21 / 11 / 2017
Wydawnictwo Insignis
Otwórz player w nowym oknie
Prawo do użycia siły - Denis Szabałow
2016-0330

Wyniki konkursu na recenzje "Prawa do użycia siły"

Wyniki konkursu na recenzje

Biezdziad

              W marcu 2016 roku polska część Uniwersum Metro 2033 poszerzyła się o kolejną powieść - „Prawo do użycia siły” Denisa Szabałowa. Już sama biografia autora podpowiada nam jaka jest ta książka – pan Szabałow zafascynowany jest militariami i sportem, nie tak dawno temu (ma 35 lat) skończył politechnikę i odbył służbę wojskową. Chwytając za pióro w pełni wykorzystuje swoją wiedzę i doświadczenia, co zaowocowało dziełem niezwykle rzetelnym, treściwym i dynamicznym. Największą zaletą swojej książki Denis uczynił to co większość pisarzy uznaje za nieciekawe i drugorzędne – szczegółowe opisy wojskowego sprzętu, taktyki i samej zbrojnej walki. Zarówno dokładnymi informacjami na temat broni i środków ochronnych, jak i realistycznym przedstawieniem scen cichej dywersji i krwawych bitew autor skutecznie wciąga czytelnika w mroczny świat postapokaliptycznej Rosji.

                 „Prawo do użycia siły” zabiera nas do Serdobksa, niewielkiego miasteczka w głębi Rosji, a raczej jego smutnych pozostałości. Tam poznać możemy życie ukrytego pod stacją kolejową schronu, do którego w dniu nuklearnej zagłady zdążyli uciec najróżniejsi ludzie. Wśród nich żyje Daniła, młody, silny i odważny stalker. Daniła spędził w bunkrze całe życie i tam pod kierunkiem byłego pułkownika specnazu odbył intensywne szkolenie, co pozwoliło mu zostać znakomitym żołnierzem, nie tylko potrafiącym przeżyć w nieprzyjaznym nowym świecie pełnym mutantów i radiacji ale i obdarzonym twardym kręgosłupem moralnym. Tylko czy ów kręgosłup pomoże Danile podjąć słuszne decyzje, gdy do jego miasta zawitają tajemniczy goście z niejednoznacznymi zamiarami?

                 Jak już wspominałem „Prawo do użycia siły” to powieść bardzo solidna – mamy tu różnorodnych ciekawych bohaterów, nieźle napisane, naturalne dialogi. Interesująca jest też sama konstrukcja opowieści – zasadnicza historia przeplatana jest retrospekcjami z życia głównego bohatera, tłumaczącymi jak stał się tym kim jest.

                  „Prawo do użycia siły” polecam... choć nie wszystkim. Książka usatysfakcjonuje fanów militariów, survivalu i postapokaliptyki, ludzi obojętnych na takie sprawy zwyczajnie zanudzi. Warto wspomnieć, że zabierając się do lektury należy przygotować się na otwarte zakończenie – książka jest bowiem pierwszą częścią powstającej trylogii. Pozostaje mieć nadzieję, że następne części doczekają się przekładu na polski. Liczę, że będą tego równie warte co „Prawo do użycia siły”.

 

Łukasz R

Droga Redakcjo, Drodzy Czytelnicy!

Świeżo po lekturze najnowszej odsłony z uniwersum chciałem się z Wami podzielić wrażeniami z książki… a jest ich wiele.

Po raz kolejny wychodzimy poza mrok i stęchliznę korytarzy metra, przynajmniej jeżeli chodzi o „podejście budowlane”, ponieważ te dwa słowa opisujące metro można odnieść do postaw ludzkich.

O tak, tych dwóch przymiotów w postawach niektórych bohaterów nam  nie zabraknie, ale o tym później…

„Wyjście” poza utarte szlaki( chciałoby się powiedzieć „tory” ;) ) na jakich odbywa się akcja w wielu wydanych książkach jest bardzo ciekawe i mnie osobiście bardzo  się spodobało. Podczas lektury( i nadal  do tego powracam) przeglądałem  mapy internetowe, aby poznać szlaki głównych bohaterów. Ciekawy byłem, gdzie są ulice Lenina, Gagarina. Jak wyglądał teren przed siedzibą tych, którzy przetrwali atomową pożogę. Chciałem zobaczyć, gdzie musieli toczyć zmagania między ludźmi jak i fauną i florą nowego świata.

