Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 37 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2

Statek - tułaczka po Bałtyku

Post: 30 wrz 2013, 21:28 
Offline
Moderator

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:16
Posty: 320
Trochę pogrzebałem.

Tablice nawigacyjne u.s navy maja oznaczenie HO 214 i uważam że to najlepsze
tablice- głównie ze względu na prostotę. Można się również posługiwać tablicami
rosyjskimi BAC-53 - tu było więcej liczenia ale były dokładniejsze. Podobno
najbardziej dokładne są tablice Achmatowa, ale to już tylko dla miłośników
piętrowej trygonometrii i logarytmów. Ja nie dałem sobie z nimi rady.
Jeśli się wbije w google tylko 'tabele u.s navy' to dostanie się tabele ale
dekompresyjne - dla płetwonurków. Też fajne bo mało restrykcyjne.

Przed powstaniem nawigacji GPS używano jeszcze systemów Loran C i Loran D.
Tu idea była analogiczna jak w GPS tyle że nadajniki były zamontowane na
ziemi. Lorany były wyłączane w latach 90. Ale w większości przypadków instalacje
nie zostały zdemontowane tylko zakonserwowane na miejscu. W razie potrzeby
mogą służyć jako zapas.

Co do przetrwania dzięki wodzie. W książce Sawaszkiewicza "Stan zagrożenia'
jest wymyślony przypadek gdzie jeden z ludzi przeżył wybuch jądrowy bo akurat
był na dnie basenu z wodą. Ma to o tyle sensu że kilkumetrowa warstwa wody
daje zabezpieczenie przed udarem cieplnym (woda bardzo dobrze pochłania
podczerwień), oraz całkiem dobrą ochronę przed promieniowaniem przenikliwym.
No i ma tę zaletę że łatwiej wskoczyć i zanurkować choćby i na 5 metrów
niż nagle wkopać się w ziemię choćby na metr ;-). Impuls promieniowania
związanego z wybuchem bomby to tylko 15-20 sekund. Tyle można wytrzymać
pod wodą choćby i na bezdechu.
A 'Stan zagrożenia' polecam do przeczytania bo jest to fabularyzowana wersja
symulacji ataku nuklearnego. Symulacji dość dokładnej wykonanej przez speców
z OC jeszcze w czasie kiedy ta formacja w Polsce naprawdę coś robiła.










Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 07 paź 2013, 20:37 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 cze 2012, 17:55
Posty: 213
Lokalizacja: I tak nie ma na mapie
Logarytmy miałem w pierwszej klasie a z trygonometrii mam jutro klasówkę ;-)
Ogólnie kolejny ciekawy post, zwłaszcza to o wodzie.

Jeszcze, jeszcze, jeszcze...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 11 lis 2013, 9:55 
Offline
Moderator

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:16
Posty: 320
No to niespodzianka z okazji święta. A jak najbardziej tycząca się przetrwania na wodzie. Fragment książki "Lodowa niewola" Igora Wardunasa.


Cytuj:
PROLOG

… sz-sz-sz …
… an Grozny » jak mnie słyszysz? SOS! Prosimy o pomoc. Powtarzam, SOS! Prosimy o pomoc!
Jesteśmy przy lodowcu Amundsena. Sami się nie wydostaniemy. Współrzędne: 85 ° 35 ′ 0 ″ szerokości południowej i 159 ° 00 '0" długości zachodniej. Mówi « Iwan Grozny » jak mnie słyszycie? SOS! Prosimy o pomoc. Powtarzam, SOS! Prosimy o pomoc! Jesteśmy przy lodowcu Amundsena. Sami się nie wydostaniemy.

