18 / 05 / 2034

Metro2033

Wydawnictwo Insignis
Otwórz player w nowym oknie

Fragmenty

Metro 2034. Fragment dziesiąty. Decyzja.

Po raz pierwszy w ostatnich dniach atmosfera w gabinecie Istomina oczyściła się: jak gdyby przed chwilą rozpętała się tu i przewaliła bezgłośna nawałnica, przynosząc tak długo oczekiwane rozładowanie napięcia. Nie było już po co dyskutować. Lepszego komandosa niż Hunter nie było; jeśli on też zginie w tunelach, sewastopolczykom zostanie tylko jedno.

– Wydać polecenie przygotowania operacji? – pierwszy spytał pułkownik wiedząc, że naczelnik stacji i tak zacznie o tym mówić.

– Trzy doby powinny ci wystarczyć – Istomin szczęknął zapalniczką i zmrużył oczy. – Dłużej nie możemy na nich czekać. Jak myślisz, ilu ludzi będzie potrzeba?

– Jedna grupa uderzeniowa czeka na rozkazy, zajmę się resztą; zostało jeszcze około dwudziestu ludzi. Jeśli pojutrze od nich – pułkownik wskazał głową w stronę wyjścia – nie będzie żadnych wieści, ogłaszaj powszechną mobilizację. Będziemy starali się przebić.

Istomin podniósł brwi, ale zamiast coś powiedzieć, głęboko zaciągnął się trzaskającym skrętem. Denis Michajłowicz zgarnął kilka walających się po stole pokreślonych kartek papieru i zbliżając do nich oczy krótkowidza zaczął wyrysowywać na nich tajemnicze schematy i wpisywać w kółeczka nazwiska i pseudonimy.

Przebić się? Naczelnik stacji patrzył ponad siwą głową pułkownika i poprzez gęsty tytoniowy dym na wielki plan metra wiszący za plecami starca. Pożółkły i zatłuszczony, upstrzony znaczkami: strzałkami przerzutów wojsk i kółkami oblężeń, gwiazdkami posterunków i wykrzyknikami oznaczającymi strefy zamknięte plan ten był kroniką ostatniej dekady – dziesięciolecia, w którym nie było spokojnego dnia.

Poniżej Sewastopolskiej zapiski urywały się zaraz za Jużną: za pamięci Istomina nikt stamtąd nie wrócił. Długa, pełznąca w dół niczym rozgałęziony korzeń linia pozostała dziewicza. Zdobycie Linii Sierpuchowskiej okazało się ponad siły sewastopolczyków; wątpliwe czy wystarczyłoby na to wszystkich sił osłabionej chorobą popromienną ludzkości.

Teraz siwy dym niewiadomej spowijał również ten odcinek ich linii, który z uporem parł do góry, do Hanzy, do ludzi. Nikt z tych, którym pułkownik rozkaże gotować się do walki, nie odmówi. Na Sewastopolskiej wojna na wyniszczenie człowieka, która zaczęła się ponad dwadzieścia lat wcześniej, nie ustawała nawet na chwilę. Kiedy przez wiele lat żyje się w obliczu śmierci, strach przed umieraniem ustępuje obojętności, fatalizmowi, przesądom i zwierzęcym instynktom. Lecz kto wie, co czekało ich tam, między Nachimowskim Prospektem a Sierpuchowską? Kto wie, czy można było w ogóle przebić tę zagadkową blokadę i czy było się dokąd przebijać?

Wspomniał swój ostatni pobyt na Sierpuchowskiej: stragany na bazarze, legowiska włóczęgów i rozpadające się parawany, za którymi śpią i kochają się zamożniejsi mieszkańcy. Nie hodowano tam nic własnego, nie było szklarni ani zagród dla zwierząt. Cwani, obrotni mieszkańcy Sierpuchowskiej żyli ze spekulacji, odsprzedawali zleżały towar kupiony za bezcen od spóźnionych karawan i świadczyli obywatelom Linii Okrężnej usługi, za które w domu czekałby ich sąd. To nie była stacja, tylko pasożytniczy grzyb, narośl na potężnym cielsku Hanzy.

Związek bogatych handlowych stacji Linii Okrężnej, celnie ochrzczony Hanzą, jako ostatnie wspomnienie o swoim niemieckim pierwowzorze, pozostał ostoją cywilizacji w pogrążającym się w otchłani barbarzyństwa i nędzy metrze. A Hanza… Hanza to była regularna armia, światło elektryczne nawet na najbiedniejszych stacyjkach i gwarantowany kawałek chleba dla każdego, kto miał w paszporcie drogocenną pieczątkę oznaczającą obywatelstwo. Takie paszporty kosztowały na czarnym rynku majątek, ale jeśli posiadacza fałszywki udało się przyłapać pogranicznikom Hanzy, płacić musiał głową.

Oczywiście bogactwo i potęga były udziałem Hanzy dzięki jej położeniu: Linia Okrężna opasywała wiązkę wszystkich pozostałych nitek, poprzez stacje przesiadkowe dawała dostęp do każdej z nich i łączyła je w jedno. Straganiarze wiozący herbatę z WOGN-u i drezyny dostarczające amunicję z fabryk na Baumańskiej, wszyscy woleli zdać towar w najbliższym punkcie celnym Hanzy i wracać do domu. Lepiej już dostać mniej pieniędzy niż w pogoni za zyskiem porywać się na wyprawę przez całe metro, wyprawę, która w każdym momencie mogła skończyć się tragicznie.

Hanza przyłączała czasem przylegające do niej stacje, ale częściej były one zostawiane własnemu losowi i za jej zgodą stawały się szarą strefą, gdzie prowadzono te interesy, na których nie chcieli być przyłapani hanzeatyccy bonzowie. Stacje promieniste były oczywiście pełne szpiegów i agenci Hanzy od samego początku mieli je w kieszeni, lecz formalnie pozostawały niezależne. Tak właśnie było z Sierpuchowską.

Pobierz fragment
do góry Insignis