Główna FORUM Wasza twórczość Projekt "Pierwszy"

Temat zawiera 2 odpowiedzi, i ma 1 odpowiedź, ostatnio zaktualizowany przez  BINIAS 1 miesiąc temu.

Oglądasz 3 wpisy - 1 z 3 (wszystkich: 3)
  • Autor
    Wpisy
  • #5970

    BINIAS
    Uczestnik

    Chłopak narodzony pod ziemią w dniu zagłady nazywany jest „pierwszym”  tytułowy bohater stracił matkę podczas porodu i został mu tylko ojciec wraz z niebiologicznym wujkiem

    Żyją oni w podziemiach Muzeum/Zamku, pozornie działające społeczeństwo zaczyna się walić i przy wymuszonej kłótni postanawiają uciekać, w dniu 20 urodzin chłopaka wychodzi on po raz pierwszy na powierzchnie, pozornie przypadkowe odkrycie pomoże im przeżyć w dalszych przygodach i wędrówkach, w okolicy muzeum wszystkie sklepu i domy zostały już ograbione i nie ma już czego szukać, postanawiają wyruszyć w świat wędrując z początku po mieszkaniach swych dawnych znajomych w poszukiwaniu wspomnień,

    • This topic was modified 1 miesiąc temu by  BINIAS.
    #5971

    BINIAS
    Uczestnik

    PIERWSZY 

    FRAGMENT:

    Początki końca:
    Wszystko zaczęło się równo 20 lat temu
    Wtedy gdy wszystko się skończyło
    Wszystko co znaliśmy i rozumieliśmy
    Wtedy to zaczęła się nowa era niewiedzy i strachu
    Era nowych praw i bóstw
    Era nowych istot żyjących na powierzchni
    Era ludzi wśród których nie istnieje prawda ani fałsz
    Era w której liczy się tylko przeżycie nawet za cenę śmierci drugiej osoby
    Ta stara era skończyła się wraz z końcem człowieczeństwa
    I to wszystko zmieniło się w ułamku sekundy
    W momencie gdy została zdetonowana głowica nieznanego pochodzenia
    I to wszystko zmieniło się dokładnie 20 lat temu
    Wtedy to właśnie przyszedłem na świat
    Dokładnie tego dnia
    Niektórzy nazywają mnie „ostatnim” ponieważ poród zaczął się u góry
    A inni „pierwszym” bo skończył na dole
    Moja matka zestresowała się syrenami bo każdy wiedział co oznaczają
    Już na powierzchni życie było trudne więc każdy szykował się na gorsze
    Lecz nikt nie spodziewał się że będzie tak źle
    Matka zmarła przy porodzie
    Bez pomocy sanitariuszy wykrwawiła się w ramionach ojca
    Na dzień dzisiejszy został mi tylko on oraz wujek który wujkiem nie jest
    Od małego nazywałem go wujaszkiem więc tak zostało oraz on został wujaszkiem
    W naszym niewielkim podziemnym świecie istnieje zwyczaj że mężczyzna na swoje 20 po raz pierwszy wychodzi na górę
    Zatem nadszedł czas i na mnie
    Oczywiście na towarzyszy wybrałem ojca i wujaszka, zaprawionych w boju stalkerów
    Nie wiem czego się spodziewać, w podziemnym świecie powierzchnia jest tematem tabu
    Jedyne co wiem to tyle że żyli tam ludzie i wznosili budowlę niewiarygodnych rozmiarów a następnie sami to wszystko zniszczyli, wiem też że teraz zamiast ludzi żyją tam stworzenia których nie mogą sobie wyobrazić ludzie którzy nigdy ich nie widzieli
    To wszystko miałem zobaczyć jutro, ale najpierw ceremonia urodzin,
    Ojciec zorganizował ją w małym mieszkaniu skręconym z blachy i ławek kościelnych
    Pojawili się o dziwo nie tylko ojciec i wujaszek ale też ludzie z całych podziemi, w sumie około 90 ludzi, w tym około 60 tych którzy pamiętają powierzchnie, kolejny człowiek który będzie w stanie znosić skarby martwego świata sam jest skarbem
    Ludzie ci nie oszczędzali w swoich skarbach i sami darzyli skarbami, licznie trafiały się noże, w większości kuchenne i podrdzewiałe, zdarzało się też że ktoś przyniósł samogon, lecz w tym przypadku nie trafiał on w moje ręce lecz do żołądków gości, po paru łykach starszym rozwiązał się język
    Mówili o czasach gdy panował człowiek o czasach gdy nie były potrzebne skafandry po to by wyjść na górę
    Wtedy to dopiero dostałem całkowity obraz tego co było kiedyś
    Niegdyś płynęła tu rzeka- powiedział jeden z gości- ty się lepiej zamknij- powiedział inny- stary już jesteś, na powierzchni nie byłeś od momentu detonacji- dokończył- rzeka dalej płynie, płytsza i skażona ale płynie- krzyknął ktoś z tłumu- wy nic nie wiecie- powiedział ojciec- od lat nikt z was nie wychodzi- dopowiedział wujaszek- to właśnie dlatego świętujecie nowego stalkera, od lat nikt tu nie miał 20 urodzin- dokończył- żaden z młodych nie przeżył- powiedział mój ojciec- na powierzchnie wychodzę tylko ja i Michał- bo tak na imię miał wujaszek- a wy mimo iż młodsi od nas nawet broni nie umiecie utrzymać- powiedział wujaszek- my nie umiemy? A kto przez pierwsze lata wychodził? Kto znosił skarby z martwego świata- krzyknął ktoś w tłumie- no właśnie? Kto? My i wy, ale tak jak to powiedzieliście, na początku, z tym że wy już jakieś 15 lat siedzicie tu jak szczury- powiedział wujaszek stopniowo podnosząc ton- siedzimy tu? A czego mamy szukać tam u góry?- powiedział ten sam głos z tłumu- czego szukać? A czego my tam szukamy? Po co nas tam wysyłacie? Po co przynosimy wam drewno i paliwo? Po co grabimy dla was domy i sklepy? No po co?- zaczynał krzyczeć ojciec- bez nas już dawno byście zginęli bez drewna nie mielibyście ciepła ani materiału do hodowli insektów, nie mówiąc nawet o konserwach z starych sklepów- dokończył- w skrócie bez nas już dawno bylibyście martwi- podsumował wujek- martwi? MARTWI? Nie jesteście nam potrzebni- krzyknął tym razem ktoś inny- nie jesteśmy? No dobra, skoro tego chcecie, no dobrze- tłum ucichł- jutro z rana wychodzimy, nie wrócimy- tłum zaczął krzyczeć jeszcze głośniej- ojciec i wujaszek wrócili do mieszkanka a ja razem z nimi- masz chłopcze- otworzył skrzynię i wręczył mi karabinek- wiem, mieliśmy wyjść jutro, ale jutro nas nie puszczą, spakuj najważniejsze rzeczy i ruszamy- powiedział ojciec a wujek potwierdził- gdy wyszliśmy z mieszkanka tłumu już nie było, przekradliśmy się do wyjścia i założyliśmy odzież ochronną przyniesioną tu na początku przez mojego ojca, na wieszaku został jeszcze jeden komplet więc nie skazaliśmy innych na śmierć
    Ojciec otworzył właz i wyszliśmy

    Martwy świat:

    Pierwszą rzeczą którą ujrzałem przez szkła maski przeciwgazowej były gabloty, mnóstwo gablot- kiedyś było tu muzeum, a jeszcze wcześniej zamek rodu Opalińskich- powiedział ojciec- to właśnie oni ufundowali budowę tego budynku oraz podziemi- rozwijał temat- podziemia były legendą która okazała się prawdą choć nie kompletną, tunele miały prowadzić do kościoła oraz pod rzeką. Owych tuneli nigdy nie znaleźli, a raczej nigdy nie szukali- urwał ojciec gdy wujaszek uchylił drzwi- i jak? Czysto?- spytał ojciec- straszny bałagan, pełno gruzu- w głosie wujaszka dało się słyszeć śmiech
    Wyszliśmy na zewnątrz, ja oczywiście ostatni- racja straszny bałagan- powiedział ojciec z radością- dobra młody, musimy nauczyć ciebie jak używać ten karabinek- wskazał na kawał metalu w moich dłoniach o którym zdążyłem zapomnieć- ale tylko podstawy, pozycja bojowa, oko, muszka, szczerbinka i spust powtórz tylko nie strzelaj- poinstruował pokazując na swoim przykładzie- dobra tyle wiesz, ciągniesz za spust to strzelasz- podszedł i pokazał na spust- teraz lepiej nie strzelaj bo zwabisz mutanty-dokończył ojciec- jeszcze jedno, nie celuj do swoich, nawet dla żartów- wtrącił się wujek- dobrze, rozejrzyj się, zapamiętaj okolicę- powiedział ojciec- moje oczy dopiero teraz otworzyły mi się szerzej otwarta przestrzeń i niebo uderzyło mnie do tego stopnia że zaczęło kręcić mi się w głowie, usiadłem na ziemi zacząłem głaskać kamienną uliczkę zacząłem wygrzebywać mech który był pomiędzy nimi i rozrywałem go na coraz to mniejsze kawałki badając go, gdy doszedłem do momentu w którym nie mogłem już go rozerwać wstałem, przede mną murek wysoki na jeden metr i gruby na półtora za nim rzeka, zaczyna się i kończy za drzewami, ale , po lewo, w połowie zniszczony most, na środku rzeki stworzył tamę a zachował się jedynie przy brzegach, na prawo, drzewa tak grube że trzy osoby miały problem z tym aby je objąć, na lewo za plecami, zaczynał się długi dom, dalej było widać przerwę a potem znów zaczynały się domy, gdy znów wróciłem do badania podłoża, ciszę przerwał około dwu sekundowy pisk i potem huk
    Ojciec chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą, tymczasem wujek biegł za nami celując i rozglądając się nerwowo po niebie
    Wbiegliśmy w mały korytarz między budynkami a następni po schodach do jakiegoś mieszkania
    Mieszkanie było w takim stanie że wywierało wrażenie świeżo po remoncie
    Usiedliśmy na miękkiej kanapie razem w wujaszkiem a ojciec zebrał drewno spod ściany i ułożył w dużym pomarańczowym piecu
    Krzychu, to znaczy twój ojciec- przerwał ciszę wujek- mieszkał tu kiedyś, dosłownie 20 metrów od zamku, ja wtedy byłem akurat u niego w odwiedzinach, rzeczą oczywistą było to, że pierwszym odwiedzonym domem po końcu świata był właśnie ten, twój ojciec, zabronił innym odwiedzać ten dom, wyglądał on gorzej, znacznie gorzej, twój ojciec wyremontował go, na ścianach w środku i na zewnątrz zamontowane są grube ołowiane blachy, to one znacznie zmniejszają promieniowanie, ale nic za nic, ojciec zbierał je przez prawię 15 lat,
    Remont skończył się jakieś 3 lata temu, największą dumę sprawił mu piec złożony z kilku pieców które były w okolica- mówił ciągle wujaszek
    Gdy w piecu zahuczał wiatr ojciec wstał z dumą z kolan-no, będzie ciepło- powiedział ojciec- biorąc pod uwagę ołów i skafandry, ze spokojem możemy siedzieć tu nawet miesiąc, a nawet i więcej- mówił ojciec z dumą stukając w blachę na ścianie- ale i tak zostać tu nie można, z smutkiem muszę stwierdzić że musimy opuścić to idealne mieszkanie- ojciec usiadł obok nas- domy i sklepy w dystansie 5 km już dawno są puste, jedyne co można znaleźć to drewno, gruz i mutanty, z tym że tych ostatnich lepiej nie spotykać, a ich ostatnio jest tu coraz więcej- w tonie ojca dało się słychać bezsilność- już jakiś czas temu planowaliśmy opuścić społeczność podziemia, czekaliśmy tylko kiedy skończysz 20 lat, wczorajsza kłótnia była tylko pretekstem by wyjść, już jakiś czas nie znosimy rzeczy do nich, to co ciekawsze zostawiamy tutaj- powiedział ojciec