Nie wiem, jak wyłączyć ten sygnał, dlatego zostawiam wiadomość. Z całej załogi pozostaliśmy przy życiu tylko ja i starszy mechanik. Strasznie o tym mówić. Jak gdyby to wszystko odbywało się gdzieś poza mną. Na co ja miałam nadzieję...że mimo wszystko znajdę rodziców? Na drugim końcu świata? Po tylu latach? Głupio...a co pozostawiamy w tym świecie. Tylko ruiny… i śmierć. Powinnam była spróbować.
Wadim jest poważnie ranny. Nie wiem, ile jeszcze pociągniemy. Jeżeli się okaże że jesteśmy zarażeni, spróbujemy wysadzić reaktor. Po tym co się wydarzyło - śmierć nie straszna. Jeżeli odbieracie ten sygnał, znaczy, to znaczy że nie udało się nam i łódź nadal istnieje. Błagam, nie próbujcie nas szukać! Dwa życia w zamian za życie całej ocalałej ludzkości - pierwszy raz zrobię coś pożytecznego. Nie można pozwolić żeby zaraza opuściła lodowiec. Na nią nie ma odtrutki .
To wszystko. Głupio o tym gadać. Mówiła Walerija Bierkowa, ostatni członek ekspedycji na Antarktydę.
Koniec sw …

