Główna FORUM Książki z świata Metro "Prawo do zemsy" DENIS SZABAŁOW – recenzje, opinie, pytania, dyskusje, SPOILERY!

Otagowano: 

Temat zawiera 0 odpowiedzi, i ma 1 odpowiedź, ostatnio zaktualizowany przez  Mont real man 2 miesięcy, 2 tygodnie temu.

Oglądasz 1 wpis (wszystkich: 1)
  • Autor
    Wpisy
  • #5220

    Mont real man
    Uczestnik

    Prawdę mówiąc miałem nadzieję, ze nie będę to ja, że ktoś to zrobi za mnie, a więc ociągałem się, leniłem, pogrążyłem w wirze walki o sesyjne oceny i zerkając od czasu do czasu na forum, czekałem, czekałem, czekałem… Niestety nie doczekałem się więc pisze dziś, a moje recenzja jest pierwszą na stronach naszego nowego forum. Mam nadzieję, że nie ostatnią. Leo, Antura!!! Oczekuję, że i wy w najbliższym czasie coś naskrobiecie!

     

    Ostatnią część trylogii Pana Denisa Szabałowa kupiłem jeszcze pod koniec zeszłego lata , bez większego entuzjazmu i radości, za to z silnym postanowieniem ponownego przeczytania wszystkich części trylogii „Prawo do” i nadzieja zrozumienia co takiego niezwykłego jest w tych trzech książkach, że duża część społeczności wielbicieli Uniwersum Metro 2033 pieje nad nimi z zachwytu. Cała sprawa miała zająć nie więcej niż dwa tygodnie i skończyć się przed rozpoczęciem roku akademickiego. Niestety wszystko się przeciągnęło i zamiast dwóch tygodni, trylogia była przeze mnie czytana od Września do Maja z licznymi przerwami i przerywnikami w postaci kilku innych książek nie związanych z Uniwersum i kilku obejrzanych gameplay’ów gier komputerowych, ale czytałem, czytałem i doczytałem, a teraz po ponad miesiącu z „hakiem” siadam i piszę recenzję.

     

    Jak zapewne można się domyśleć książka mnie nie porwała, nie wciągnęła, powiedzmy szczerze było średnio. Zwykle jeśli zaczynam czytać to nie potrafię zatrzymać się w środku, nie potrafię zostawić bohatera, tutaj było inaczej, potrafiłem przerwać by wysiąść z autobusu na przystanek i powrócić do książki miesiąc później. Gdy zwykle potrafię dla książki oblać sprawdzian czy nie przespać nocy, w tym przypadku bez wyrzutów sumienia gasiłem lampkę.

     

    Fabuła zaczyna się tam gdzie zostawia nas epilog poprzedniej części, czyli w Sierdobsku, gdzie Daniła Dobrynin schowany w kryjówce opłakuje zniszczenie swojej małej ojczyzny, schronu pod miejskim dworcem kolejowym przez Bractwo Przybrzeżne, które kilka miesięcy wcześniej pojawiło się w okolicy, by stoczyć z miejscowymi krwawy bój, a potem zaproponować (jak gdyby nigdy nic) wyszkolonej przez naczelnika schronu młodzieży wyprawę na drugi koniec zniszczonej wojną atomową Rosji, na którą ci skwapliwie przystają, a która jest spełnieniem dziecięcych fantazji Daniły. Wyprawa okazuje się jednak pułapką, która ma odwieść najbardziej sprawnych i zdolnych do obrony od schronu, by ich potem, osamotnionych w tajdze, zabić, tak samo jak mieszkańców samego schronu pozostawionych przez swoich obrońców.

    Trzecia część trylogii „Prawo do…” – „Konstytucja Apokalipsy” pozostanie dla mnie przede wszystkim książką niespełnionych szans, po dwóch ostatnich częściach autor pozostawił dla siebie wiele furtek i możliwości dalszego rozwoju fabuły, aby w trzeciej części… wybrać rozwiązania najsłabsze i wymagające najmniej swojej autorskiej pracy. Przykładów nie trzeba daleko szukać:

    • Tunele czasoprzestrzenne – w pierwszej części mamy wprowadzoną czasoprzestrzenną anomalie w przedszkolu, w drugiej zostaje nam ona wyjaśniona dzięki notatkom Nibumowa i przygodzie w nieistniejącym tunelu na północy.
      Można oczekiwać, że autor użyje jej jako jednego z główny miejsc akcji części trzeciej. Miałem osobista nadzieje na scenę pociągu pędzącego przez tunel czasoprzestrzenny, na którego dachu/w którego wnętrzu odbędzie się ostateczne starcie między Daniłą a np. Pająkiem, albo wielkiej bitwy stoczonej w tunelu przez siły z Sierdobska z siłami Bractwa, tudzież marszu uratowanej, dzięki tunelom, ludności Schronu przez czasoprzestrzeń. Ostatecznie chociaż anomalia jest wspominana w całej książce, to de facto pojawia się ona tylko na kilku stronach pod sam koniec i służy trochę jak autobus w czasie dla naszego bohatera. Dla fana Doctora Who to za mało.
    • „Zoolog – starszy brat” Daniły – Dowiadujemy się o nim w drugiej części i każdy mniej więcej uważny czytelnik od razu wie, że to nie przypadek, ani żaden brat, tylko starsza wersja bohatera. Pewnie w wielu głowach pojawiła się myśl, że fajnie by było gdyby Daniła i Zoolog spotkali się twarzą w twarz, chociażby żeby dowiedzieć się jak Daniła zmienił się przez wszystkie lata i co się stanie z czasoprzestrzenią w miejscu gdzie będą przebywały dwie takie same osoby z rożnych „wersji” czasu. Odpowiedź, nigdy się tego nie dowiemy, bo chociaż Zoolog odegrał ważną rolę w powieści to jednak nigdy się nie pojawia osobiście.
    • Penza – skoro nasz bohater i jego przyjaciele wpada do stolicy obwodu, to fajnie byłoby ją trochę poznać. Dowiedzieć się czegoś o losach miejsca, miasta zamieszkania autora, po apokalipsie. Niestety, autor najwyraźniej nie lubi swojego miasta, bo miast barwnych opisów i barwnych przygód dostajemy artykuł z Wikipedii wciśnięty w usta jednej z postaci, a sama lokalizacja z wielkim potencjałem zostaje koncertowo zmarnowana.

    To tylko kilka z wielu zmarnowanych przez autora szans na dodanie czegoś „więcej” do historii jak np. Szyszkowski wąwóz ze swoimi potworami, „kleks”, perymetr itp. itd.

     

    Trzecia część trylogii nie grzeszy też spójnością z pozostałymi częściami, a przecież sam autor w jednym z posłowiów wspominał, że chciał napisać spójną powieść z jednorodnym, realistycznym światem. Coś jednak poszło nie tak, jeżeli w pierwszej części zdjęcie maski przeciwgazowej w Sierdobsku groziło, prawie że wyrokiem śmierci to w trzeciej, żołnierze jak i sam główny bohater wraz z kompanią latają po mieście bez masek bez najmniejszego problemu, co dość trudno logicznie wyjaśnić.

    Mutanty, które w pierwszej części był tak liczne i zabójcze, że o mało co ie ukatrupiły przyjaciela Daniły, Saszki, w części trzeciej prawie się nie pojawiają, a na pewno nie stanowią żadnego zagrożenia. Tego nie da się wyjaśnić w logiczny sposób.

     

    Do tego należy dodać to co pojawiło się już w poprzednich częściach, a co jest definiujące dla stylu autora, który to jest dla mnie trudny w odbiorze i lekko mówiąc niestrawny:

    • Zabójczo nudne, co szczegółowe opisy wszystkich operacji taktyczno-wojskowych, ze szczegółowymi ruchami wojsk
    • Długie opisy broni z peanami na cześć każdego modelu w przypisach.
    • Totalny brak kobiet, bo jak wiemy Rosjanie mnożą się przez pączkowanie.
    • Sienkiewiczowskie opisy.
    • Wynikająca ze stylu pisania „powolność” akcji.
    • Nużąca przewidywalność.

     

    Jednym ze ciekawszych moich spostrzeżeń, podczas czytania powieści, jest prawie totalny brak żalu po utracie żon (dwóch!!!). Daniła i autor więcej miejsca poświęcają na wyrażenie i tak szczątkowego, żalu po utracie Saszy, zaledwie przyjaciela, niż na żal po utracie dwóch osób, które powinny być najważniejszymi w życiu każdego heteroseksualnego mężczyzny. To niesie dziwne implikacje…

     

    Ogólnie powieść jak i całą trylogie oceniam słabo, to jeden z gorszych cyklów jakie czytałem w życiu i na pewno więcej już po niego nie sięgnę. W porównaniu do innych części Uniwersum Metra, jest trochę lepiej, bo i poziom jest niższy. Daje 5/10 punktów, chociaż sam nie wiem czy nie powinno być niżej.

    • This topic was modified 2 miesięcy, 2 tygodnie temu by  Mont real man.
Oglądasz 1 wpis (wszystkich: 1)

Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.