22 / 11 / 2017
Wydawnictwo Insignis
Otwórz player w nowym oknie
Mrówańcza - Rusłan Mielnikow

Świat

Dlaczego warto sięgnąć po Mrówańcze?

W Rostowie nad Donem zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Miasto zaczyna pustoszeć, ogromna fala mutantów ucieka przed nieznaną siłą. Tylko ludzie zostają w swoim życiodajnym betonowym domu, który chroni przed zabójczym promieniowaniem powierzchni. Zamknięte Metro i odseparowane stacje szybko przekonają się, że w starciu z nacierającym nieznanym niebezpieczeństwem nie da się wygrać konwencjonalnie. Mieszkańcy Rostowa będą musieli się zjednoczyć, lecz czy im się to uda gdy dookoła panuje panika, śmierć i egoizm? Bohater zaślepiony rządzą zemsty, szybka akcja i niesamowity klimat niespotykany w żadnej wcześniejszej książce Uniwersum powoduje że jest to tytuł, który musisz przeczytać.
Kapsell

Mrówańcza - Bądź świadkiem desperackiej i nierównej walki o przetrwanie w mrokach tuneli rostowskiego metra. Mrówańcza, zagrożenie której nadejście zwiastują charakterystyczne dźwięki może ostatecznie sprowadzić ludzkość na koniec łańcucha pokarmowego. Czy człowiek który stracił wszytko jest w stanie poświecić się dla ratunku świata którego sam porzucił?. Falegoon

 

Recenzje użytkowników:

 

„Jest czas, by odpędzać przeszłość i zamykać pamięć na ciężką kłódkę. I jest czas, by przyzywać ją i przepuszczać przez siebie na nowo, karmiąc się zimną nienawiścią.“

Ilja poprzysiągł sobie, że dokona zemsty na tych, przez których zginęli jego bliscy - ukochana żona oraz synek. Że nie spocznie dopóty, dopóki nie zabije każdego mutanta, jaki stanie mu na drodze oraz nie dopadnie człowieka, przez którego śmierć poniosło wielu niewinnych ludzi. Pragnienie zemsty stało się sensem jego życia, pomagało mu przetrwać i podtrzymywało w trudnych chwilach.

"Wcześniej Ilja, tak jak i wszyscy, czuł nienawiść do panujących na powierzchni mutantów i się ich bał. Teraz strach ustąpił. Teraz została tylko nienawiść. Teraz niech one boją się jego."

Każdego dnia, mimo usilnych próśb Oleńki i Sieriożki (żona i syn) dochodzących do niego z ciemności metra, by został z nimi, nie ryzykował, wychodził na powierzchnię, by tam polować i zabijać. Aż nastał dzień inny niż wszystkie. Ulice zniszczonego Rostowa były opustoszałe. Na niebie nie dojrzał żadnego czarnego pilota. Nic, zupełna pustka. Tylko wiatr hulający pomiędzy ruinami budynków... Panoszące się dotąd na powierzchni stwory najwyraźniej uciekły. Tylko przed czym?

"- Tylko że one przecież nie tegho... nie idą. One uciekają. Wieją, aż się za nimi kurzy. (...)

- I ważniejsze jest nie to, skąd uciekają, ale dlaczego. Albo nie, jeszcze inaczej... (...) - Przed czym uciekają mutanty, oto co jest teraz ważne. (...) - Walą ze wschodu, falami, przez całe miasto. (...)

- Myślisz, że obce stwory przed czymś się ratują?

- Aha. Same się ratują, a przy okazji wypierają nasze rodzime, rostowskie pokraki."

Ze wschodu nad Rostow nadciąga śmiertelne niebezpieczeństwo, które postawi pod znakiem zapytania przyszłość ludzkiego gatunku. Czy ocalałym po nuklearnej wojnie ludziom uda się przeżyć raz jeszcze? Czy przetrwają zderzenie z czystym koszmarem? Czy też będzie to ich ostateczny koniec?