ROZDZIAŁ I
NIEPROSZENI GOŚCIE

Z szybu wentylacyjnego powoli sączyła się muzyka. Cicho. Ledwie słyszalna. Magiczne dźwięki, przedzierające się przez wypełniony zgiełkiem szyb, dziwnie się splatały, to nabierając siły, to ginąć w gęstym powietrzu podziemia. Melodia była na tyle prosta i piękna, co Lera niejeden raz chciała cichutko zawtórować, ale bardzo-bardzo cicho żeby nie daj bóg nie zburzyć tej kruchej niezrozumiałej i nie wiadomo gdzie rodzącej się harmonii.
Naturę dochodzącego z szybu dźwięku trudno było określić. Z jednej strony mogły go tworzyć strumienie powietrza, płynące przez liczne otwory w ścianie szybu. Ale zdarzało się czasem że do uszu dziewczyny dolatywały na tyle wyraźne modulacje i akordy, jak gdyby na drugim końcu szybu działał magnetofon albo radioodbiornik. Lera nawet z rzadka wyobrażała sobie, jak stary dziadek albo, co było o wiele ciekawsze, jakiś rosły piękny mężczyzna, podszedłszy do brzegu szybu tam na górze, stawia na zakurzonej podłodze magnetofon i włącza go. I siedzą tak sobie na obu końcach szachty, każde myśli o swoich sprawach . I siedzą tak dopóki nie przyjdzie czas się żegnać. Myślała Lera też o innych przyczynach pojawienia się dźwięku, ale czujnik który przyniosła w drżących rękach milczał niczym stary partyzant, i dziewczyna powoli się uspokoiła.
Chociaż czegóż to nie ma w świecie, który przed dwudziestu laty został postawiony na głowie. Lera czasem słyszała, jak przychodzące z powierzchni rzadkie karawany, opowiadają o strasznych rzeczach które widzieli nawet w miejscach nietkniętych radiacją. Choć po prawdzie, nie za bardzo wierzyła w bajdy, zaprutych siwuchą i niedomytych facetów o podejrzanym wyglądzie.
Muzyka była podobna do tych samodzielnie wymyślonych kołysanek, którymi plącząc słowa, wieczorami sąsiadka Zina lulała swoje pierwsze dziecko. Wypędzona pod ziemię ludzkość powoli traciła wygląd i zapominała o swoim języku. Słuchając cichego głosu zza ściany Lera zawsze wspominała mamę.
W dochodzącej z szachty melodii nie było słów. Wstrzymawszy oddech Lera niejeden raz próbowała wymyślić, o czym mogłyby opowiadać magiczne dźwięki O królach i księżnych, o których kiedyś z trudem przeczytała na rozsypujących się stronach nadpalonej książki? O miłości? O świecie, którego już nie ma?
Raz nawet próbowała zaśpiewać do wtóru, ale wyszło tak niezgrabnie i grubiańsko, że Lera aż się przestraszyła, i p przygryzłszy język dała sobie obietnicę że będzie milczeć. Od tej pory po prostu przychodziła tutaj, przód tym koniecznie sprawdziwszy czy nikt jej nie obserwuje, cichutko siadała na sterczącym ze ściany kawałku wytartej jej dżinsami rury i słuchała, słuchała …
Ojciec i matka też z nią przychodzili. I jak zawsze z miłością patrzeli na nią z nieubłaganie matowiejącej fotografii, obejmując trzyletnią kruszynkę z ogniście rudymi włosami.
Teraz kruszynka urosła przeobraziwszy się w zgrabną dziewczynę z dużymi zielonymi oczami, na której kościstych ramionach wisiał jak worek podkoszulek w paski. Ale rodzice tego nie zobaczyli Biolodzy z zawodu, pojechali na jakąś ważną wyprawę na Antarktydę, a dwa miesiące później kontakt z nimi się urwał. To było na krótko przed Katastrofą.
W ciągu kilku godzin cała ludzkość podpisała na sobie wyrok i osobiście go wykonała, naciśnięciem kilku guzików. I w jednej chwili wszystko się skończyło Wojny, krzątanina. Historia. W jedną chwilę skończyła się niezliczona ilość żyć. Skończyła się bezsensowna kłótnia o miejsce pod słońcem.
Takim jaskrawym, podobnym do rumianej cząstki pomarańczy … po tym wszystkim zostały tylko nazwy i garstka wspomnień. A wspomnienia z poczucia winy z każdym rokiem były odsuwane w coraz dalszy kąt świadomości. I innego wyjścia nie ma. Skończył się Świat, na miejsce któremu przyszedł powszechny, wszechpochłaniajacy Koszmar. Straszny sen, z którego nie da się obudzić. Lera była pewna przynajmniej tego, że do końca życia nie doczeka chwili kiedy będzie można wystawić twarz na ciepły polny wiatr, i spojrzeć na obłoki własnymi oczami, a nie przez odrapane szkiełka maski.
I jeszcze czasem myślała że, być może rodzice się uratowali. Może po prostu zepsuła im się aparatura nadawcza i do dziś nie mogą nawiązać kontaktu. Przez ostatnie pełne smutku i strachu dwadzieścia lat. Jerofieicz kiedyś powiedział, że teoretycznie jest to możliwe. Bo przede wszystkim bombardowano miasta i obiekty strategiczne. A na Antarktyce - nic takiego nie ma - tylko lód i pingwiny.
Wychowujący ją stary człowiek dobrze pamiętał świat przed wojną i często zamiast bajek na dobranoc opowiadał o tym życiu. Pamiętał on i nieodległy Kaliningrad, w który uderzono bardzo dokładnie. W Bałtyjsku1, w jednym z doków remontowych znajdował się schron przeciwlotniczy. Znalazło tam schronienie kilku członkom składu osobowego marynarki wojennej i ich rodziny. Ocaleli, ale impuls elektromagnetyczny zniszczył całą elektronikę i odciął ich od świata zewnętrznego.
Lerze szczególnie podobała się bajka, w której Jerofieicz opowiadał o metrze. Nigdy nie widziała pociągów, i wstrzymawszy oddech słuchała opowiadań o zalanych przez oślepiające światło stacjach, ruchomych schodach i tunelach. Po Katastrofie dziadek często mówił o tym, że metro poza funkcją transportową, powinno pełnić również funkcję schronu przeciwlotniczego. I że w dużych miastach, takich jak Moskwa, Petersburg, Londyn ludzie na pewno ukryli się pod ziemią. Ale nawiązanie łączności z nimi było niemożliwe.
I oto kilka lat po wojnie do Bałtyjska przypłynął « Iwan Grozny ». Na początku wyglądało to na cud. Ale okazało się że w chwili ataku, statek przebywał na otwartym morzu i dlatego ocalał. Statek miał napęd nuklearny, i ciągle był na chodzie. Załogi co prawda zostało tyle że można na palcach jednej ręki policzyć bo po drodze załapali jakąś zarazę! Ale kapitana, bosmana, mechanika, i całkiem jeszcze zasmarkanego chłopaczka, udało się wyleczyć. Od czasu przybycia statek kilkukrotnie wypływał spod kopuły doków wybudowanych na krótko przed Wojną.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 11 lis 2013, 13:52 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 cze 2012, 17:55
Posty: 213
Lokalizacja: I tak nie ma na mapie
To ta książka? http://metro2033.ru/upload/iblock/ba6/ba6b17941e129aee5400f521fde0c398.png
Jeśli zaznaczyłeś tak-Tłumaczysz, czy masz przetłumaczoną?
Jeśli zaznaczyłeś nie-To czy ta książka jest związana z metro?


