Administrator
Metro2033_admin
Liczba postów: 29
|
Napisano: 2011-11-21 01:30:33
Zachęcamy do zamieszczania w tym wątku Waszych recencji Pitera. Wybierzemy z nich 5 według nas najciekawszych i nagrodzimy egzemplarzem książki z autografem Dmitrija Glukhovskiego. Na recenzje czekamy do 1 grudnia.
|
Użytkownik
nekonero
Liczba postów: 2
|
Napisano: 2011-11-21 12:56:07
Powieść Szymuna Wroczka "Piter" to pierwsza część z cyklu "Metro Uniwersum" - projektu Dmitrija Głuchowskiego. Jest to również pierwsza historia w całości poświęcona petersburskiemu podziemiu oraz okolicom grodu Piotra.
Jestem przekonany, że autor sprostał oczekiwaniom czytelników. Powieść karmi fantazję odbiorcy swoim rozmachem oraz bogactwem zdarzeń, z którymi przyjdzie zetknąć się głównym bohaterom. Bohaterowie to charaktery różniące się od siebie. Jednak z czasem ich los przeplata się, co prowadzi do zawiązania się przyjaźni, w której gotowość do poniesienia ofiary na rzecz drugiej osoby jest na porządku dziennym. W trakcie całej historii, bohaterów czekają nieoczekiwane zwroty akcji wystawiające ich na wiele prób. Pod koniec tej historii autor uchyla rąbka tajemnicy, która nie daje spokoju czytelnikowi podczas wędrówki petersburskim metrem, a pytania z niej zrodzone nurtują umysły, które chcą więcej i więcej.
Początkowo powieść przywołuje na myśl "robinsonadę", a dokładnie przedstawienie codzienności piterskich "dzieci podziemi" - pracę, "rozrywki", stosunki jakie między nimi panują. Jednak po kilkunastu przebytych stronicach pochłania kryminalny thriller akcji, w którym podobnie jak do głównego bohatera Iwana także do czytelnika zaczyna docierać, że nic nie jest takie proste jak by się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Wojna pomiędzy stacjami wisi w powietrzu!
Wroczek już od samego początku nie jest zainteresowany powielaniem schematów swojego poprzednika. Klimatycznie zbliżył się jednak do kultowej niegdyś powieści "Malevil" Roberta Merle, która również opowiada o garstce ocalałych po wojnie atomowej. Ocalałych, którzy "grali" w wojny i "królestwa", udowadniając, że nawet tak straszliwa katastrofa nie czyni ludzi mądrzejszymi. Można przywołać filmy takie jak druga część "Mad Max" i "Wodny świat". Różnicy koncepcyjnej pomiędzy tamtymi światami, a światem "Metra" po prostu nie ma. Ludzie zawsze pozostaną ludźmi - miłość i nienawiść, inteligencja i głupota, lojalność i zdrada nieprzerwanie idą w parze.
"Piter" stylem przywołuje nostalgię związaną z wojskową prozą czasów sowieckich - coś w duchu "W okopach Stalingradu" Wiktora Niekrasowa. Olbrzymie wrażenie wywołują małe epizody na powierzchni, w apokaliptycznym ujęciu opuszczonego Petersburgu, gdzie włóczą się straszne potwory.
Krąży po głowie bluźniercza myśl, że "Piter" to najlepsza ze wszystkich "undergroundowych" pozycji, które ukazały się w Polsce nakładem wydawnictwa Insignis. Tak, tak! Lepsza od pozycji źródłowych autorstwa samego guru Dmitrija. Czytelnik nie uświadczy tutaj momentów, w których "autorowi chce się spać, ale wypadałoby napisać coś jeszcze" (u Głuchowskiego takie momenty zdarzały się w "Metrze 2033" w samym środku opowieści, a w kontynuacji ("2034") już w fazie początkowej. Można zachwycać się powieścią, można doszukiwać uchybień (a i owszem, istnieją takowe, ale nie powinniśmy się ich zbytnio czepiać), jak drobne niespójności w fabule czy motyw Aurory. Oczywistym jest też wtórność tekstu w stosunku do klasycznych dzieł postapokaliptycznych, chociaż jest to niezwykle trudne do uniknięcia. Jednak o wiele lepszym sposobem na wyrobienie sobie własnej opinii będzie jak najszybsze zapoznanie się ze światem przedstawionym przez niewątpliwie interesującego pisarza, jakim jest Szymun Wroczek.
Satysfakcjonującej lektury!
|
Użytkownik
HAVLO
Liczba postów: 3
|
Napisano: 2011-11-23 22:38:46
"Piter" Szymuna Wroczka, to pierwsza z wydanych w Polsce książek, serii Uniwersum Metro 2033. Powieść osadzona jest tym razem w Petersburskim metrze, a częściowo także na powierzchni najbardziej "zachodniego" z miast Rosji, położonego nad Newą. Główny bohater powieści - Iwan, na co dzień parający się niebezpiecznym zawodem diggera, mieszkaniec stacji Wasilieostrowskiej bierze udział w wojnie przeciwko "Chodnikom" zamieszkującym stację Plac Powstania. Wojnę wywołały podejrzenia o kradzież niezbędnego do przeżycia agregatu prądotwórczego, właśnie przez Chodników. Z czasem jednak wraz z Iwanem dowiadujemy się, że to wydarzenie to dopiero początek podziemnej intrygi.