"Cóż, zwykła sprawa: kiedy nad metrem zawisa poważne zagrożenie, każdy dba o siebie. Każda ze stacji stara się odgrodzić swój mały świat i przetrwać samodzielnie. O pomocy sąsiadom w takich wypadkach nie ma nawet mowy - byle tylko ocalić własny kawałek metra."

Rusłan Mielnikow, autor blisko trzydziestu powieści, z których dwie ukazały się w ramach cyklu Uniwersum Metro 2033, doskonale zobrazował zachowanie ludzi w obliczu grożącego im śmiertelnego niebezpieczeństwa, a także to, jak wyglądało ich życie w podziemiach metra. Panujący wśród nich egoizm i obojętność względem drugiego człowieka. Dbanie jedynie o własny tyłek - choćby kosztem życia kogoś innego. Przymykanie oczu na ludzką krzywdę i panującą niesprawiedliwość. Autor wyraźnie to potępia i piętnuje takie zachowanie, a czyni to za pomocą jednego ze swoich bohaterów, dość ekscentrycznego i uważanego przez wszystkich za niegroźnego szaleńca, Gapcia Cudacznego:

"(...) nie wolno tak żyć, jak wy żyjecie! (...) W nienawiści, w odosobnieniu i w grzechu. Przez swoje bezbożne życie, głupie człowieczki, ściągnęliście już na siebie karę, ale nawet teraz nie chcecie wysłuchać ostrzeżenia i żyjecie tak jak wcześniej. (...) Ludziom nie wolno gryźć się między sobą niczym dzikie bestie (...) Nie wolno otwierać przybytków rozpusty, chodzić do nich i grzęznąć w grzechu. Nie wolno siedzieć w norach w odosobnieniu. Nie wolno odgradzać się od podobnych sobie kratami i zasłonami. Nie wolno myśleć tylko o sobie i pilnować tylko własnej stacji. (...) Nie wolno odmawiać pomocy bliźniemu..."

Teraz przyszedł czas ostatecznej próby. Czy ludzkość, po tylu błędach jakie na przestrzeni wieków poczyniła, w końcu wyciągnie odpowiednie wnioski? Czy nareszcie się zjednoczy i stanie do wspólnej walki? Czy też jednak wygra głęboko zakorzeniony egoizm, wyłączna miłość do samego siebie?

Ciekawym elementem "Mrówańczy" jest odniesienie do Starego Testamentu, a dokładniej do plag egipskich, czyli dziesięciu klęsk wymierzonych przez Boga faraonowi Egiptu. Nawiązuje do nich wspomniany prędzej Gapcio Cudaczny starający się przekonać mieszkańców metra do swoich racji, widzący w wydarzeniach ostatnich lat analogię do tego, co działo się przed wiekami:

"Tak już kiedyś było. Było napisane - zatrajkotał szybko Gapcio - I to, co było zapisane, powtarza się. Woda zamienia się w krew. Żaby wychodzą z rzek i wypełniają siedziby ludzkie. Komary oblepiają ludzi. Żądlą ich psie muchy. Bydło pada od zarazy. Ciała ludzkie pokrywają się wrzodami i ropieją. Grzmią pioruny, szaleje burza i ognisty grad spada na ziemię. Nadciąga szarańcza. Ciemności kryją ludzki świat. Giną pierworodni... (...) Plagi już się zaczęły, wujaszku. Zaczęły się dawno i do tej pory trwają. Gapcio widzi, Gapcio słyszy, Gapcio wie, Gapcio rozumie."

Nie zabrakło również swoistej metamorfozy głównego bohatera, z którą miałam już do czynienia przy okazji lektury innych powieści z cyklu Uniwersum Metro 2033. Prowadzący początkowo pustelnicze życie, z dala od ludzkich siedzib i ich problemów, niepotrzebujący towarzystwa drugiego człowieka, Ilja stopniowo przechodzi wewnętrzną przemianę. Kolejno następujące po sobie wydarzenia, których jest świadkiem bądź uczestnikiem, zmieniają jego obecny punkt widzenia oraz postawione sobie prędzej cele, przewartościowują całe jego dotychczasowe życie oraz sposób myślenia. I nie ma dla niego odwrotu. Już nigdy nie będzie tym samym człowiekiem, którego poznajemy na początku opowieści.