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 11 lis 2013, 16:35 
Offline
Moderator

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:16
Posty: 320
Tak, to ta książka. Przetłumaczone tylko kilka stron - musiałem odsapnąć od Nanasa i jego "niebieskiego ducha".


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 11 lis 2013, 16:56 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 cze 2012, 17:55
Posty: 213
Lokalizacja: I tak nie ma na mapie
Jeśli masz więcej to poproszę ;-)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 11 lis 2013, 17:38 
Offline
Moderator

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:16
Posty: 320
Ile mam tyle dam. ;-) - kontynuacja z poprzedniego postu. Ale ostrzegam
początek budzi ochotę na dalszą część.


Cytuj:
(...)
Melodia urwała się, jakby chwilę wcześniej wyczuła zbliżanie się innego człowieka. Za plecami dziewczyny coś zaszeleściło. Lera schowała fotografię rodziców do tylnej kieszeni połatanych dżinsów, i wstała z rury przenikliwie wpatrując się w ciemność korytarza którym przyszła.
-Hej! - zawołała cicho prosto w pusty mrok - kto ta,?
« Mutanty! » - przebietło przez głowę. Choć skąd by się tu mieli wziąć.Jakim sposobem? Tchórz.
- Mam cie!!! - z ciemności naprzeciw nagle wyskoczyła mała figurka. Nawet nie zdążywszy krzyknąć, Lera cofnęła się i niezgrabnie klapnęła na tyłek kiedy rura na któej siedziała podcięła jej kolana.
- Jurik?! - Lera obejrzała przybysza. Przerażenie ustąpiło miejsca gniewowi. -a ty co, podglądałeś?
- Aha - chłopak z zadowoleniem pokiwał głową.
- Uszaty posłał?
- Nie, ja sam!
Lera uważnie popatrzała prosto w oczy chłopaka.
- Nic się nie bój - powiedział - daję słowo.
- Opowiesz komuś, że mnie tu widziałeś - uszy oberwę, zrozumiał?!
Jurik znowu potaknał, nie przestając się uśmiechać.
- A czego ty taki wesoły? - zwróciła uwagę Lera. Dopiero teraz zauważyła, że chłopak cały czas trzymał jedną rękę za plecami coś w niej chowając.
- Na urodziny! - niespodziewanie wypalił chłopaka wyciągając ku dziewczynie małe plastikowe pudełeczko.
Wziąwszy prezent Lera ostrożnie otworzyła go i spojrzała na swoje odbicie w małym podrapanym lusterku.
- Tam nawet puder został, - nie bez dumy obwieścił Jurik. - Co prawda ledwo-ledwo ale jest
- Skąd ją wziąłeś?
- A gdzie wziąłem to tajemnica - uniknął odpowiedzi i od razu zmienił temat - słyszałaś o karawanie z powierzchni? Podobno z samej Moskwy przyszli! Z metra!
- Słyszałam. Dziewuchy na plantacji już wszystko sobie wybrzęczały nawzajem do uszu - napatrzawszy się na odbicie swojej bladej twarzy, obramowanej przez rude loki Lera zamknęła nie wiadomo gdzie zdobytą przez Jurika puderniczkę. - Preznt z klasą.
W warunkach w jakich mieszkali, prosty kobiecy gadżet stawał się prawdziwym skarbem.
Choć mieszkające w bunkrze kobiety, dzielące każdy dzień między plantacjami grzybów, skromnym życiem i równie skromnymi posiłkami, nie miały specjalnych powodów żeby dbać o makijaż, to jednak żadna z nich nie przepuszczała okazji pokręcenia i pooglądania przed choćby kawałkiem lustra. Oczywiście tylko te które jeszcze nie zdążyły zapomnieć o swoim wyglądzie.
- Wiedziałem że ci się spodoba - z zabawną pewnością siebie, powiedział Jurik. Niczym wytworny kawaler, który spędził kilka godzin w prestiżowym sklepie na wyborze prezentu.
- Dziękuję - Lera wyciągnęła rękę, i zadowolona mina Jurika wyraźnie skwaśniała.
- A myślałem, pocałujesz - z przykrością wymamrotał odpowiadając na uścisk dłoni.
- Rozmarzyłeś się. Co co tam z karawaną?
- Nie wiem - chłopak wzruszył ramionami. - jak zeszli,to od razu zamknęli się z seniorami. Chodźmy może się czegoś dowiemy!
Lera ostatni raz rzuciła okiem na milczącą szachtę i poszła korytarzem w ślad za Jurikiem który pobiegł przodem. Muzyka więcej sie nie pojawiła.