Tutaj mała dygresja, brawa dla autora. Nakreślił świetnie nowe okazy życia na zniszczonej ziemi. Chwilami byłyby one śmieszne, gdyby nie były straszne… lub piękne(kto dotrze do wizyty w kinie, może przyzna mi rację). A i wyobrażenie szarży kuropata ( mam nadzieję, że nie zdradzę zbyt wiele :) ) pozostawia „powidok” na moich szarych komórkach odpowiadających za wyobraźnię :).

Powracając, jak już mniej więcej wiedziałem co, gdzie i którędy to wypadało by powiedzieć coś o samych bohaterach  i całej oprawie ich życia.

Już pierwsze opisy wydarzeń „zaraz po” pokazują w jaki sposób świat jaki znamy przestaję istnieć, nawet nie tyle ten fizyczny, zbudowany tak jak go znamy( to oczywiste), ale ten mówiący o postawach ludzi w dniach ostatecznych.

Widzimy, że kiedy przewracają się pionki na szachownicy świata o losie jednostek decyduje czysty przypadek( nawet nie wiem czy można to nazwać szczęściem, gdy zostają sami w świecie ograniczonym do sześcianu z betonu). Trzeba być tylko albo aż w pobliżu pancernych drzwi… i jakoś do nich dotrzeć.

Wspomniałem o „mroku” i „stęchliźnie”… tych na początku nie zabrakło. Osoby w których można upatrywać wierności zasadom (służby mundurowe zwykło się na nich mawiać w „normalnym świecie”) doprowadziły do sytuacji pogarszającej i tak trudną sytuację nowo-ocalonych.  A znamienna scena w pod koniec jednego z rozdziałów(zamknięcie grupy milicjantów w jednym z pomieszczeń)  jest doskonałym obrazem w jaki sposób wygląda życie w zamknięciu kiedy dochodzi do przemocy: każdy akt okrucieństwa doprowadzony do granic spotyka się ze wzmocnioną zemstą uciśnionych osób… szaleństwo oraz wola przetrwania zaś balansują na tej huśtawce przetrwania…

Z drugiej strony zaskakujący balans ze strony osoby wywodzącej się ze spec służb(GRU). Wykazuje się on dobrymi cechami, dba o ocalonych z ojcowską wręcz dobrocią. Mógł zostać wodzem z niepodzielną władzą, ale wybrał rozwój wspólnoty.

Troszkę ciężkie akapity wiszą od góry tekstu a i recenzji może mało…

Więc do meritum :)

Książka bardzo sprawnie napisana, słowa, akcja i pomysły płyną lekko. Dbałość autora o opisy uzbrojenia i sprzętów dodaje smaczku. Namacalnie widzę Wintorieza (pomaga Internet – po wpisaniu/przepisaniu kodu uzbrojenia obrazy pomagają wczuć się w postaci głównych bohaterów), cięższy sprzęt i jego zmagania na ulicach Sierdobska.

Postaci są wyraźnie nakreślone, sceny batalistyczne są „poukładane” nie doprowadzają do oczopląsu :). Dialogi są sprawnie prowadzone, klamra spinająca początek i koniec książki jest dobrym  „zaworem bezpieczeństwa” dla domysłów: „ kto?” ; „w jaki sposób?” ; „i gdzie to wszystko zmierza?”.

A tymczasem, poszerzajcie swoją wiedzę o uzbrojeniu, zwiedzajcie Sierdobsk z bohaterami, poznawajcie nowych mieszkańców zniszczonego miasta.

Odetchnijcie po zastygłym powietrzu tuneli jakiego nałykaliście się w ostatnich wydaniach serii.

I… czekajcie na kolejne tomy trylogii ( ja z pewnością będę tak czynił) :)

 

P.S.

Bo przecież doczekamy się wydania kolejnych tomów i możliwości ich przeczytania, prawda?

Wszak to tylko fikcja, to się nie może zdarzyć… człowiek jest rozsądny… utrzyma w ryzach swoją żądzę władzy i zniszczenia…

Nie sprowadzimy na siebie ognia atomowej apokalipsy, prawda?...

 

Konrad L

Prawo do użycia siły Denisa Szabałowa to kolejna pozycja z uniwersum Metro 2033 przetłumaczona i wydana w naszym kraju, niestety jest to również pierwsza część nadchodzącej trylogii tego autora. Czemu niestety? Na to pytanie odpowiem w dalszej części recenzji.