"Kiedyś sens życia sprowadzał się dla niego do Oleńki i Sieriożki. Ale oni zginęli. Wtedy sensem życia jego egzystencji stało się życie pustelnicze i zemsta na mutantach. Okazało się jednak, że człowiek nie przeżyje w tym świecie samotnie i nie wybije wszystkich mutantów. Potem chęć życia umacniała w nim nadzieja na wejście do..."

Wykreowany przez Mielnikowa świat po nuklearnej wojnie jest niezwykle sugestywny i przerażający. Pełny istot rodem z piekła. Autor nie szczędzi szczegółów, by przekazać czytelnikowi swoją wizję. Dzięki temu może on poczuć się niczym jeden z ocalałych mieszkańców Rostowa ponownie walczący o przetrwanie w świecie, w którym dotąd ludzie byli panami, a teraz spadli na sam dół łańcucha pokarmowego.

"Długie języki stworów wystrzeliwały z ciemności, zbijały miotających się ludzi z nóg, owijały ich jak lepkie pejcze i porywały jednego za drugim. (...) odciągały wrzeszczące ofiary z dala od ognisk i z pożądliwym burczeniem pożerały zdobycz w ciemności. (...) Gęsta czarna krew obficie obryzgiwała ściany i posadzkę (...) Ciało chłopca poturlało się w dół po schodach jak bezwolna kukła. Nienaturalnie wygięta jasna główka dyndająca na złamanym karku jak na sznurku uderzała o stopnie."

"Mrówańcza" Rusłana Mielnikowa to powieść, po którą powinni sięgnąć wszyscy miłośnicy fantastyki, zwłaszcza tej postapokaliptycznej. Jest mocna, sugestywna i przerażająca. Sam Dmitry Glukhovsky uznał ją za jedną z najlepszych w całym Uniwersum Metro 2033 mówiąc, iż jest ona: Niepodobna do innych, pasjonująca, a do tego mroczna i liryczna. Obok takiej rekomendacji trudno przejść obojętnie. Sięgnijcie po książkę i wkroczcie do ciemnego, dusznego, rostowskiego metra. Poczujcie na własnej skórze strach towarzyszący bohaterom powieści. Postarajcie się przeżyć...

Moja ocena: 5/6

 Sylwia Węgielewska 

Miłośniczka Książek

"Magiczny Świat Książki"
http://www.magicznyswiatksiazki.pl

 

Książkę Rusłana Mielnikowa dostałem w prezencie. Był to jednak prezent życzony, bo płynąłem „na fali” postapokaliptycznej uniwersum Metro 2033. Właśnie kończyłem „Dzielnicę obiecaną”, wcześniej połknąłem „Korzenie niebios”. Nie znałem autora, więc kompletnie nie wiedziałem, czego się spodziewać. Jedynym wyznacznikiem był krótki opis na okładce, niejako mini recenzja od samego Dmitrija Głuchowskiego. Dostałem więcej niż oczekiwać mogłem.

            „Mrówańcza” zaczyna się na pozór spokojnie, smutno i dramatycznie. Potem przyspiesza i gna na złamanie karku aż do ostatniej strony. Język autora jest prosty, nie ma tu bogatych opisów, nie ma tu językowych fajerwerków, jest mówione bez ogródek, tak jak jest. Może dzięki temu biegniemy przez kolejne strony szybko, niemal tracąc oddech i z trudem dotrzymując kroku bohaterom. Nie jest to jednak maraton ani sprint, autor napędza nas każdym niemal zdaniem, popycha tunelami rostowskiego metra pozornie w ucieczce przed mutantami. Ale to nie „survival horror” ani komputerowy „shooter” przeniesiony na kartki książek, w prostej strukturze tekstu odkrywamy drugie dno, które jest wspólne dla wszystkich chyba książek Uniwersum. Mielnikow odkrywa dwie proste prawdy, które dotyczą całego gatunku ludzkiego: tylko człowiek może stać się prawdziwym potworem i jest zwierzęciem stadnym, potrzebuje innych choćby tylko obok, ale chce wiedzieć, że tam są.