* * *

Od masy kopcących petów powietrze zgęstniało na tyle że można by siekierę powiesić. Łobaczow jeszcze raz spojrzał na siedzącą moskiewską delegację, składającą się z dwudziestu osób. Ponieważ przechodzący od czasu do czasu karawaniarze, opowiadali o ocalonych w Moskwie i Petersburgu, nikodo w bunkrze nie dziwiło pochodzenie przybyłych. Zastanawiało co innego. Jakim cudem, taka garstka choćby i znakomicie uzbrojonych ludzi mogła pokonać taką drogę po powierzchni?
Mocni, objuczeni pojemnikami i amunicją mężczyźni, wszyscy jak jeden w kombinezonach ochronnych, zwrócili uwagę patrolowych na powierzchni. Stolica. W oddziale było kilka kobiet. Smukłe z orlimi nosami i bladymi twarzami, na których w świetle karbidówek pobłyskiwały zmęczone, poszarzałe oczy. Karnacja, było jedynym co łączyło miejscowych z niespodziewanie spotkanymi ludźmi.
Goście jedli i pili bardzo spokojnie, nie okazujac pośpiechu. Choć na pewno doświadczali ogromnego głodu. Jeśli wierzyć w to co mówili, to żywność skończyła się im kilka dni temu. Większą część drogi pokonali samolotem. Ale pojazd oddał ducha w trakcie tego lotu, i trzeba było go porzucić. Ostatni odcinek pokonali pieszo. Po drodze dwóch zginęło.
Teraz w samym środku posiłku, Łobaczow jeszcze raz obejrzał zebranych. To wsszystko było dziwne. Jaka siła mogła wyrać garstkę ludzi z bezpiecznych podziemi moskiewskiego metra i popędzić diabeł wie gdzie? W jakim celu? No dobrze, po kolacji się dowiemy. Łobaczow ostatni raz się zaciągnął i wsunął niedopałek we wbudowany pod popielniczkę słoik po tuszonce, po czym wypuścił z nozdrzy sine strumyki dymu.
Kiedy goście najedli się i starszy w oddziale, rosły blondyn którego nazywali Hans, podziękował seniorom bunkra, jeden z seniorów nazwiskiem Jerofiejew, zadał wreszcie pytanie które wszystkich nurtowało.
- Jaka jest cel waszej wizyty?
- Zapobieżenie katastrofie - odpowiedział Hans i rozsznurowawszy swój plecak delikatnie wydobył z niego potarganą mapę morską.
- Można wiedzieć jakiego rodzaju? - zainteresował się siedzący obok Jerofiejewa szef bezpieczeństwa, pięćdziesiącioletni wąsacz z szarymi zastroszonymi włosami - co może przedstawiać realne zagrożenie dla moskiewskiego schronienia? Jeżeli coś takiego jest, to nie wiem jak możemy pomóc.
- Mowa o globalnej epidemii - Hans rozwinął mapę na stole, z którego zdążyli zabrać naczynia. - trzydzieści lat temu, na krótko przed Wojną, ekspedycja naukowo-badawcza odkryła w lodach Antarktydy wirusa, na który nie byli odporni ani ludzie ani zwierzęta.
- Jeszcze o diable przypominacie - chrząknął Jerofiejew, ale wewnętrznie cały spiął się cały, tak mocno że odczuł drżenie w palcach.
- Rozumie się, lata minęły. Ale, zdaniem naszych naukowców, gwałtowna zmiana klimatu, wywołana przez uderzenia jądrowe, w wielu miejscach planety doprowadziła do efektu cieplarnianego, wzmocnionego kilkaset razy. Zamknięta w lodowcu zaraza stanowi teraz realne zagrożenie.
- Skoro to zagrożenie biologiczne to jakiej natury- zachmurzył się szef bezpieczeństwa.
- Najpopularniejsza wersja, jest taka że w antarktycznych lodach mogły zachować się prehistoryczne formy życia. Bakterie te zaś mogły być kiedyś przyniesione na naszą planetę przez meteoryt.
- A może szukacie bazy « 211 »? - rozległ się ochrypły dudniący głos i wszyscy znajdujący się w jadalni obrócili głowy w stronę dalszego końca stołu, nad którym masywnym konturm rysowała się masywna sywetka w kombinezonie ochronnym - Do której na podstawie tajnych rozkazów wywieziono z Rzeszy tajną broń biologiczną?
- Bułka znowu ty ze swoimi bajdurzeniami - syknął ktoś ale masywna figura nie poruszyła się, jakby została wyciosana z kamienia.
Nowe zagadnienie spowodowało że goście wyraźnie się pogubili. Hans spojrzał na kilku członków swojego oddziału.