 

Przyznam, że długo zastanawiałem się jaką formę nadać tej recenzji. Z pomocą przyszedł mi sam autor, który na koniec tomu dodał posłowie w którym przedstawł jakie przyjął założenia pisząc ten utwór. Główne założenie było takie: świat przedstawiony w jego książce miał być realniejszy niż w innych książkach z serii (nie wymienił niestety konkretnie o które tytuły chodzi). Stąd w Prawie do użycia siły mamy bardzo rozbudowany wątek dorastania głównego bohatera, książka ma nie być bezmyślną sieczką, a do tego dochodzą zachwalane w opisie na tylnej okładce „realne militaria”.

 

Zacznijmy więc od tego jak pan Szabałow kształtuje głównego bohatera. Na trzynaście rozdziałów jego książki… wszystkie parzyste to retrospekcja. Zaczyna się oczywiście od dnia wybuchu wojny (tutaj nazywany „początkiem”), przez początkowe życie schronu, narodziny Daniły (główny bohater), jego dzieciństwo, dorastanie, trening… wszystko co z tym związane. Poważnie. To co inni autorzy mieścili na kilku stronach jako wstęp czy odkrycie tajemnicy na koniec tutaj zostało rozbudowane do połowy książki. W zamierzeniu miało to tłumaczyć czemu Daniła radzi sobie nawet w najtrudniejszych warunkach, ponieważ w innych pozycjach z uniwersum wg autora postacie zbyt często przypominały superbohaterów z komiksów niż prawdziwych ludzi. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeśli jeszcze w innych książkach da się to sprowadzić do „przeżył 20 lat w takim świecie, więc raczej coś potrafi” tutaj jest to sprowadzone do „wkuwał teorie z książek, ćwiczył na sali, a potem poszedł w ciemno i sobie poradził”. W odbiorze wydaje się to niestety dużo mniej prawdopodobne, niż superbohaterowie z innych książek (co do których Szabałow w jakimś stopniu ma uzasadnione pretensje, ale to nie ma miejsce do rozważań na ten temat). Zresztą – jak można to wziąć na poważnie skoro pierwsze wyjścia z bunkra były dokonywane dopiero ok. roku 2026-28? Jako taka chronologia leży w tej książce kompletnie i to nie z powodu retrospekcji, ale o tym szerzej za chwilę.

 

Zbaczając na chwilę z ustanowionego wcześniej przeze mnie porządku odnoszenia się do słów autora, chciałbym poświęcić akapit temu jak Prawo do użycia siły jest zbudowane. Tak jak wspominałem – połowa książki to retrospekcja, przez co bardzo łatwo się pogubić w tym wszystkim, np.: na początku książki jest wspomniane to, że niedawno umarł dziadek bohatera, aczkolwiek w retrospekcji jest on cały czas obecny, w dodatku jest dosyć ważną postacią. Sama opowieść przeszłości nie dochodzi do momentu jego śmierci, możliwe więc, że autor zamierza kontynuować ten zabieg w kolejnej części. Gdzieś w książce pada cytat z Mistrza i Małgorzaty, co mi przypomniało, że dzieło Bułhakowa miało w pewnym sensie podobną budowę. Tam też bywały rozdziały z retrospekcjami, jednak było ich zdecydowanie mniej i chociaż z początku wydawały się oderwane od reszty utworu, to jednak na koniec czytelnik doznawał czegoś na kształt oświecenia i chwalił autora za taki sprytny zabieg. Nie da się tego powiedzieć o powieści Szabałowa – jest tego po prostu za dużo. Retrospekcja zamiast być ciekawym dodatkiem, suplementem do głównej opowieści jest bardziej osobną historią.

Przez zamienny szyk rozdziałów jest się po prostu ciężko skupić na tym co autor chce nam opowiedzieć. Da się też odczuć różną budowę – przy retrospekcji autor się nie śpieszy, opisy wszystkiego są rozbudowane wręcz do pozytywistycznych rozmiarów, te rozdziały chociaż się dłużą, to jednak dobrze się je czyta. Czuć w nich, że „poruszamy się” naszkicowanym przez autora wątkiem, czuć, że to zgrabnie przemyślana całość. Natomiast rozdziały z główną historią… niby ciekawsze, ale momentami zbudowane jak streszczenie, na zasadzie „poszli i zrobili”, bez szczegółów. Najczęściej pominięty jest motyw wyprawy gdzieś. Stalkerzy decydują się na wyprawę na zwiad jednostki wojskowej i pyk! Już tam są. U innych autorów motyw drogi jest bardzo ważny – służy przedstawieniu świata, jego mieszkańców. Tutaj takie przestawienie też jest, aczkolwiek z jakiegoś powodu jest to dopiero gdzieś w drugiej połowie książki i to w rozdziałach opowiadających przeszłość. Obie historie różnią się na tyle, że można by uznać, że są to dwie wymieszane powieści w jednym opakowaniu. (Swoją drogą, to ze dwa rozdziały by były świetnymi opowiadaniami jeśli by zostały skomponowane w takim celu).

