18 / 05 / 2034

Metro2033

Wydawnictwo Insignis
Otwórz player w nowym oknie

Fragmenty

Metro 2034. Fragment drugi. Oczekiwanie.

Nie wrócili ani we wtorek, ani we środę, ani nawet we czwartek, umówiony jako termin ostateczny. Pierwszy posterunek pełnił służbę przez całą dobę i gdyby wartownicy usłyszeli choć echo wołań o pomoc, dostrzegli słaby odblask światła na wilgotnych, ciemnych ścianach tunelu, to naprzód, w kierunku Nachimowskiego Prospektu natychmiast wysłano by oddział szturmowy.

Napięcie rosło z każdą godziną. Najlepsi żołnierze, doskonale wyposażeni i przygotowywani specjalnie do takich zadań, czuwali na okrągło. Talia kart, przy których zabijało się czas między jednym alarmem a drugim, już drugą dobę pokrywała się kurzem w szufladzie biurka w wartowni. Zwyczajowe pogaduszki przeszły w ciche, niespokojne rozmowy, a te w ciężkie milczenie: każdy miał nadzieję, że pierwszy usłyszy echo kroków powracającej karawany. Zbyt wiele od niej zależało.

 Mieszkańcy Sewastopolskiej, z których każdy – od pięcioletniego chłopca do zgrzybiałego starca – umiał obchodzić się bronią, przekształcili ją w niedostępną twierdzę. Najeżona gniazdami karabinów maszynowych, zasiekami z drutu kolczastego, a nawet zespawanymi z szyn zaporami przeciwczołgowymi stacja – zdawałoby się całkowicie zabezpieczona – mogła w każdej chwili upaść.

Jej piętą achillesową był ciągły brak amunicji.

Gdyby mieszkańcy jakiejkolwiek innej stacji byli zmuszeni mierzyć się z tym, co każdego dnia musieli powstrzymywać ludzie na Sewastopolskiej, z pewnością nawet nie myśleliby o jej obronie, lecz uciekliby jak szczury z zalanego tunelu. Nawet potężna Hanza – związek stacji Linii Okrężnej – po kalkulacji zysków i strat raczej nie zdecydowałaby się rzucić sił potrzebnych do obrony Sewastopolskiej. Co prawda jej znaczenie strategiczne było znaczne, lecz mimo to gra nie była warta świeczki.

Energia elektryczna była rzeczywiście bardzo droga. Do tego stopnia, że sewastopolczycy, którzy wybudowali jedną z największych elektrowni wodnych w metrze, za zyski z dostaw prądu do Hanzy zamawiali u nich całe skrzynie amunicji i wciąż byli na plusie. Wielu z nich musiało jednak płacić nie tylko nabojami, ale i swoim zmarnowanym, urwanym życiem.

 Wody gruntowe, które Sewastopolska błogosławiła i przeklinała, oblewały ją ze wszystkich stron, niczym wody Styksu oblewające kruchą łódź Charona. Poruszały łopatkami dziesiątek turbin, zbudowanych przez samouków w tunelach, jaskiniach, łożyskach podziemnych strumieni – wszędzie, dokąd mogły się dostać grupy inżynieryjno-zwiadowcze, dając światło i ciepło samej stacji i dobrej trzeciej części Linii Okrężnej.

Woda nieustannie podmywała podpory tuneli, wyżerała cement spojeń, spokojnie szemrała gdzieś całkiem blisko za ścianami holu stacji próbując uśpić czujność jej mieszkańców. Wreszcie, nie pozwalała zasypywać zbędnych, nie używanych tuneli, z których na Sewastopolską nieprzerwanie, niczym jadowita stonoga wciskająca się do maszynki do mięsa, szły całe hordy koszmarnych stworów.

Mieszkańcy stacji, załoga tej żeglującej po piekielnych wodach fregaty, byli zmuszeni po wsze czasy odnajdywać i zalepiać wszystkie nowe szczeliny, bo ich okręt dawno już zaczął przeciekać, a przystań, w której mógłby odzyskać spokój, po prostu nie istniała.

I jednocześnie musieli odpierać atak za atakiem potworów wciąż próbujących wedrzeć się abordażem z Czortanowskiej i Nachimowskiego Prospektu… Wypełzających z szybów wentylacyjnych, wypływających wraz z wartkimi, mętnymi strumieniami ścieków, rwących z południowych tuneli.

Zdawało się, że cały świat powstał przeciw sewastopolczykom, nie szczędząc wysiłków, by wymazać ich schronienie z planu metra. A ci do końca trzymali się swojej stacji, jakby oprócz niej w całym wszechświecie nic im nie zostało.

Ale jakkolwiek biegli byli miejscowi inżynierowie, jakkolwiek doświadczonych i bezlitosnych żołnierzy wychowywałaby Sewastopolska, nie mogli ochronić swojej siedziby bez amunicji, bez żarówek do reflektorów, bez antybiotyków i bandaży. Wprawdzie stacja produkowała elektryczność i Hanza była gotowa dobrze za nią płacić, ale Linia Okrężna miała też innych dostawców i własne źródła, zaś sewastopolczycy bez pomocy z zewnątrz prawdopodobnie nie przetrwaliby nawet miesiąca. A najbardziej przerażające byłoby zostać bez amunicji.

Silnie chronione karawany co tydzień wyruszały w stronę Sierpuchowskiej, by na otwarty u kupców Hanzy kredyt kupić wszystkie potrzebne rzeczy i nie zatrzymując się nawet na godzinę wracały do domu. I póki kręciła się Ziemia, póki płynęły podziemne rzeki i trzymały sklepienia wzniesione przez budowniczych metra, ten porządek nie powinien się zmieniać.

Pobierz fragment Pobierz fragment
do góry Insignis