- Ale to nie potwierdzone żadnymi faktami - powiedział po chwili którą zajęło mu oblizanie wyschniętych nagle warg.
- Trzynaście łodzi podwodnych przerzuconych w 43 - m, dwustu pięćdziesięciu naukowców rok póżniej … - kontynuował wyliczanie niewidoczny w półmroku Bułka, ale z rytmu wybił Jerofiejew.
- Misza, to tylko w twojej wyobraźni - z konfuzją mruknął. - Antarktyczna baza Reich - to mit!
- Mity to u Greków były. A mam przeczucie że wyście naziole przelęte! - niespodziewanie zaryczała Bułka i wyszedł wreszcie w oświetlone miejsce - Popatrzcie na ich łby. A ten to wogóle albinos! Oni wtedy w czterdziestym trzecim cały kontynent jak krety wzdłuż i wszerz wydrążyli Czuł wasz Fuehrer, że mu po ... wtłuczemy! Co, zachciało się dziedzictwa wielkiego wodza?!
Kiedy oponent się pokazał, Hans drgnął nerwowo. Połowę twarzy Misza Bułki zajmowała szeroka miękka blizna z głębokimi wgnieceniami. Podarty, lekko wciągnięty w górę brzeg górnej wargi stwarzał straszne uczucie okrutnego uśmieszku.
- My nie faszyści - nieśmiało mruknęła chudziutka dziewczyna z ekipy Hansa. - my z Polis.
- W trumnie widziałem waszą Polis! A wyście też gładkie słówka przygotowali. Tyle że z gęb wam jedzie jak z wodospadu!
- Bułka ochłoń - Łobaczow zsunął kapitańską czapkę i odsunąwszy słój z niedopałkami spojrzał na mapę - i jakie wyjście?
- Ekspedycja - odezwał się chłopak w okrągłych okularach, który rozsiadł się na skrzynkach z nabojami, które podróżni przynieśli z sobą. - trzeba spróbować stworzyć szczepionkę zanim nie będzie za późno.
- Za późno czyli kiedy? - znowu zapytał Łobaczow.
- Chroniony przez proteinową powłokę wirus, zachowały żywotność w lodzie. Zaczną się mnożyć jak tylko podniesie się temperatura otaczającej je wody.
- Stworzyć. Szczepionkę - pogardliwie rzucił Bułka. - my przez dwadzieścia lat nie możemy wyprodukować normalnego jedzenia, a wy tu pitolicie o nauce. Ludzie żrą grzyby i szczury. To wszystko bzdury, bzdury i lanie wody. Spadajcie spowrotem do Moskwy, czas tylko tracicie.
- Nie zwracajcie uwagi - z poczuciem winy mruknął Jerofiejew - kilka lat temu zwierz mu twarz pokiereszował.. od tego czasu on dziwny taki..
- Ugryź się dziadek - za Bułką z hukiem zamknęły się drzwi.
- Powinniśmy spróbować - twardo powiedział Hans spojrzawszy na obecnych - to nasz obowiązek.
- A ciekawe jakim sposobem? - Łobaczow wypuścił w powietrze papierosowy dym i podrapał się w brodę.
- Słyszeliśmy że macie statek. To prawda? Jest na chodzie?
- Jest na chodzie. Ale dlaczego nie pojechaliście do Kronsztadu? Tam była bazą łodzi podwodnych, no i mielibyście bliżej.
- Wiemy. Ale rozpoznanie doniósło, że to niezdrowe miejsce. Ludzie padają. Dlatego, frachtujemy wasz okręt - twardo powiedział Hans.
- A macie choć cień pojecia, jak w obecnych warunkach będzie wyglądać taka wyprawa - uśmiechnął się Łobaczow - i jak zapewnicie autonomię? Po drodze raczej nic nie znajdziecie! A tu potrzebne jedzenie, zapasy, paliwo?
- Z bazy marynarki wojennej, na pewno uzyskamy co trzeba. Nie burzcie się, zapłata będzie uczciwa. Przywieźliśmy dobre towary hanzeatyckich handlowców - gość wskazał na leżące w kącie czarne kontenery.
- Lej tam został, a nie baza - westchnął Jerofiejew i potarł pomarszczone kosteczki. Palce znów zaczęły drżeć.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 12 lis 2013, 20:36 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 cze 2012, 17:55
Posty: 213
Lokalizacja: I tak nie ma na mapie
Moja teoria co do książek z Uniwersum się sprawdza. Metro 2033, no i 2034 były jeszcze dość realistyczne, ponieważ dało się w niej odczuć strach przed powierzchnią a tu sobie latają samolotem, łódź podwodną i ruchomą platformę wiertniczą rozumiem ale przemieszczanie się, np. przez całą Rosję(Za Horyzont) jest absolutnie nierealne.