W tym wszystkim da się odnieść wrażenie, że sam autor nie wie kiedy książka ma miejsce – teoretycznie mamy rok 2033, aczkolwiek sądząc po wieku bohatera (21 lat) i temu, że urodził się jakieś półtorej roku po „początku”… powinien być co najmniej rok 2035, a nawet 2036.

 

Wracając do myśli przewodnich autora – powieść ta miała nie być kompletną bezmózgą sieczką, miała zawierać morał. Tutaj musi nastąpić mój największy przytyk. Czytając posłowie i mając w pamięci świeżo przeczytaną treść książki… odniosłem wrażenie, że autor jest jak stereotypowa w polskim internecie „gimbaza”, która wrzuca nieprzemyślane „głębokie” teksty na demoty czy fejsa i dowartościowuje się jaki to nie jest inteligentny. Wiem, że to dosyć harde porównanie, ale kurcze – jeśli ta książka ma w ogóle jakieś przesłanie, czy niech to będzie morał, to on powinien z niej wynikać. Tymczasem, książka była raczej pisana pod morał, ponieważ jak się pewnie większość czytelników domyśli od początku chodzi o sentencje tytułową Prawo do użycia siły. Wszystko tu jest jasne i do bólu przewidywalne od pierwszej strony, morał jest podany na tacy. Jeśli coś mnie skłaniało do myślenia to głównie błędy logiczne czy luki w historii – starałem się domyślić o co w tym wszystkim chodzi i czemu najbardziej logiczne rozwiązania są pominięte, czyli czemu od razu bohater usprawiedliwia się do użycia siły. Jeśli jeszcze użycie siły w retrospekcji można było przyjąć, tak już w części głównej kompletnie nie ma to sensu i czytelnik raczej dojdzie do innych wniosków niż bohater książki.

 

Ostatnia sprawa, czyli „realne militaria”. Od razu zaznaczę – jestem w tym temacie kompletnym laikiem, więc skupie się raczej na odbiorze tego jak to zostało ujęte w powieści, niż na tym czy wszystko było użyte poprawnie. Autor to hobbysta, więc pewnie wie o czym pisze. Jak to się prezentuje w praktyce? W praktyce zamiast ogólnie przyjętych określeń pokroju charakterystycznego dla Rosji „kałacha” czy po prostu „karabinu” mamy fachowe modele broni. Oczywiście zostało przewidziane, że pewnie mało kto się będzie w tym łapał więc zostały dołączone przypisy. Przypisy których jest nie dość, że dużo przez co rozpraszają czytelnika, to jednocześnie często jest ich po prostu… za mało. O co mi chodzi? Otóż autor nie wytłumaczył pewnych pojęć które pewnie dla niego były wystarczająco oczywiste, dla mnie jako dla laika – nie były. Dochodzimy tutaj do pewnego paradoksu – autor, żeby ominąć powtarzanie słów takich jak: „kałach”, „granat”, „skafander” wprowadza mnóstwo modeli broni i wyposażenia, tylko po to, żeby dodać u dołu strony przypis, że jest to: „kałach”, „granat” czy „skafander”. Co prawda przypisy są dłuższe i często podają bardzo szczegółowe dane, ale mi wystarczyło się dowiedzieć co jest co. Szczerze mówiąc mi zabieg dla wielbicieli militariów kompletnie nie podszedł, mamy tu często do czynienia z czymś co określiłbym mianem męczącego czytelnika „popularno-naukowego bełkotu”. Czy takie urozmaicenie wpłynęło na zakładany realizm ? Moim zdaniem wpłynęło, ale negatywnie. Jeśli jeszcze dzięki postaci pułkownika można przyjąć, że faktycznie zachował się w tym świecie ktoś kto ogarnia całe stworzone uzbrojenie, to już częstotliwość występowania uzbrojenia pochodzenia nierosyjskiego jest co najmniej dziwna.