Wroczek w swojej książce zaprezentował nam bardzo pieczołowicie wykreowane postaci. Dzięki głębokiej analizie aspektów psychologicznych, bohaterowie przedstawieni w książce stają się bliscy czytelnikowi i łatwo mu się z nimi utożsamiać. Sama postać Iwana jest idealnym odwzorowaniem rosyjskiego, dwojakiego charakteru. Zawód Iwana wymaga od niego chłodnej kalkulacji, bezceremonialności i konsekwencji. Twardy charakter umożliwił mu przeżycie w trudnych warunkach 25 lat, choć nie wszystkie z nich spędził w podziemiach Petersburskiego metra, w którym znalazł się z matką i wujem. W trakcie zagłębiania się w lekturę dowiadujemy się, że pod powłoką jego grubej skóry chowa się osoba obdarzona niezwykłą zdolnością czy wręcz skłonnością do empatii, lojalna i mocno uczuciowa, jak na warunki życia diggera oczywiście.
Świat podziemnego metra, jak świat na powierzchni, ukazany jest również z niezwykłą dbałością o detale co daje poczucie realności a gdy nasz umysł projektuje te post-apokaliptyczne obrazy w wyobraźni, po ciele niejednokrotnie przebiega nam nerwowy dreszcz. Oczywiście sam styl kreacji różni się nieco od tego, który zaprezentował nam prekursor "Uniwersum" Dmitrij Głuchowski w "Metro 2033", lecz nie należy tego traktować jako wadę. Specyfika tych dwóch książek jest nieco inna więc i sposób opowiadania będzie się nieznacznie zmieniał. Trzeba jednak oddać Wroczkowi, że linia powieści jest spójna a napięcie budowane w sposób, który uniemożliwia odłożenie książki na półkę bez chwili zastanowienia co będzie dalej. Otwarte zakończenie książki, nawet po przeczytaniu epilogu pozostawia w nas poczucie niedosytu i po raz kolejny ciężko oprzeć się wrażeniu, że o to właśnie autorowi chodziło...
|
Użytkownik
adekpl
Liczba postów: 1
|
Napisano: 2011-11-26 21:30:12
Serdecznie zapraszam do czytania !!Książka jest bardzo ciekawa pełna emocji i tajemniczości wprawde nie jest to lektura szkolna ,,Tajemniczy ogród,, ale jest to książka warta przeczytania więc niema co mówić ,tylko biegnijcie do EMPIKU i kupujcię to wspaniałą księżke bo naprawde warto!!!!:)
Adekpl
|
Użytkownik
Pstapre
Liczba postów: 402
|
Napisano: 2011-11-27 13:50:27
Powieść \"Piter\" Szymuna Wroczka to pierwsza z książek projektu Dmitrija Głuchowskiego \"Uniwersum Metro 2033\" w Polsce, wydana przez Wydawnictwo Insignis.
Nie ukrywam, że czytając fragmenty książki na oficjalnej stronie \"Metro 2033\", byłem nieco zniesmaczony na powieść Szymuna Wroczka. Myślałem, że romans przysłoni całą fabułę książki i w ostateczności straci ona klimat postapokaliptycznego świata... Bardzo się myliłem. Autor umiejętnie prowadzi akcję swej książki, przez co jest ona wyjątkowa na swój gatunek.
Ale zacznijmy od początku - akcja powieści toczy się w Petersburgu, a dokładniej (jak wiadomo) w Petersburskim metrze. Bohaterem głównym jest Iwan, nie wątpliwie ciekawa postać.
Do głowy przychodzi myśl - czy Piter może dorównać fenomenowi Dmitrija Głuchowskiego ? A czemu nie ! Mimo tego iż po przeczytaniu mam lekki niedosyt tych \"brudów i śmierci\", których w \"Metro 2033 i 2034\" były wykreowane świetnie, to Pitera położę na półcę książek najbliższych mojemu sercu.
Żeby nie było tak pięknie, niestety trzeba przyznać, że Piter nie jest książką prowadzącą fabułę w taki sposób jak Metro 2033 - lecz - może po prostu, Szymun Wroczek ma taki styl pisania, i tworząc powieść nieco odmienną do książek Dmitrija Głuchowskiego, miał właśnie na myśli to, by pokazać coś innego.
Dodam coś od siebie, że metro 2033 było pierwszą książką jaką przeczytałem, byłem niesamowicie "napalony" na coś podobnego do powieści Głuchowskiego, dlatego chwila po, wyszło "Metro 2034", które jak dla mnie okazało się być bardzo słabe. Dlatego tym bardziej jestem ucieszony, że w rekompensatę pieniędzy wydanych na powieść, dostałem Pitera, który nie jest taki zły.
Ja - już nie mogę doczekać się kolejnych książek cyklu Uniwersum Metro 2033.
Wykreowane dialogi, fabuła powalająca na kolana, wymyślne lecz trzymające dreszcz zjawiska paranormalne... Tego w Piterze nie spotkacie, natomiast mimo tych wad, na prawdę polecam powieść Szymuna Wroczka ! Jak już pisałem, możliwe, że autor chciał właśnie pokazać coś takiego, coś nowego w świecie postapokaliprycznych książek.
