem już bez taryfy ulgowej. Pięć w ciemno od pani poproszę. Z mojej strony dziesięć. - Żetony lądują na środku stołu. Po dwie karty dla każdego z graczy. - Pani zaczyna.
- Sprawdzam? - Znów nieśmiało.
- A ja podbijam. O dziesięć.
- Dobrze.
Trzy kier, trzy karo, as trefl. Elegancik rzuca na stół równowartość dwudziestu naboi. Starsza pani, po dłuższej chwili, przesuwa taką samą ilość.
Król kier. Kolejne dwadzieścia ze strony krupiera. Sprawdzenie.
Siedem karo.
- Wszystkie pani żetony.
- Dobrze… - Równowartość sześćdziesięciu naboi ląduje na środku stołu. - I jeszcze chciałabym podbić. All-in, jak to się chyba mówi.
- W pani przypadku wyceniam na sto. Proszę się nie obrazić, ale swoje lata pani już ma. Zgoda?
- Zgoda.
Elegancik pokazuje karty. As, król. Kobieta kładzie na stole dwie trójki. Kareta. Mikrus ze świstem wciąga powietrze. Starsza pani wstaje powoli, nieśpiesznie zgarnia żetony i w asyście ochroniarza udaje się w stronę tylnego wyjścia.

Do stołu podchodzi następny gracz.
- Pięć w ciemno poproszę. - Spokojny, rzeczowy głos elegancika, który nie odrywa wzroku od swojego przeciwnika. Zaczyna się kolejna rozgrywka.
Pół godziny później zdenerwowany mężczyzna zostaje odciągnięty od stołu. Bez żetonów. Dwóch ochroniarzy wyprowadza go na zewnątrz, a do krzesła zbliża się kobieta w średnim wieku. Kładzie koło siebie ekwiwalent stu naboi.

W piątym rozdaniu, przy pięciu kartach na niegdyś zielonym suknie, na środku stołu znajduje się równowartość stu pięćdziesięciu naboi.
- Pani ruch. - Ciągle spokojny, opanowany głos elegancika.
- Chciałabym podbić. Za czterdzieści.
- To będzie równowartość czterech klientów. Wie pani co to znaczy?
- Wiem. - Kobieta przełyka ślinę. - A nie można na pracę? Choćby i przy trupach? Tydzień? Ja już stara jestem przecież, nieatrakcyjna.
- Proszę nie przesadzać. Znajdą się łasi na taki kąsek. Więc jak?
- Dobrze. Zgoda.
- W takim razie ode mnie jeszcze osiemdziesiąt. Czyli dla pani kolejnych ośmiu klientów, aby sprawdzić. No chyba, że pani przebije. Może all-in?
- A jeśli spasuję?
- To od razu zapraszam za tym miłym panem. Czterech chętnych na pani wdzięki nawet na dzisiaj znajdziemy. A potem oczywiście zapraszam ponownie.
- Sprawdzam. - Po długim wahaniu.
Elegancik pokazuje swoje karty. Kobieta nie rusza się, kolory całkowicie odpłynęły z jej twarzy. Jej usta drżą, a po policzku spływa pojedyncza łza.
W pomieszczeniu przez chwilę panuje cisza. Ciężka. Przytłaczająca.

Teraz kolej na Mikrusa. Ten odzyskuje rezon. Z rozmachem odsuwa krzesło. Siada.
- Jak ten czas leci. Już pół roku minęło... - Elegancik rozpoznaje nowego przeciwnika. Z jego twarzy nie znika maska niewzruszoności. - A ty znowu tutaj. Niczego się nie nauczyłeś.
- A ty przypadkiem nie kończysz właśnie? Może zastąpi cię ktoś, jakoś marnie wyglądasz.
- O nie Mikrus. Dzisiaj o swoją premię gram. Specjalną. I jeszcze może ciebie uda się w końcu na większe stawki namówić… To co, piątka ode mnie. Od ciebie dziesięć, ale ty jak zwykle bez grosza. Dzisiaj będzie jeden dzień za dwa naboje. W trupiarni…
- Rozdawaj pięknisiu.
Kończy się szybko. Po jednym rozdaniu, ale Mikrus nie wygląda na zmartwionego. Raz się wygrywa, raz nie, zdaje się mówić swoją postawą.
- Mam nadzieję, że w ciągu tych trzech miesięcy zdechniesz od jakiegoś syfa. - Rzuca na odchodnym w kierunku pięknisia i w eskorcie ochrony opuszcza pomieszczenie.