 

Podsumowując – książka jest słaba. I to bardzo. Czytając całość co chwila odnosiłem wrażenie, że jest to po prostu bez sensu. Kilka przykładów nie wymienionych powyżej: Słabo uargumentowany konflikt z wojskowymi – przecież potrafili się dogadać i „przekazać” kobiety. Kobiety zostały „przekazane” ponieważ przypadało jakieś trzysta kobiet na sto mężczyzn, chociaż pierwotnie w schronie przebywało tylko 103 ludzi. Nieprawdopodobna prędkość rozrodu, biorąc pod uwagę, że kilkunastu ludzi jeszcze zginęło niedługo po „początku”. Na kompletne wygwizdowie spada cztery-pięć bomb (spójrzcie na mapę gdzie leży Sierdobsk!), po czym miasto jest na dobrą sprawę nietknięte. Żadnego leju, nic. Końcowe wydarzenia na dobrą sprawę przekreślają dotychczasową fabułę. Mógłbym długo wymieniać.

Szabałow wspominał, że kupując Metro 2033 bał się, że wyrzuca pieniądze w błoto, na szczęście okazało się, że nie. Niestety nie można tego powiedzieć o jego książce (chociaż polskie wydanie jest uratowane dzięki dołączonemu zbiorowi opowiadań). Książka ta zalega już u samej podstawy – po co bardziej urealniać świat Metra, skoro główna groza Metro 2033 polegała na tym jak bardzo prawdopodobna wydawała się wizja jej autora? Z jakiegoś powodu Szabałow stwierdził, że mógłby to ulepszyć jeszcze bardziej… i przekombinował.

Tak jak wspominałem na początku – niestety jest to pierwsza część trylogii, co oznacza, że w przyszłości jeszcze dwa razy dostaniemy kontynuacje zamiast czegoś ciekawszego. Parafrazując tytuł - jak dla mnie pisząc drugi tom, autor musi udowodnić swoje prawo do pisania książek, ponieważ formuła przyjęta tutaj się ewidentnie nie sprawdziła.

 

Tomciup

Uniwersum Metra 2033 w polskiej odsłonie w marcu poszerzyło się o kolejną lokalizację: Sierdobsk. Po zwieńczeniu moskiewskiej trylogii Glukhovsky`ego Insignis zabiera nas z powrotem w uniwersową przeszłość i wydaje „Prawo do użycia siły”, autorstwa Denisa Szabałowa. Książkę, która w Rosji stawiana jest na piedestale najlepszych pozycji serii obok takich tytułów jak „W mrok” i „Metro 2033”. Czy słusznie?

Jest to przede wszystkim opowieść stalkerska. Mamy tu niedobitki ludzkości porozrzucane po schronach, wokół których kłębią się przedziwne anomalie i włóczą się niezliczone mutanty, a wśród tego człowieczego ogryzka są oni: stalkerzy. Byli wojskowi, byli komandosi, ludzie odważni i… niekoniecznie honorowi. Lecz przebiegli na tyle, by przetrwać w skażonym, zrujnowanym świecie. To właśnie w nich ocaleni upatrują swojej szansy na przeżycie kolejnych dni.

Ale sięgając po powieść Szabałowa nie możemy się nastawiać na zlepek stalkerskich misji i galopującą fabułę. Nie – książka ma nie tylko przygodowy wymiar. Autor duży nacisk kładzie na szczegół, na detal, na opis czy retrospekcję. Ze wszystkich tych drobiazgów układa się nam obraz świata: a w nim głód, cierpienie, zawziętość w dążeniu do zachowania życia. To właśnie mechanizmy społeczne, stawianie czoła problemom postapokaliptycznej codzienności czy taktyka wojskowa (co, mimo skojarzeń, nie przypomina „Dziedzictwa przodków”) wypełniają obficie strony „Prawa do użycia siły”. Ważnym elementem jest przybliżenie czytelnikowi drogi, jaką przechodzi młody człowiek, nim zostanie stalkerem-nadzieją. I nie jest to historyjka ala’Gieroj (opowiadanie o stawaniu się stalkerem-gierojem z „Szeptów zgładzonych”), a pełna realizmu historia, w którą bez zwątpienia można uwierzyć.