Co ciekawe, powieść tą można polecić nawet osobą które nie czytały \"Metro 2033\" i 2034.
Humor, nieco miłości, inny styl pisania - ostatecznie nie miały wpływu na fenomen Pitera. Powieść ta, jest taka jaka powinna, i mieczem żelaznym będe bronił jej dobrej opini.
|
Użytkownik
Battiush
Liczba postów: 2
|
Napisano: 2011-11-27 19:40:07
"Hura!" mógłby krzyknąć z zachwytem Artem, Hunter, Marynarz i cała reszta gdyby mieli tą świadomość, że gdzieś poza moskiewskim metrem żyją inni, którzy ocaleli przed zagładą. Tak i my dziś możemy krzyczeć "hura!". A powód ku temu jest dokładnie ten sam- gdzieś tam żyją inni ludzie, w innych miastach i metrach. A to oznacza prawdziwą książkową ucztę dla koneserów klimatów Post-Apo!
Najnowszy projekt Dmitra Glukhovskiego zakłada zaproszenie różnych pisarzy, którzy stworzą kolejne powieści obsadzone w uniwersum Metra 2033. "Piter" jest właśnie pierwszą książką z tej nowej-starej serii. Czy Szymun Wroczek sprostał zadaniu? Czy świat przez niego wykreowany jest równie plastyczny i namacalny? Cóż, przekonajmy się!
Jak już gdzieś wspomniałem (albo i nie), fabuła ma miejsce w mieście Piotra I- Sankt Petersburgu. Głównym bohaterem jest Iwan- człowiek który za chwilę ma stanąć na ślubnym kobiercu. Pewne wydarzenia jednak zmuszają go do odsunięcia tego wydarzenia w czasie. Oto bowiem agregat, dzięki któremu rodzima stacja Wasilieostrowska ma prąd, znika. Tak w największym skrócie i uproszczeniu rozpoczyna się historia.
Oczywiście podróż, którą odbędzie Iwan wraz z towarzyszami, okaże się być dużo bardziej skomplikowana i zagmatwana aniżeli to z początku się mogło wydawać. Przejść 4 stacje? Cóż to było dla wytrwałych diggerów, wojskowych i innych ludzi żyjących w metrze. A jednak- "Wycieczka" która rozgrywa się na prawie 600 stronach książki okaże się niemal tak EPICKA (a właśnie tak!) jak ta którą odbył Odyseusz. Chciałbym tu pokrótce napisać i o zwiedzaniu kolejnych stacji metra jak i o wyjściu na powierzchnię ale nie chcę psuć zabawy- warto samemu zapoznać się bliżej z losami ludzi spod (dosłownie "spod") byłego Leningradu. A końcówka była tak wzruszająca jak tonący Titanic- tylko że w podwójnej dawce. Coś niesamowitego, aż (naprawdę!) mało nie uroniłem łez...
Muszę przyznać że do książki zasiadałem z wielkim entuzjazmem jak i pewną obawą. W końcu to nie dzieło Dmitria a kogoś, komu ten zaufał, powierzył swoje dzieciątko. Pierwsze strony mnie? Zniechęciły. Byłem zaskoczony taką reakcją, niemniej jednak taka była. Niestety ciężko czytało mi się (całą) książkę a to ze względu na to, w jaki sposób autor ją napisał. Pełno w niej dygresji, między jednym zdaniem dialogu a drugim potrafi się znajdować cały akapit metafory sytuacji. Jak dla mnie działało to tak jak "strumień świadomości" (czy też monologu wewnętrznego)- kiedy autor stara się pokazać w jaki sposób pracuje ludzki mózg, jak myśli chaotycznie przeskakują z jednego toru na drugi. Owszem, technika ciekawa i niczego sobie... Ale czyta się trudno, uwierzcie na słowo. Nawet wyrazy spod szyldu onomatopei (tak tak- wyrazy dźwiękonaśladowcze jak chlup, bulp czy plask, nie wspominając o Trr, Trrrr, Trrrr) potrafiły wprowadzić mały zamęt do mojej głowy i wyobrażonego w niej świata metra. Również styl- Hmm, nazwałbym go syndromem "sesji RPG opisujący wszystko mechanicznie" (Iwan wstaje. Podchodzi do drzwi i myśli. Zawraca do łóżka. Kładzie głowę na poduszkę i nie może zasnąć)nie do końca do mnie przemawiał. Dziwnie się to wszystko czytało. Może dlatego, że mało takich rzeczy spotkałem w swoich dotychczasowych lekturach w ogóle? Nie wiem. Nie powiem aby było to jakieś przestępstwo, niemniej jednak mnie osobiście delikatnie przeszkadzało w odbiorze książki.