    Wstał podszedł to zadbanej szafy i wyciągnął z niej 3 lornetki. 2 czarne, 1 ciemno zieloną, każda w pokrowcu tego samego koloru co lornetka, poszperał głębiej i wyciągnął 5 noży, nie były zwykłe kuchenne, było widać że są to porządnie wykonane noże, jeden z nich miał ponad 40 cm długości i rękojeść z czarnej twardej gumy, podał wszystko wujkowi i poszedł do innego pokoju
    Zbieraliśmy te rzeczy 15 lat- zaczął mówić wujek- na początku zostawialiśmy sobie najciekawsze rzeczy, od niedawna zostawiamy sobie prawie wszystko- ojciec wrócił przynosząc 2 garnki 3 piły w tym 1 spalinową- do drodze jeszcze coś weźmiemy- powiedział ojciec po czym rozdzielił wszystko i spakował do 3 plecaków które już przy sobie mieliśmy
    Podniósł jeszcze dywan i wyciągnął spod niego skrzynię, wyciągnął około 15 magazynków i rozdzielił po równo- tu już więcej niema, pora ruszać- powiedział wujaszek                                                                                                                                 Wyszliśmy z budynku, ojcu szło to niewiarygodnie trudno, na dworze było już ciemno, nie wiem ile czasu spędziliśmy w domu ale na pewno więcej niż godzinę, drogę oświetlał tylko księżyc przysłonięty przez grube chmury, w okolicy mostu, niebo miało różowo pomarańczowy kolor, z tamtego to kierunku dało się słyszeć szum, nie był to szum wody, nie, coś bardziej jak szelest, i to wiele szelestów, jak gdyby rozpędzony wiatr grał jakąś melodie, nie zrozumianą dla tego co nie znał kodu, wydawała się losowa lecz piękna, szum zdawał się robić coraz głośniejszy, oraz tworzył wrażenie że źródło dźwięku się zbliża, właśnie z tamtego zaczęły wyłaniać liczne kreatury, wszystkie razem wyglądały jak jedna żywa masa, biegły całą szerokością drogi
    Ojciec i wujaszek bez wahania wrócili w kierunku mieszkanka
    Dobra, tamtędy iść nie można- powiedział wujek- a co jeśli nie musimy?- odpowiedział ojciec- może by tak przejść po dachach- jak po dachach- powiedziałem przerażony- Tyle co wyszedłem na powierzchni i już mam wejść jeszcze wyżej?- dopowiedziałem- nie bój się młody, dachy nie są wysoko, a ulicą nie pójdziemy- powiedział ojciec
    Dopiero gdy wszedłem na dach zobaczyłem ogrom tej żywej masy, wyciągnąłem lornetkę i przyjrzałem się skąd przychodzi horda,
    Jak jeden wielki wąż ciągnął się po tamie powstałej z mostu, dach był w dobrym stanie, wręcz w niewiarygodnie dobrym, wydawało się jakby w ogóle nie ucierpiał   W tym momencie pojedyncze mutanty zaczęły powoli wspinać się na dach Ojciec i wujaszek pospieszyli górną częścią dachu
    Dach wydaje się solidny, ale to tylko złudzenie, nawet jeśli podmuch go nie uszkodził to belki mogły dawno przegnić- tłumaczył ojciec
    W tym momencie na dach zaczęły wspinać się kolejne stwory a te pierwsze ruszyły już w pościg za nami, w szaleńczym biegu zrzucały dachówki spod swoich łapsk i ześlizgiwały się z powrotem na ulicę, niezauważone przez swych braci były przez nie tratowane a co niektóre potykały się o martwe już ciała i same były tratowane, ta sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie i w efekcie powstał nasyp z ciał
    Zaintrygowany sytuacją na ulicy nie zauważyłem jak ojciec i wujaszek oddalili się do przodu, te mutanty które nie spadły na szczęście były jeszcze w bezpiecznej odległości
    Popędziłem w kierunku ojca który zauważył że zostałem w tyle i sam zwolnił tempo a ostatecznie zatrzymał się i czekał na mnie
    Gdy byłem kilka kroków od ojca coś zaczęło skrzypieć mi pod nogami, ojciec rzucił się w moim kierunku z wyciągniętą ręką
    Nie zdążył, dach się zarwał, spadając widziałem tylko rękę ojca która próbowała złapać za moją, próbowała, nie złapała, spadłem