„Prawo do użycia siły” skupia się raczej na człowieku i społeczności niż na akcji. Wydaje się to być miłą odmianą po galopującej na złamanie karku Mrówańczy czy kilku innych pozycjach z Uniwersum bardziej zbliżonych do konwencji fantasy niż ponurej wizji przyszłości. Choć jest to odmiana pozytywna, to jednak książka pozostawia niedosyt – lecz trzeba tu napisać, że to początek trylogii, więc miejmy nadzieję, że na kolejne części nie przyjdzie nam czekać zbyt długo, a Szabałow rozpędzi się z losami bohaterów, utrzymując swój surowy styl i realistyczne podejście w kolejnych dwóch tytułach.

Warto też nadmienić, że „Prawo do użycia siły” sprzedawane jest wraz z dodatkiem zbioru opowiadań wyłonionych na drodze konkursu literackiego, które – choć zróżnicowane podejściem do tematu Uniwersum – również mogą umilić kilka czytelniczych godzin, pokazując wizje polskich autorów. „Echo zgasłego świata” oraz „Prawo do użycia siły”  liczą sobie łącznie 800 stron lektury dla prawdziwego fana postapokalipsy; nie sposób się nie skusić! Uniwersum Metro 2033 po kilku chłodniej przyjętych powieściach wraca na właściwe tory!

 

thad_stark

Codzienna walka o byt, niekończące się problemy zaopatrzeniowe, wieczny głód i brak możliwości normalnego funkcjonowania. To właśnie realia bohaterów zamieszkujących Schron w Sierdobsku. Jedynym ocaleniem mogą być stalkerzy, którzy jako jedyni potrafią poruszać się po ruinach zniszczonego świata. Daniła, jeden z najlepszych stalkerów Schronu, zawsze chce tego, co najlepsze dla swoich bliźnich. Jego wiara w niesienie dobra jest tak wielka, że zdolny jest do wielu czynów. Czy chęć przetrwania, ułaskawia człowieka od prawa do użycia siły? Nikt nie jest bogiem, a kij ma zawsze dwa końce.

   Książka Denisa Szabałowa, to początek nowej trylogii w świecie Uniwersum Metro 2033, bazującej na realistycznych opisach broni, ekwipunku i taktyk wojskowych. Dodając do tego zniszczony i niebezpieczny świat, otrzymamy ciekawą mieszankę. Czy takie połączenie było dobrym pomysłem? Jak najbardziej!

   Kto chciałby żyć w czasach, w których człowiek został zepchnięty do podziemi? No właśnie, nikt. Chcąc przetrwać, trzeba przystosować się do panujących warunków. Tak właśnie narodzili się stalkerzy. Wiele lat treningów, mordercze ćwiczenia i brak litości dla najsłabszych. Mając za mentora pułkownika specnazu GRU, nic nie było łatwe, ale na pewno efektywne.

   Cała fabuła skupia się głównie wokół mieszkańców Schronu. Ciągła walka z mutantami i sąsiadami nie jest niczym łatwym. Każde wyjście na powierzchnie może być ostatnim, a zapotrzebowanie magazynów wciąż rośnie. Choć nie ma tu tuneli metra, to mimo wszystko klimat jest bardzo odczuwalny. Najwyraźniej nie są one potrzebne, by oddać prawdziwą naturę człowieka.

   Autor wyraźnie skupił się nie na prowadzeniu niekończącej się akcji pełnej wielu wątków, ale na samym elemencie przygotowania. Bardzo realistyczne podejście do tematu jest wielkim plusem. Po raz pierwszy w Uniwersum Metro 2033, możemy poznać drogę, jaką stalker musi przejść by być tym, kim jest. Dodatkowo, barwne opisy otoczenia, jak i samego ekwipunku, na pewno ucieszą wielu czytelników, urozmaicając tym samym lekturę książki.

   Jeżeli ktoś z góry zakłada dużą dawkę walki, przelewu krwi, to może czuć się nieco rozczarowany. Pomimo iż ona występuje, to zdecydowanie przeważa opis tego, co dzieje się przed samą walką. Jest to bardziej dotkliwe dla człowieka, niż sama wojna.

   Podsumowując. Książka jest ciekawa i przemyślana. Autor zdecydowanie wyróżnia się swoim podejściem, co jak dla mnie jest dużym plusem. Teraz wystarczy czekać na kolejne tomy żeby zobaczyć, jak wszystko się potoczy dalej.

Moja Ocena: 7/10

 

Powrót do listy
do góry Insignis
ZAMKNIJ
Serwis wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie zgadzasz się na ich zapisywanie na Twoim urządzeniu, zmień ustawienia przeglądarki. Kontynuując przeglądanie tej strony zgadzasz się na używanie plików cookies.