            „Mrówańcza” to opowieść o samotności, o ludziach i o tym, jak zmieniły ich trudne warunki życia, to smutna historia o drzemiącej w nas złości i strachu. Mutanty są tylko tłem, mutanty pełnią rolę spustu, który odpala ludzką naturę, to strach przed nimi, to nienawiść do nich odkrywa w nas to, co kryjemy głęboko. Czasem jest to ta część naszego ja, o której sami nie wiemy.

Jan Wesoly

 

Przemierzając ciemne tunele Metra, wywędrowaliśmy ostatnio bardzo daleko od pierwowzoru, czającego się w niezliczonych korytarzach pod Moskwą. Przyszło nam zwiedzić zrujnowane Włochy,  rodzime podziemia Nowej Huty i zagadkowe katakumby Obwodu Kaliningradzkiego. Wydaje mi się jednak, że wraz z rosnącą odległością geograficzną, oddalaliśmy się trochę od klimatu samego Metra. Niedawno miała miejsce polska premiera kolejnej książki, z genialnego uniwersum, stworzonego przez Dmitry Glukhovskiego. Jak powieść Ruslana Mielnikova Mrówańcza, poradziła sobie z niełatwym wpasowaniem się w atmosferę świata?

            Poradziła sobie, co najmniej przyzwoicie. Akcja dzieje się w Rostowie nad Donem, portowym mieście leżącym niedaleko gorącej ostatnio granicy ukraińsko-rosyjskiej. Autor odkrywa przed nami nieznane dotychczas regiony Rosji, zabierając czytelnika daleko na jej południe. I tu muszę zauważyć, że Mielnikov świetnie wykorzystał geograficzne możliwości rejonu, który przywołał w swojej książce. Wszechobecna woda, dostała swoją skromną rolę do odegrania. Główne zagrożenie napędzające wydarzenia mające miejsce w książce, też idealnie pasuje do, coraz mniej gościnnych, okolic Kaukazu. Autor nagiął odrobinę rzeczywistość i na potrzeby swojej powieści, stworzył nieistniejące jeszcze tunele rostowskiego metra. Absolutnie nie przeszkodziło mu to w wykreowaniu pełnoprawnego, fascynującego kompleksu, świetnie wbudowanego w tkankę miasta i gotowego przetrwać atomową pożogę.

            Mrówańcza, trzeba przyznać, wciąga. Dynamika z jaką wszystko się w książce dzieje, wymuszona poniekąd przez postępujące zagrożenie, nie pozwala się od niej oderwać. Nasz bohater ma niewiele czasu na zbędne przemyślenia. Nie brakuje charakterystycznych dla Metra rozważań nad sensem istnienia, możliwości przetrwania i odbudowania ludzkości. Są one jednak bilansowane tempem akcji narzuconym przez Mrówańczę. Na szczególne wyróżnienie zasługuje bohater, powołany do życia przez Mielnikova. Nie wgryzając się nadto w fabułę i nie zdradzając jej sekretów, mamy do czynienia z postacią kompletnie inną od dotychczasowych, pierwszoplanowych  bohaterów, przemierzających tunele Metra. Ilja, który w rostowskim post apokaliptycznym świecie nazywany jest Magiem, jako jedyny przetrwał zagładę swojej stacji. Jego motorem napędowym jest zemsta. Mutanty zabrały mu żonę i córkę, z których śmiercią ciężko mu się pogodzić. Samotnie zamieszkuje resztki stacji, za towarzystwo mając tylko groby swoich bliskich, a za życiowy cel, eliminację jak największej ilości mutantów. Jakim człowiekiem okaże się zgorzkniały, małomówny mściciel, kiedy jego wrogowie uciekną przed większym zagrożeniem, a on będzie zmuszony do walki o przetrwanie, na którym jak sądził wcale mu nie zależy? Mielnikov bardzo umiejętnie opisuje zarówno wewnętrzne przemiany bohatera, jak i słabości całej ludzkości i jej walkę z zewnętrznym zagrożeniem – Mrówańczą.