- Ostatnia gra dzisiaj. Zapraszam szanownego pana. - Stalker powoli zajmuje swoje miejsce. - Dwie karty za darmo dla debiutanta. Pan zaczyna.

Czwórka ochroniarzy obojętnie przypatruje się rozgrywce. Po co aż tylu? Dla dokładnie przeszukanego kaleki?
Z jednej strony twarz niczym niewzruszona maska. Z drugiej emocje widoczne jak na dłoni. Szybkie decyzje przeciwko długim momentom zastanowienia. Beznamiętny głos kontra ciche, smutne półsłówka.

Sto dziewięćdziesiąt naboi.
Dymitr czeka. Z drugiej strony na stole ląduje równowartość dziesięciu naboi. Dwie dwójki w ręce. Pas.

Dziesięć żetonów na stół. Cztery i sześć kier. Piękniś sprawdza. Dama, sześć, dwa. Wszystko w treflu. Czek. Czek. Walet pik. Czek. Czek. Trzy trefl. Czek. Dwadzieścia od elegancika. Pas.

Sto osiemdziesiąt.
Piątka w ciemno. Dziewięć, cztery. W różnych kolorach. Pas.

Sto siedemdziesiąt pięć.
Dziesiątka w ciemno. Walet pik, dziewięć trefl. Piękniś przebija do dwudziestu. Pas.

Sto sześćdziesiąt pięć.
Pięć w ciemno. Król, pięć karo. Podbicie do dwudziestu. Elegancik sprawdza. As, pięć, pięć. Dwadzieścia do góry. Pas z drugiej strony.

Sto osiemdziesiąt pięć…

Po czterdziestu minutach na środku stołu znajduje się ekwiwalent dwustu pięćdziesięciu naboi. Piękniś odkrywa piątą kartę. Dziewięć. Brakuje damy do strita. Albo siódemki. Sto od elegancika. Stalker pasuje. As, król w ręce. Do dupy się ułożyło.

Czternaście rozdań później po stronie Dymitra znajduje się równowartość pięciuset naboi.
Walet, Walet na ręku. Dymitr podbija do pięćdziesięciu. Sprawdzenie. Walet trefl, dziesięć pik, siedem pik. Sto. Sprawdzone. Dama karo. Sto pięćdziesiąt. Sprawdzenie. Ostatnia karta. Dama pik. Wszystkie żetony ze strony Dymitra.
- Przebijam o sto pięćdziesiąt. Jeszcze miesiąc temu zaproponowałbym pięć walk na arenie, albo jakieś zlecenie na górze, ale teraz... Sam pan rozumie... Więc pół roku przy wychodkach. - Piękniś patrzy przeciwnikowi prosto w oczy. Na twarzy nie drga żaden mięsień, żaden gest nie zdradza jego myśli.
Sześć miesięcy niewolniczej pracy. Dwanaście godzin dziennie. Bez możliwości wyjścia do córki. Bez zapłaty. Wyżywienie gorsze od tego, co dają świniom. Jeśli to przegra… Równie dobrze mógłby w ogóle nie wracać do domu. Nie ma nawet za co kupić następnego posiłku.
Full. Biją go trzy układy. Blef? Jak elegancik zachowywał się przez cały wieczór?
- All-in.
- Czyli sześćset naboi.
- Zgoda. - Trzy… Nie! Cztery układy! Dama, siedem. Dama, dziesięć. Dama, walet. Dama, dama.
- I podbijam. - Twarz krupiera pozostaje nieruchoma. - Podwajam.
- Ale…
- Twoja córka.
- Ale… Ona ma dopiero dziesięć lat... Nie nadaje się do ciężkiej pracy.
- Wiesz, Stalkerze... - Piękniś z pogardą wypowiada to słowo. - Jest jedna rzecz, do której z pewnością się nadaje. - Gdyby Dymitr w tej chwili spojrzał w elegancką twarz swojego przeciwnika, może zdołałby dojrzeć jak maska niewzruszoności opada dosłownie na sekundę. A zamiast niej pojawia się… Pożądanie?

Cisza…

Dama, dama. Dama, walet. Dama, dziesięć. Dama, siedem.
- Sprawdzam...

Ojcze nasz, któryś jest w niebie…


Powrót do listy rozdziałów
do góry Insignis
ZAMKNIJ
Serwis wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie zgadzasz się na ich zapisywanie na Twoim urządzeniu, zmień ustawienia przeglądarki. Kontynuując przeglądanie tej strony zgadzasz się na używanie plików cookies.