Chciałbym też wspomnieć co nieco o wydaniu książki. Przede wszystkim zachwyca mnie stylowa okładka ze świetną grafiką człowieka w masce (diggera?),szczątków statku i złowieszczej mątwy/macki wystającej z wody. Co do napisu to są te same, piękne tłoczone litery i cyfry które tak dobrze znamy. Tym razem są jednak złote. Nie chciałbym tu marudzić ale nie wiem jak długo pożyją- w moich poprzednich książkach napisy zaczęły się po prosu łuszczyć i zamiast pięknego srebrnego tekstu mam niewidoczne wytłoczki na które muszę patrzyć pod kątem do światła aby coś zobaczyć. Obawiam się że ten sam los spotka i te napisy z książki "Piter". Ponarzekać muszę także na mapę metra. To że nie jest ono w formie wkładki w środku książki jakoś tam bym przełknął i przyjął z godnością (chociaż osobiście wolałbym ostatnią stronę książki lub rozkładaną prawą okładkę). Rozumiem że metro w Petersburgu nie jest tak okazałe jak Moskiewskie i na wkładkę nie zasłużyło. No dobrze. Ale brak legendy? Bym przebolał wszystko, ale żeby legendy nie było do mapy?! Nie wiem czy to wina rodzimego wydawcy czy kogoś innego ale tak się zdarzyć nie powinno.
Wydaje się, że na książkę ponarzekałem i zmieszałem z błotem. Werdykt jednakże może być tylko jeden- jeśli polubiłeś "Metro 2033" i "2034" powinieneś również sięgnąć po "Piter" aby wiedzieć co Cię czeka w przyszłości. Jeśli nie zaznajomiłeś się z poprzednimi książkami po "Piter" możesz sięgać śmiało gdyż nijak się to nie zazębia z historiami ze stolicy Rosji (może poza wzmianką jak to tam dobrze się żyje i je ale nie ma to większego znaczenia).
Metro w Petersburgu to taka uboga kuzynka tego z Moskwy. Ale jednak równie piękna i mądra. Może to nie ta sama książka co Dmitra- ale w końcu kto inny ją napisał. I właśnie w tym tkwi jej cudność. Teraz wystarczy tylko czekać na opowieści z kolejnych miejsc podziemnego schronu atomowego.
Po przeczytaniu "Metro 2033" było mi wstyd za ludzkość... Po "Metrze 2034" znów zacząłem w nas wierzyć. Po lekturze "Piter"- wiem, że nic się w nas nie zmieniło...
|
Użytkownik
Spiff
Liczba postów: 2
|
Napisano: 2011-11-29 13:39:37
W końcu nadszedł ten dzień. Na dworze panował chłód, który przebijał się do mojego mieszkania. Od jakiegoś czasu krążą pogłoski o nowym materiale - brzmiało to tak abstrakcyjnie, że wolałem nie ulegać dzikiej ekscytacji - cóż to może być? Pomimo szaroburych myśli, które idealnie łączyły się z panującą na zewnątrz atmosferą... Postanowiłem udać się poza zapory mojej "skromnej stacji", aby sprawdzić prawdziwość tychże informacji. W duszy wciąż byłem przesiąknięty moskiewskimi klimatami - popijając herbatę o wyimaginowanym posmaku grzybów z WOGN-u. Nie było tak łatwo dopuścić do siebie coś spoza...
Najpierw trzeba się odpowiednio przygotować do wyprawy. Ciepłe ubranie, które nie przepuszcza mrozu do ciała, rękawiczki bez zakończeń na palce, ażeby ewentualnie wypłacić należytą kwotę. Ostatni łyk czarodziejskiego płynu... Czas ruszać! Zegarek wybił ustaloną godzinę - w miarę wczesną, żeby nie spotkać na swojej drodze nieproszonych gości. Kim byli? Niby wyglądają tak samo jak ja, lecz wolę im nie ufać i trzymać się z daleka... Choć z zewnątrz panuje na ich twarzach spokój to w środku może znajdować się wilk, który tylko czeka, by wydostać się na zewnątrz... Ostrożnym krokiem przesuwałem się w miejsce docelowe - od czasu do czasu rozglądając się na boki w poszukiwaniu światełka wśród tych szarych monumentów. Gdy tylko znalazłem się w pomieszczeniu, gdzie miał znajdować się ów przedmiot ostrożnie zacząłem przeszukiwać półki. Wszędzie uderzało oślepiające światło i ciepłe powietrze, aż chciało się pozbyć swojego odzienia ochronnego. Była tu masa książek wśród których przemieszczało się paru Bibliotekarzy - trzeba było potraktować ich z należytą ostrożnością i względnym szacunkiem. Czuję się obco w takich miejscach, lecz misja była bardzo ważna! W końcu po paru minutach poszukiwania ku mojemu zadowoleniu ukazała się długo wyczekiwana rzecz. Wcześniejsze informacje okazały się prawdziwe! Tym razem los nie zagrał smętnej piosenki, która drwiącym głosem igrała z moim życiem. Chwyciłem za skarb - zapłaciłem niską jak za taki przedmiot kwotę i udałem się z powrotem do swojej krypty. O dziwo wszystko odbyło się bez problemów. Było pięknie.
Książka...