            No właśnie, słów parę o samym tytule. Zanim jeszcze książka trafi w ręce czytelnika, ten na podstawie tytułu może wywnioskować, z czym mierzyć się będą musieli bohaterowie powieści. Szczerze mówiąc, sugerując się właśnie tytułem, nie obiecywałem sobie po Mrówańczy wiele. Mrówki, szarańcze? Bardziej pasowało mi to do kolejnego blockbustera pokroju Piranii 3D, niż do Uniwersum Metra. Jako że nie raz zdarzyło mi się błędnie ocenić książkę po okładce, zdecydowałem się nie wyciągać nazbyt pochopnych wniosków i ocenić treść po jej przeczytaniu. Słusznie zrobiłem. Swoją drogą, okładka powieści jak zwykle prezentuje się świetnie i klimatycznie. Rzadko która seria dysponuje tak unikalnym i udanym cyklem „opakowań”. Wspomnieć należy również, że książka jest wyjątkowo krótka. W niczym jej to jednak nie szkodzi. Wręcz przeciwnie, wydaje się że autor idealnie wyważył długość swojej powieści.

           Regularnie zwiedzam wszystkie dostępne w Polsce, zakamarki książek z serii Metra. Zarówno te dziejące się w najgłębszych, najciemniejszych jego tunelach, jak i te na zrujnowanej powierzchni. Z tej perspektywy przychodzi mi stwierdzić, że Mrówańcza to zdecydowanie jeden z najjaśniejszych punktów całej, mrocznej serii. Znakomicie ją odświeżają, ustępując jedynie pierwowzorowi. Książka stanowi kwintesencję klimatu całego Uniwersum, dlatego spokojnie można ją polecić nie tylko zagorzałym fanom serii. Debiutantów należy jednak przestrzec, że jeśli raz dadzą się wciągnąć, to Metro już ich nie wypuści.      

                                                                                                      Rafał„Gamoń”Tarnowski

 

 

Liczba 10 nazywana jest przez astrologów świętą liczbą. Dla naszych przodków te dwie cyferki miały szczególne znaczenie. Na kamiennych tablicach, które Bóg przekazał Mojżeszowi znalazło się dziesięć przykazań. Dziesięć było też plag egipskich. Dawniej wierzono, że nieprzypadkowo człowiek posiada 10 palców u rąk i 10 palców u nóg. Liczba ta była ucieleśnieniem harmonii, symbolem doskonałości, spełnienia. Nie bez kozery liczba ta również odnosi się do książki Rusłana Mielnikowa pt. „Mrówańcza” – jest to jubileuszowa, dziesiątą powieść wydana w Polsce w ramach serii Uniwersum Metro 2033. Czy „Mrówańcza” jest odzwierciedleniem doskonałości i literackiego kunsztu?

                2 lata. Mniej więcej tyle czasu minęło od ostatniej powieści wydanej w ramach serii Uniwersum Metro 2033, której znaczna część akcji toczy się w metrze. Przez ostatnie dwa lata wędrowaliśmy z ojcem Danielsem po postapokaliptycznej Italii, szukaliśmy wraz z Glebem i Taranem lekarstwa dla upadającej planety aż w dalekim Władywostoku,  wojskowym rytmem przemierzaliśmy podziemia i okolice Królewca, po czym zabawiliśmy trochę na ojczystej ziemi eksplorując nowohuckie schrony i ulice. Wszystko po to, by wreszcie dotrzeć do „bramy Kaukazu, portu pięciu mórz” – Rostowa nad Donem – i po raz kolejny zejść do metra.

                Akcja Mrówańczy rozgrywa się w rostowskim metrze, które w rzeczywistości jeszcze nie powstało. Władze Rostowa roztaczały wizję budowy metra na kilka lat przed powstaniem powieści, jednak dopiero w 2014 roku formalnie rozpoczęto  prace przygotowawcze. Pierwsza linia metra ma być gotowa, zdaniem władz, dopiero w 2020 roku. Nie przeszkodziło to autorowi umiejscowić swoją powieść w tej scenerii.