    Znowu na dole:

    Leżę, żyję, patrzę w otwór w dachu gdzie ostatnio widziałem ojca, nie ma go tam, nie ma go tutaj, nie ma go, nie ma, za to jest ktoś inny, a raczej coś innego, nie wiem jak długo tu jest, nie wiem jak długo tu jestem, nie wiem czy to już tu było, nie wiem, nie wiem co robić, to nie jest człowiek, nie wiem co to, cholera, co to ? Nie zabił mnie, a na pewno wie że tu jestem, siedzi w cieniu ale widzę że na mnie patrzy, nie atakuje, ale w każdej chwili może, sięgam po karabin, on wstaje, odkładam go, on siada- co jest- powiedziałem sam do siebie
    podchodzę troszkę bliżej, on dalej leży
    Zza drzwi krzyki, choć znajomy głos to poczułem się nieswojo, strasznie rozbolała mnie głowa, kładę na nią rękę, krwawię, chwila, gdzie mój hełm, gdzie ? Leży, pęknięty, obok stwora dopiero teraz zauważyłem że monstrum też krwawi, duży fragment belki wbity jest w łapę, spadająca blacha rozcięła drugą, monstrum w gorszym stanie niż ja, ale to nie tłumaczy czemu mnie nie atakuje,
    Młody jesteś tam- znów znajomy głos wujka- cholera, mówiłem żeby zejść przez dziurę- tym razem ojciec
    Szuka mnie, a ja zamiast się odezwać nie wiedzieć czemu podchodzę do stwora, jestem przy nim a on leży, testuję go, znów sięgam po broń, mutant ponownie wstał, o kur*a, o połowę większy ode mnie, ale nadal mnie nie atakuje, ja też nie będę, gdyby chciał zabiłby mnie gdy byłem nieprzytomny, odkładam karabin, mutant się nie kładzie, zaczyna gryźć 40 centymetrowy kawał drewna wbity w łapę, przestał spojrzał się na mnie, głupie, rozumiem go, łapię za kawał drewna, on zaczyna oddychać głośniej oraz głębiej, poza tym nic więcej, jednym ruchem wyrywam belkę z rany, cichy prawie niesłyszalny pisk, rana krwawi, cholera co ja robię? Pochodzę do zniszczonej szafy i spod desek wyciągam szmaty które kiedyś były ubraniami, jeszcze raz, co ja kur*a robię? Opatruje mu ranę, kur*a czemu? On wie że chcę dobrze, wiedział o tym już przede mną, rana spowodowana spadającą blachą też opatrzona, ale czemu? On tego chciał? On to robi za pomocą mojego ciała? Ale ja to czuje jakbym robił to z własnej woli,
    Rany już opatrzone, już mnie nie potrzebuje a mimo to wciąż żyję, siedzę obok niego a on nic, sądzę że mógłbym się o niego oprzeć a on by to zaakceptował, jest zimno, robię to, opieram się, jego twarde futro grzeje, on sam jest ciepły, zaczynam przyglądać się jego sierści, dotykam ją przez rękawicę, przez dotyk czuję że jest wychudzony, na pewno głoduję, a mimo to mnie nie zjadł
    Znowu krzyki, tym razem bliżej, jakby tuż za drzwiami- to ostatnie drzwi, jeśli go tu niema nie mamy wyboru, będziemy musieli iść dachem- było słychać nosowy przez filtr głos
    Stwór podniósł głowę i wpatrywał się w drzwi, te z hukiem wyrywanego zamka się otworzyły, monstrum choć ranne jednym skokiem znalazło się na dachu, ja straciłem oparcie za plecami i przewróciłem się na nie wpatrując się w dziurę w której znikł mutant
    Co to kur*a było, nic ci nie jest- podbiegł do mnie ojciec przewracając wujaszka który jeszcze stał w drzwiach- nic ci nie jest, co to było- krzyczał ojciec szarpiąc mnie za ramie- gdzie twój hełm, cholera, krwawisz- wciąż krzyczał ojciec- ja, ja nie wiem, ja, byłem nieprzytomny, hełm, jest tam, zniszczony, nie wiem co to było
    Tak, skłamałem, musiałem, za prawdę sam by mnie zabił, lepiej by nie wiedział-

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 miesiąc temu przez  BINIAS.
    #5973

    BINIAS
    Uczestnik

    logika:

    pierwszy jest moim nienarodzonym synem a ja jego… uwaga… ojcem XD

    wujaszek jest moim przyjacielem

    ojciec: Krzysztof

    wujaszek: Michał

    sam pierwszy nie ma imienia i zwracają się do niego „pierwszy” albo „młody” imię zostawiam wam do wyboru

    powieść jest pisana na bieżąco i będę stara się ją aktualizować średnio 2 razy w tygodniu

    b

Oglądasz 3 wpisy - 1 z 3 (wszystkich: 3)

Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.