I tu rodzi się zabawna kwestia. Jakoś nigdy nie przepadałem za książkami. Od czasu do czasu człowiek lubi oddać się lekturze, lecz nie jest to priorytetem. Tym bardziej trzeba docenić fakt, że z pozoru obca rzecz potrafi przyciągnąć myśli "laika" na wiele godzin... które trzymają się w głowie przez jeszcze dłuższy czas. Jak ten "prostokątny przedmiot" przeładowany treścią mógł stać się dla mnie tak ważny? Dmitry Gluhkhovsky - człowiek, który stworzył fascynujący, nowatorski świat osadzony w post-apokaliptycznym metrze roku 2033/2034, postanowił utrzymywać przy życiu swoje dzieło dopuszczając do głosu innych artystów! Tak powstało pełne uniwersum, które w końcu trafiło do Polski. Poprzednie części tak mnie do siebie przekonały, że książki stają się dla mnie bardzo ważnym elementem! Lepiej późno niż wcale. Zaufałem Dmitriemu i dałem szansę następnej sygnowanej przez niego opowieści - tym razem stworzonej przez Szymuna Wroczka.
"Metro 2033: Piter" przenosi nas do podziemi Petersburga, gdzie apokalipsę przetrwali Ci, którzy mieli po prostu szczęście... Iwan Mierkułow - główny bohater opowieści - ma niedługo poślubić wybrankę swego serca. Osiedlił się on na stacji o nazwie Wasilieostrowska, gdzie żyje jako digger (tak nazywa się tych, którzy udają się poza "żyły metra" - na powierzchnię; do świata, który już nie należy do ludzkości... miejsca gdzie panuje inny ekosystem). Wszystko zaczęło się w końcu układać - stabilizacja to to czego wszyscy poszukujemy. Jednakże godne życie na stacji przerywa straszne wydarzenie. Zostaje wykradziony agregat prądotwórczy, o co oskarżani są mieszkańcy innej części metra - nazywani Chodnikami. Wszystkie plany Iwana zostają przełożone ponieważ agregat daje życie Wasilieostrowskiej - podtrzymując przy tym uprawy, jedzenie etc. Dając najważniejszą w ciemnej czeluści ludzkiej egzystencji rzecz... światło.
"Piter" to książka, która mocno różni się od dwóch znanych nam wcześniej poprzedniczek. Jest dużo bardziej surowa - w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Historia, która wylewa się nam z kartek od pierwszych liter jest prosta i przystępna dla odbiorcy. Okraszona charakterystycznym klimatem. Jednakowoż potrafi przepuścić pomiędzy wersami wiele wartości naznaczonych słynnym "podwójnym dnem". Z pozoru oczywista rzecz przeradza się w spory konflikt. Potrafi poddać próbie nasze postrzeganie "dobra", a "zła" - jest to subtelna kwestia, której nie można od razu poddawać ocenie. Wszystko zależy od tego po której stronie siedzimy. Trzeba mieć otwarty umysł. Iwan stawi czoła - wraz z czytelnikami - wielu przeciwnościom. Na swojej drodze spotka wiele ciekawych postaci, z którymi przyjdzie mu poznawać kolejne zakątki metra. Muszę koniecznie podkreślić fakt, iż kolejne zejście do podziemi wciąż zaskakuje. Niby po raz kolejny mamy do czynienia z metrem jednakże Szymun Wroczek w sposób interesujący przedstawia jego oblicze. Człowiek ma wrażenie jakby przybywał tam pierwszy raz - w szczególności podobało mi się "pływające miasto", ale nie będę zdradzał zbyt wiele, ażeby nie odebrać przyjemności z czytania. W żadnym wypadku nie można tu mówić o "zmęczeniu materiału". Opowieść jest interesująca i trzyma poziom do ostatnich kartek (została podzielona na trzy duże sekcje - przy których przygrywa nam kawałek bluesowej piosenki Toma Waitsa). Potrafi do tego parę razy skutecznie zaskoczyć. Nie brakuje tu także metafizyki, która sprawia, że całość nabiera iście magicznego posmaku. To właśnie przyciągnęło mnie najbardziej we wcześniejszych odsłonach "Metra 2033" - ta ciągła niewiedza i ciekawość, która płynie z opowieści mieszkańców różnych stacji. Na ile zaczyna się prosta wyobraźnia wytworzona w umysłach ludzi, a kiedy rzeczywistość. Wiele aspektów z tejże opowieści potrafi pobudzić wyobraźnię. W "Piterze" tego nie zabraknie - z podsyceniem niektórych motywów ocierających o poetyckość. Gdzie nawet w tak "brudnym" świeci znajdą się motywy tak wysubtelnione, że poruszają serducho!
No więc tak: Mamy fajnego głównego bohatera, mamy ciekawą i przystępną historię, która przechodzi na wyższy poziom, gdzie już nic nie jest takie samo (twisty fabularne). Wszystko to okraszone miodnym klimatem. Czy są jakieś minusy? Według mnie: niezbyt wiele - z pewnością nie odbierają one piękna całości historii. Na początku odrzucać może to, że ciężko jest się zaprzyjaźnić w tej książce z kimś innym niż sam Iwan (główny protagonista). Postacie w pierwszych rozdziałach stanowią jedynie mocne tło i przemykają bez większego zapamiętania. Są zbyt jałowe. Dopiero później parę osób wybija się na pierwszy plan gdzie mają nakreśloną osobowość i stają się kimś w miarę ciekawym... Miejscami też ciężko jest odnaleźć się w myślach samego autora - zanim w pełni zobrazuje nam to co chodziło mu po głowie. Wybija to na chwilę z rytmu. Może są to trywialne zarzuty, ale warto o nich wspomnieć.