                Głównym bohaterem powieści jest Ilja - samotnik, mieszkaniec portu lotniczego, na którego inni mieszkańcy metra wołają Mag. Ma to związek z legendami jakie krążyły na jego temat: zdaniem niektórych Mag potrafi m. in. rozmawiać z mutantami. Chęć pomszczenia tragicznie zmarłej rodziny – żony Oleńki i syna Siergieja – pcha Maga na powierzchnię. W czasie jednej z takich wypraw natrafia on na tytułową mrówańczę: połączenie mrówki i szarańczy. Gdy mrówańczy udaje się, przy wydatnej pomocy Gapcia, dostać się do czerwonej linii metra to jego mieszkańcy, w tym Mag, nie mają wyjścia – muszą szukać schronienia na niebieskiej linii, a następnie w podmetrze. Trwa wyścig z czasem, który dla Maga kończy się pomyślnie. Udaje mu się uciec przed szaleńczymi potworami  i wraz z niewielką grupa przebić do podmetra. Nadmierna ciekawość sprawia, że ekspedycja kończy się tragicznie – większość jej członków ginie, a Mag jest zmuszony współpracować z człowiekiem, który przyczynił się do śmierci jego żony i syna. Mimo to historia kończy się dla mieszkańców metra pomyślnie – mrówańcza opuszcza czerwoną linię.

                 Mocną stroną powieści są świetnie wykreowani bohaterowie. Każdy z nich jest oryginalny, niepowtarzalny i świetnie odgrywa swoją rolę. Mag to typ samotnika z wyboru, który jednak w ważnym momencie potrafi przejąć inicjatywę i zrobić coś dla dobra ogółu. Saper jest czarnym charakterem powieści, człowiekiem bez zahamowani i bez skrupułów, oportunistą w pełnej krasie. Jest w stanie poświęcić ludzkie życie po to by uratować własne. Gapcio Cudaczny przez dłuższy czas jest wielką niewiadomą. Mieszkańcy metra traktują go jako niegroźnego szaleńca. Ostatecznie zmanipulowany przez Sapera doprowadza do śmierci wielu niewinnych osób wpuszczając mrówańczę do czerwonej linii metra. Wreszcie Kozak, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Jest typem człowieka, który wsadza głowę tam, gdzie inni boją się wsadzić nogę.

                Ciekawym zabiegiem zastosowanym przez autora jest wykorzystanie motywu miejskich legend. Pozornie prawdopodobne informacje, które mieszkańcy metra rozpowszechniali między sobą okazały się ostatecznie nieprawdziwe, jednak przez dłuższy czas elektryzowały mieszkańców metra. Od samego początku dużo się dzieje. Niewątpliwie tempo akcji jest mocną stroną tej książki. Maksimum akcji, minimum rozważania – ta dewiza przyświecała autorowi w czasie pisania powieści.

                Słabą stroną Mrówańczy jest płaskość fabuły i jej powierzchowność. Książka jest do bólu przewidywalna. Zdecydowanie brakuje niespodziewanych zwrotów akcji, które odmieniłyby bieg wydarzeń. Czytelnik bardzo szybko zdaje sobie sprawę z faktu, iż powieść zakończy się optymistycznie dla mieszkańców metra.

                „Mrówańcza” to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów fantastyki. Dla mnie jedna z najlepszych powieści wydanych w ramach serii Uniwersum Metro 2033. Szybka i wartka akcja sprawia, że książkę czyta się niezwykle przyjemnie. Zbytnia przewidywalność mimo iż denerwująca, to w ogólnym rozrachunku nie umniejsza zalet tej powieści. Z niecierpliwością czekam na kolejną powieść tego autora oraz inne książki z serii UM 2033. Tym bardziej, że o ile liczba dziesięć symbolizowała harmonię, to jedenastka jest liczbą mistrzowską. 

Piotr Robaszek

do góry Insignis
ZAMKNIJ
Serwis wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie zgadzasz się na ich zapisywanie na Twoim urządzeniu, zmień ustawienia przeglądarki. Kontynuując przeglądanie tej strony zgadzasz się na używanie plików cookies.