18 / 05 / 2034

Metro2033

Wydawnictwo Insignis
Otwórz player w nowym oknie

Fragmenty

Metro 2034. Fragment trzeci. Rozterki.

Ale tym razem karawana się spóźniała. Spóźniała się tak bardzo, że było już jasne: stało się coś strasznego, nieprzewidzianego, przed czym nie obronili ani zaprawieni w bojach, ciężko uzbrojeni konwojenci, ani od lat dobrze się układające kontakty z Hanzą.

Sprawa nie byłaby tak poważna, gdyby działała łączność. Jednak z prowadzącym do Linii Okrężnej kablem telefonicznym coś się stało, komunikacja urwała się jeszcze w poniedziałek, a grupa wyprawiona na poszukiwania uszkodzenia wróciła z niczym.

Lampa okryta rozłożystym zielonym abażurem wisiała bardzo nisko nad okrągłym stołem, oświetlając pożółkłe kartki z narysowanymi ołówkiem wykresami i tabelami. Żarówka była słaba, jakieś czterdzieści watów, ale nie dlatego, że trzeba było oszczędzać elektryczność, a stąd, że gospodarz gabinetu nie lubił jasnego światła. Z popielniczki przepełnionej niedopałkami podłych miejscowych skrętów unosił się siny, gryzący dym, tworząc pod niskim sufitem leniwe lepkie kłęby.

Naczelnik stacji potarł czoło, podniósł rękę i swoim jedynym okiem spojrzał na zegarek – piąty raz w ciągu pół godziny. Potem strzelił palcami i ciężko się podniósł.

– Trzeba podjąć decyzję. Nie ma sensu dalej tego odwlekać.

Krzepki starzec w bosmance w panterkę i wytartym błękitnym berecie, który siedział po przeciwnej stronie stołu, otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale kaszlnął i machnął ręką rozganiając dym. Potem odezwał się krzywiąc się
z niezadowoleniem:

– Słuchaj, powtórzę ci jeszcze raz, Władimirze Iwanowiczu: z odcinka południowego nikogo nie możemy zdjąć. Posterunki powstrzymują taki napór, że ledwo się trzymają. W zeszłym tygodniu trzech zostało rannych, jeden ciężko, i to pomimo umocnień. Nie pozwolę ci osłabiać południa. Przecież tam jeszcze potrzeba dwóch trzyosobowych patroli zwiadowców, żeby cały czas pilnowali szybów i łączników między tunelami. No, a północ – oprócz tych
z brygady powitalnej, nie ma żadnych wolnych, przykro mi. Możesz szukać, gdzie chcesz.

– Ty jesteś dowódcą, to ty masz szukać – odgryzł się naczelnik. – A ja się będę zajmował tym, co należy do mnie. Ale w ciągu godziny grupa powinna już iść. Zrozum, myślimy obaj różnymi kategoriami. Nie można przecież załatwiać tylko bieżących spraw! A jeśli tam się stało coś poważnego?

– A po mojemu, Władimirze Iwanowiczu, to jesteś w gorącej wodzie kąpany. W zbrojowni mamy jeszcze dwie nienaruszone skrzynie amunicji 5,45 mm – starczy spokojnie na półtora tygodnia. A i u mnie w domu pod poduszką coś niecoś się zawieruszyło – starzec uśmiechnął się obnażając mocne żółte zęby – cała skrzynka się uzbiera. Problem nie w nabojach, a w ludziach.

– Wiesz co, ja ci lepiej powiem, w czym problem… Za dwa tygodnie, jeśli nie przywrócimy dostaw, trzeba będzie zamykać śluzy w południowych tunelach, bo bez amunicji ich nie zatrzymamy. Czyli nie będziemy mogli doglądać i naprawiać dwóch trzecich naszych turbin wodnych. Po kolejnym tygodniu zaczną się rozregulowywać. Zakłócenia w dostawach prądu nikogo
w Hanzie nie ucieszą. W najlepszym razie zaczną szukać innych dostawców.
W najgorszym… Zresztą, nie chodzi o prąd! W tunelach pusto już prawie od pięciu dni, ani żywej duszy! A jeśli doszło do zawału? Coś się oberwało? A jeśli jesteśmy teraz odcięci?

– Daj spokój! Kable energetyczne są w porządku. Cyferki na licznikach się kręcą, prąd płynie, Hanza z niego korzysta. Gdyby coś się zawaliło, od razu byś się dowiedział. Nawet jeśli, dajmy na to, jest to dywersja, to nie telefon by nam odcięli, tylko przewody elektryczne. A jeśli chodzi o tunele, to kto by tu przychodził? I w lepszych czasach nikt do nas nie zaglądał. Sam Nachimowski Prospekt to wyzwanie… W pojedynkę nikt się tam nie przedrze, a obcy handlarze już się do nas nie pchają. No, i bandyci, jasna sprawa, też się już nasłuchali, nie na darmo za każdym razem puszczaliśmy jednego żywego. Mówię ci, nie panikuj.

– Łatwo ci mówić – burknął Władimir Iwanowicz, podnosząc przepaskę znad pustego oczodołu i ocierając pot z czoła.

– Dam ci trzech. Na razie, prawda, więcej nie potrzeba – powiedział już łagodniej starzec. – I dosyć tych papierosów. Wiesz przecież, że nie mogę tym oddychać, a jeszcze sam się trujesz! Napijmy się lepiej herbaty …

– A to zawsze chętnie – naczelnik zatarł ręce. – Mówi Istomin – mruknął do słuchawki telefonu – herbatę dla mnie i pułkownika.

Pobierz fragment Pobierz fragment
do góry Insignis