Na sam koniec zostawiłem ocenę wizualnej strony książki. Tu - tak samo jak w przypadku wnętrza - nie mam większych zastrzeżeń. Jedynym bublem jaki mnie dosięgnął tkwił przy pierwszym wydaniu oryginalnego "Metra 2033"; gdzie czcionka na okładce potrafiła się ścierać (pozostawiając brzydkie czarne kreseczki). Zostało to poprawione w kolejnej odsłonie ("Metro 2034") - teraz też nie ma z tym problemu! Czcionka jest lekko wypukła i wpada w lekko złoty kolor sprawiając wrażenie "eleganckiej". Naprawdę ładnie to wygląda na tle ciemnej szaty graficznej na której widnieje hipnotyzująca postać w masce gazowej stojąca nieopodal łodzi podwodnej. Papier na którym zostało to nadrukowane jest bardzo miły w dotyku - mam wrażenie, że dotykam coś miękkiego/"misiowatego". Z Minusów rozczarował mnie jedynie fakt pozbawienia tego wydania rozbudowanej mapki metra Petersburga. Nie jest ona tak szczegółowa jak wcześniejsze... Do tego znajduje się ona na tylnej okładce (nie w środku na rozwijanym papierze). Z jednej strony to dobrze ponieważ szybko można zajrzeć na trasę wędrówki Iwana po stacjach. Jednakże tamten patent bardziej przypadł mi to gustu.
Reasumując. Moja wyprawa była owocna. Książka raduje fana post-apokaliptycznych opowiastek o ponurej przyszłości i śmiało można po nią sięgać! Nawet jeżeli ktoś nie miał wcześniej do czynienia z oryginalnymi powieściami "Metro 2033", gdyż "Piter" nie jest bezpośrednią kontynuacją tamtych historii. Śmiem nawet stwierdzić, że może to być dobry tytuł startowy dla kogoś kto jeszcze nigdy nie obcował z podobnym gatunkiem. Szymun Wroczek sprostał wielkości narzuconej przez samego Dmitriego i według mnie dobrze rozpoczął start Uniwersum M2033 w Polsce! Tak że maski w ruch i czas ruszać na powierzchnię po własną kopię!
|
Użytkownik
pucka
Liczba postów: 1
|
Napisano: 2011-11-29 23:27:17
Projekt: Dmitry Glukhovsky
Uniwersum Metro 2033
Szymun Wroczek
"Piter"
Sankt Petersburg, wiele lat po katastrofie nuklearnej i wiele metrów pod ziemią, gatunek ludzi walczy o przeżycie. Gnieżdżąc się w tunelach podziemnego metra, żyją z dnia na dzień, próbując przetrwać.
Iwan Mierkułow, to z jego pomocą poznajemy ten mroczny, bezlitosny ale i bardzo fascynujący świat. Iwan ma się żenić, ma stałą prace, chodź niebezpieczną, oraz ugruntowaną pozycje na swojej stacji. Niczego mu nie brak, dopóki z jego "domu" nie znika elementarna rzecz potrzebna do przetrwania.
Agregat, coś co daje światło ludzkości, umożliwia uprawę roślin i obronę przed wrogami.
Iwan, niczym mityczny Odyseusz, opuszcza swą wyspę by zagłębić się w odmęty Petersburskiego metra w poszukiwaniu cennego artefaktu.
W "Metro 2033" autor skupił się równomiernie na opisywaniu świata przedstawionego i bohaterów, w tej pozycji mamy widoczny nacisk na ten drugi. Fabuła zawiera parę bardzo odważnych i ciekawych pomysłów jednak w niektórych miejscach akcja napisana jest zbyt skrótowo, a w kolejnych scenach dnia codziennego, autor bardzo się rozwodzi co może drażnić, jest to jednak jedyna rzecz do której można się przyczepić.
Polecam tą pozycje fanom "Metra2033/2044" ale i osobą które nie miały jeszcze styczności z książkami Dmitrya Glukhovskiego, ponieważ autor "Pitera" zadbał by fabuła była całkowicie jasna dla każdego czytelnika.
|
Użytkownik
lwr
Liczba postów: 3
|
Napisano: 2011-11-30 20:50:23
"Piter" Szymuna Wroczka jest pierwszą książką wydaną w projekcie stworzonym przez Dmitrija Glukhovsky'ego pod nazwą "Uniwersum Metro 2033" , wydawnictwa przez Insignis. I, powiem Wam szczerze, że kiedy dowiedziałem się o tym z zapowiedzi miałem do tego bardzo mieszane uczucia. Na jednej szalce znajdował się sam Glukhovsky wraz ze swoimi dwiema częściami "Metra", które bardzo przypadły mi do gustu, a na drugiej był Wroczek z "Piterem", które przecież, nota bene, fabularnie oferuje bardzo podobny zarys. Ktoś powie: ale to przecież to samo uniwersum, jak inaczej miałoby to wyglądać? I może będzie mieć rację, ale tak naprawdę, kto chce kolejny odgrzewany kotlet zamiast świeżego mięska z chrupiącą panierką? Właśnie. Ale! Jakie moje zdanie jest dziś, czy powieść Szymuna jest równie dobra jak Dmitrija? Czy sprostała moim wymaganiom i zatopiłem się w świecie bez reszty? Zapraszam do recenzji.