Dobra ale czekam na więcej.

Edit: zapraszam tu innych.
Edit2: założę do tego oddzielny temat, żeby moderatorzy się nie rzucali
Edit3: po dodaniu tematu występuje eror?
Edit4: dużo tych edit'ów ;-P

No kurna, nie dawaj tych cudzysłowów! /Hermetyczny


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 13 lis 2013, 12:08 
Offline
Moderator

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:16
Posty: 320
Jesli chodzi o 'logike' scenariusza to trzeba tu zauwazyc kilka rzeczy.

- W Polsce jest wydana tylko czesc ksiazek. I nie sa one wydawane po kolei. Nie ma na przyklad obu czesci Mrocznych tuneli, w których akcja dzieje sie w metrze, i restrykcje przy wyjsciu na powierzchnie sa identyczne jak w M33. Przejrzalem poczatki kilku innych ksiazek i wydaje mi sie ze pozniejsze wyjscia na powierzchnie i dosc odlegle podróze maja swoje uzasadnienie w tresci innych ksiazek.

- Zroznicowanie fabul, wynika tez z faktu ze Rosja jest ogromnym krajem. A to róznica mentalna dla polskiego czytelnika. W Polsce mozna stanac w dowolnym miejscu kraju, wybrac dowolny kierunek i po 50-60 kilometrach dojsc do drogi/wsi/miasta. W Rosji mozna zrobic to samo i nie natrafic na slad cywilizacji i przez 500-1000 km. A w razie W pustych obszarow nikt nie bedzie bombardowal.Wiec o ile Moskwa bylaby zapewne trafiona wielokrotnie, podobnie jak tajne miasta typu Almaz, i to kilkoma roznymi rodzajami broni, to takie miejsca jak Czelabinsk ( taki nasz Wachock) moga pozostac nieruszone.