Najchętniej zacząłbym od końca i od razu zasypał Was werdyktem, byście już teraz wiedzieli czy biec do sklepu w samych kapciach bądź też z braku laku kiedyś po nią sięgnęli. Myślę, jednak że warto wspomnieć coś o samej akcji, która jest jak matematyka, gdzie na początku wszystko wydaje się proste, a potem sprawy zaczynają się komplikować i rozrastać do rozmiarów wybuchu bomby atomowej.
Iwan Mierkułow, główny bohater powieści postanawia się żenić z piękną i wierną mu Tanią. Niestety zostaje odciągnięty od ołtarza, gdyż ze stacji, w której odbywa się jego najpiękniejszy dzień w życiu, zostaje skradziony agregat prądotwórczy. O "ogołocenie" Wasilieostrowskiej przyjaciele Iwana podejrzewają Chodników - mieszkańców pobliskich stacji. I jak to zwykle bywa, ktoś musi być kozłem ofiarnym. A kto? Nie kto inny jak nasz protagonista, któremu wali się świat na głowę, a on musi go udźwignąć i zaprowadzić porządek. Jak na razie typowo. Jednakże w tym momencie widać artyzm pisarza, który nie pozwala na liniowość fabuły, nie daje nam nawet cienia szansy na to, abyśmy przewidzieli rozwinięcie sytuacji czy to za pięć, dziesięć, piętnaście stron. Co krok pojawiają się nowe postaci, co krok wyskakują nowe komplikacje, co krok czujemy, że jesteśmy dalej od końca zagadki. I tak, MY czujemy, bowiem historia wciąga i dociera do najgłębszych zakamarków naszego umysłu, nie pozwalając nam nawet na wyjście do toalety. Kartki przekładamy już hipnotycznie z wyrazem twarzy: co dalej, co dalej?!
A co z bohaterami? Czy w ogóle jacyś istnieją? Ano są. Nasz digger podróżuje w towarzystwie innych diggerów, którzy mając do przejścia cztery stacje, pokazują swe oblicza, i te prawdziwe i te zakłamane, nie będąc zwykłym tłem dla zapełnienia dziur zachowując się jak neutralne, nikogo nieinteresujące cienie. Powiem więcej, są różnorodni i to jest, kolejne już, dobre posunięcie Szymuna Wroczka, by ta książka trafiła nawet w gusta najbardziej wybrednego czytelnika. "Nie lubisz tego gościa? Dobrze, masz jeszcze tego i tego." Cała paleta zachowań i charakterów. Wg mnie, nic więcej stwarzając postaci nie trzeba. Aczkolwiek atrakcyjne panie są zawsze mile widziane. Tfu, czytane.
Tak mi się wydaje czy tylko zachwalam i zachwalam? Ponarzekajmy trochę. Książka jest ZA KRÓTKA. I to by było na razie tyle.
Co odróżnia petersburskie metro od moskiewskiego? Zacznę może od powierzchni. Odniosłem wrażenie, że Moskwa była znacznie bardziej niebezpieczna, zarówno ze względu na mutanty, których oddech był wyczuwany nawet na własnym karku, ale też pod względem promieniowania. W Piterze sytuację nad powałą traktuję jako bardziej pospolitą, co wcale nie ujmuje jej uroku. Dodatkowo, mamy morze. A co w środku, w czeluściach korytarzy, głuchych tunelach? Tak samo intrygująco, zaskakująco, a przede wszystkim kapitalnie przedstawienie, które stanowczo pokazuje nam, że życie pod ziemią może fascynować tylko nas, czytelników. Resztę szczegółów do odszukania pozostawię, byście sami mogli zabawić się w takich małych diggerów.
Od książek oczekuję klimatu i Glukhovsky'emu udało mi się go dostarczyć. A były to ilości ogromne, gęste i ciężkie, wręcz pochłaniające mnie do tego stopnia, że w momencie padnięcia prądu, posłużyłbym się moimi oczami niczym latarką i nie wychodził z tamtego świata. Czy to samo powtórzył Wroczek, tworząc historię w tym samym uniwersum? Z czystym sercem stwierdzam, że tak.
Jeśli miałbym oceniać stronę wizualną książki, jestem zadowolony, jednakże z małym "ale". Podoba mi się postać diggera na tle czerniejącego nieba. Potęguje to we mnie wyobrażenie zagłady, która dopadła Petersburg. Tonąca "Aurora" dodatkowo podpowiada miejsce akcji. Przechodząc teraz do mojego "ale". Logo "Uniwersum Metro 2033" za bardzo wyróżnia się względem tytułu. Wręcz go trochę "przysłania". Lecz to taki mały drobiazg.
Tym oto sposobem zbliżyliśmy się do końca recenzji i do wystawienia, obiecanego na samym początku, werdyktu. Co należy zrobić? Kupić. Książka jest klimatyczna, ma wciągającą fabułę oraz różnorodnych bohaterów, z którymi z pewnością nie będziemy się nudzić i powtarzam, dla mnie, ZA KRÓTKA, chcę więcej. Mnie zaczarowała do tego stopnia, że własna dziewczyna groziła przebraniem się za "diggerkę", bo "tylko czytam i czytam". Nadmienię jeszcze, że moje początkowe obawy, zanim zasiadłem do książki, rozwiały się niczym kurz na wietrze. Autorowi gratuluję naprawdę świetnej książki w klimatach postapokaliptycznych i sprostaniu zadaniu, by dorównać kunsztem Dmitrijowi, któremu za to również gratuluję pomysłu oraz życzę powodzenia przy dalszych pracach nad projektem. Warto o niego zadbać.
|
Użytkownik
tomdra
Liczba postów: 1
|
Napisano: 2011-12-06 07:55:59
Dla mnie interesujące jest, jak człowiek zmienia się w obliczu zagłady. Co dzieje się z ludzką psychiką, gdy rodzi się w nas strach przed śmiercią? Nie taki nagły, ale uczucie jak stale towarzyszący ból, niczym jątrząca się rana, związany z zagrożeniem utratą życia. Poszczególne etapy cyklu stopniowego odrzucania wzorców i postępowania etycznego, gdy nie dają rzeczywistych korzyści są nader zajmujące?
Co z naszego człowieczeństwa jesteśmy gotowi poświęcić, aby walczyć o istnienie? Zezwierzęcenie człowieka i odrzucenie duszy? Czy człowiek może na własne życzenie, pod wpływem pychy i żądzy dominacji nad innymi cofnąć się w ewolucji? Zastanawia mnie, czy raz rozpoczęty regres będzie postępował czy trzeba sztucznie utrzymywać ten proces. Umysł jest niezbadaną tajemnicą, nie jest tak prosty jak serce. Czy zdrowy rozsądek może być wytworem chorego umysłu?
Przejmująca jest postawa człowieka, gdy walczy z przedstawicielem swojego gatunku, który zachowuje się w sposób nieludzki. Przeciwnik, który kieruje się intuicją i instynktami, a posiada wiedzę i doświadczenie inteligentnej osoby wydaje mi się niesłychanie przebiegły.
Jak klęska może nas wzmocnić? Każda porażka staje się pożywką dla wszelkiego typu lęków, te osłabiają ducha! Doświadczamy zarazem przeciwnika, jego zwycięska strategia staje się bezużyteczną, kolejnym razem zawodzi! Z kolei, nasza ambicja coraz śmielej narzuca nam potrzebę sprawnego postępowania, staje się niczym wygłodniała bestia, żerująca na odruchach obecnie bezwartościowych - tych zapisanych w umyśle, gdy byliśmy spokojni i bezpieczni. Szaleństwo a racjonalizm, czy jedno może wynikać z drugiego?
Niesamowite jest, że autor próbuje wyszukać porządek w chaosie. Zdarzenia nieprzewidywalne okazują się planowanymi od lat, a te logiczne - wynikające z konsekwencji działań stają się nieprzemyślane i ostatecznie błędne.
Książka zaskakuje, bohater intryguje, a czytelnik próbuje się oderwać, choćby na chwilę od fikcyjnego świata, żeby zwolnić prędkość, z którą pokonuje się kolejne strony! Polecam!!
|
Użytkownik
Versus
Liczba postów: 2
|
Napisano: 2011-12-08 00:08:06
Cześć, to ja również dorzucę swoją recenzję, jednak w formie wideo.Zapraszam do oglądania, mam nadzieję, że taka forma recenzji przypadnie wam do gustu ;)
O tutaj: "Piter" Szymun Wroczek
A żeby się nie rozdrabniać na inne posty i nie spamować, to od razu w tym wątku wrzucam również wideorecenzję metra 2033 (chyba, ze moderator chce to mogę przenieść do innego wątku dot. Metra 2033)
Klik: Metro 2033
I jeszcze mały bonusik :P Nagrany przeze mnie króciutki fragment audio z \"Pitera\". Mam nadzieję, ze nie łamię w ten sposób praw autorskich, w końcu jakby nie było przyczyniam się do reklamy książki ;)
Posłuchaj fragmentu "Pitera"
Pozdrawiam wszystkich fanów Uniwersum Metra!
|
Użytkownik
Pstapre
Liczba postów: 402
|
Napisano: 2011-12-08 07:44:30
Ślepy jesteś ? Do 1 grudnia.
...
Ja tam czekam na winiki bo jakoś ich NIE WIDZE...
|
Użytkownik
Versus
Liczba postów: 2
|
Napisano: 2011-12-08 08:51:32
Kolego, a może by tak grzeczniej co? Konkurs zdaje się był na recenzje pisana a czy moja jest pisana? Wrzucilem tu bo myślałem że może kogoś zainteresować. A po co tworzyć nowy wątek skoro już taki istnieje. Jeśli administrator uzna że jest inaczej - proszę bardzo, niech usunie lub przeniesie mój post. Mimo wszystko licze, że są tu użytkownicy którzy lubią doceniać prywatne inicjatywy innych. Pozdrawiam
|