- Razace w dalekich podrozach jest tylko uzycie lotnictwa. Trudno uwierzyc w przechowanie samolotu przez dwadziescia lat i zachowanie go w stanie nadajacym sie do lotu. W przypadku statku lub dobrze zakonserwowanego samochodu/ czolgu jest to jeszcze do przelkniecia.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 13 lis 2013, 16:21 
Offline

Rejestracja: 13 lis 2013, 16:21
Posty: 247
A swoją drogą jak myślicie jaka będzie następna książka z Uniwersum wydana w Polsce?


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 13 lis 2013, 19:36 
Offline
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 cze 2012, 17:55
Posty: 213
Lokalizacja: I tak nie ma na mapie
U Rosjan jest za dużo książek, żeby zgadywać.

ps. temat do http://metro2033.pl/forum/pokaz/hyde-park/lodowa-niewola/,,Lodowej%20niewoli''


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Post: 10 lut 2018, 14:23 
Offline
Moderator

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:16
Posty: 320
Należy mi się złota łopata.

Co nieco o sposobie ewakuacji via ocean. W latach 50-70 w USA był to jeden w wielu sposobów, choć stosunkowo mało popularny. Po pierwsze, trzeba było mieszkać i pracować blisko wody. Po drugie - trzeba było mieć ok 500- 1000 USD żeby pozwolić sobie na łódź z silnikiem.

Miałem niedawno okazję pogadać z Amerykaninem, na ten temat. Trafiłem na człowieka którego ojciec takową łódź posiadał. Kupił ją wprawdzie jako łódź wędkarską,, ale tak się jakoś złożyło że jej status uległ podwojeniu.

Była to aluminiowa łódka długości niecałych pięciu i metrów i szerokości około półtorej - Aroliner ze szczątkową kabiną. 30 konny silnik benzynowy, maksymalna prędkosść 20-25km/h. Założenie było takie, że w razie alarmu, rodzina będzie w stanie dostać się do łodzi i odpłynąć od brzegu na 2-3Mm a po wybuchu uciekać dalej. Zapas paliwa na ok 80Mm z prędkością ekonomiczną. Zapas wody i żywności na dziesięć dni dla czterech osób. Mieli wojskowe koce, latarke, czerpak i dryfkotwę. Za całe przyrządy nawigacyjne służył kompas i mapa wybrzeża. Wszystko to było na łodzi przez cały czas.

Nie było żadnych dodatków (typu licznik GM) które wydają się być niezbędne. W zasadzie jedyne wyjątkowe wyposażenie, to był brezent do przykrywania pokładu. Wyjątkowość polegała na tym, że zamiast zwykłego burego brezentu, była to lekka odmiana z doszytymi cienkimi arkuszami aluminium czyli taki hard-top.

Wedle słów znajomego, jego ojciec kilka razy próbował zrealizować opcję szybkiego wyjazdu, przy okazji pływań rekreacyjnych i nigdy nie udało im się zmieścić w zadanym czasie. :/. Po kilku latach dali sobie z tym spokój, bo pojawiła się plotka że Rosjanie mogą wwieźć bombę atomową bezpośrednio do portu na pokładzie drobnicowca lub innego statku. Ciekawostka: Stefan Batory był tak często przeszukiwany pod tym kątem, że nikt nie chciał nim podróżować.
No a jeśli bomba wybuchnie w porcie bez ostrzeżenia, to cały system bierze w łeb.

Proszę brać poprawkę na te dane - przeliczane z systemu imperialnego, opisywana przez osobę która ją pamięta z lat młodzieńczych ;) No i obaj byliśmy po kilku piwach.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 37 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  


cron

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
CoDFaction.com Style by Daniel St. Jules of David Bowie MP3