16 / 01 / 2018
Wydawnictwo Insignis
Otwórz player w nowym oknie
Dziedzictwo przodków - Suren Cormudian
2014-0414

Wyniki konkursu na najciekawszą recenzję książki Dziedzictwo przodków

Wyniki konkursu na najciekawszą recenzję książki Dziedzictwo przodków

Poniżej przedstawiamy recenzje „Dziedzictwo przodków”  które szczególnie nam się spodobały. Zwycięskie teksty nagrodzimy oczywiście upominkami. Ze wszystkimi autorami skontaktujemy się emailem. Gratulujemy!

 

bio_hazard

Metro bez metra...

Czasy współczesne. Kilkoro znajomych ze szkoły: Rusłan, Jegor, Lenka i Sańka - penetruje tajemnicze podziemia Kaliningradu, próbując odnaleźć przejście do mitycznych hitlerowskich tuneli, w których podobno działały całe fabryki, a nawet jeździło metro. Rzekomo naziści wybudowali je pod miastem i opuścili w pośpiechu pod sam koniec II Wojny Światowej. Teraz podziemia przyciągają amatorów mocnych wrażeń i poszukiwaczy tajemnic – takich jak naszą grupkę przyjaciół. Ale nie wszystkim z tej grupy będzie dane wrócić na powierzchnię, a i tam niebawem rozpęta się piekło...

Rok 2033. W bunkrach Kolonii Krasnotorowskiej zaczyna brakować miejsca, a i zapasy znajdują się na wyczerpaniu. Obsadę kolonii ocalałych stanowią w większości byli gwardziści rosyjskiej piechoty morskiej wraz z rodzinami. Karne wojsko i zdyscyplinowani cywile pod dowództwem szanowanego ogólnie majora Stieczkina, zupełnie nieźle radzą sobie w warunkach w jakich przyszło im żyć. Jednak kurczące się zasoby i przestrzeń mieszkalna zmusza ich do poszukiwania lepszej lokalizacji. Trwają rozmowy ze Wspólnotą Piątego Fortu, mieszczącą się w potężnych podziemiach Królewca. To poniemieckie, a wcześniej pruskie miasto-twierdza, posiada rozległy system bunkrów, schronów i tuneli – nie do końca nawet jeszcze odkrytych i zbadanych przez jego obecnych mieszkańców. Jednak major Samochin – dowódca Piątego Fortu – niechętnie patrzy na zakusy sąsiadów. Odwlekając negocjacje, przedłuża w nieskończoność rozmowy oraz próbuje wprowadzić w życie swój niecny plan odnośnie Stieczkina i całej Kolonii Krasnotorowskiej.
Tymczasem digger Kret – niekwestionowany specjalista od królewieckich podziemi, nie ustaje w wysiłkach, aby zgłębić ich wszystkie tajemnice – a przede wszystkim odnaleźć wreszcie legendarne pohitlerowskie tunele i instalacje, na punkcie których ma już obsesję. Konflikt między Krasnotorowką a Fortem Piątym wisi w powietrzu. Na domiar złego na pobliską plażę, z okrętu podwodnego desantują się tajemniczy przybysze, w dziwnie znajomych charakterystycznych hełmach i opaskach ze swastykami na rękawach. Wyraźnie widać, że przypłynęli w konkretnym celu. Czegoś szukają i nie są nastawieni zbyt pokojowo....

Z jednej strony Suren Cormudian w „Dziedzictwie przodków” prawie całkowicie porzuca klimat tuneli metra - niczym Tullio Avoledo w niezbyt lubianych przez polskich fanów „Korzeniach niebios”. Z drugiej jednak - oferuje twardy realizm postnuklearnego świata, bez zbędnych wycieczek w metafizykę. Z powodzeniem udowadnia, tak jak i Diakow w „Za horyzont”, że to uniwersum nie musi ograniczać się tylko do miejsc w których istniały systemy kolejki podziemnej. Ten amalgamat historii i wątków wykorzystujących autentyczne budowle i obiekty, w połączeniu z imaginacjami autora i hipotezami na temat hitlerowskich instalacji pod Królewcem oraz jego okolicami – dał mieszankę iście wybuchową.

I chociaż więcej u Surena Cormudiana militarnej beletrystyki niż klaustrofobicznej aury ciemnych i wilgotnych tuneli metra, którą tak pokochali fani Uniwersum Metro 2033 – to książka wypada całkiem nieźle na tle innych pozycji tego projektu. Jakkolwiek daje się odczuć, że te wojskowe klimaty leżą autorowi o wiele lepiej – fragmenty dotyczące działań bojowych rosyjskiej piechoty morskiej wypadają o wiele bardziej naturalnie, niż te rozgrywające się stricte w podziemiach. Może to jednak wynikać z wojskowych doświadczeń szesnastoletniej służby autora w siłach zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Na uwagę zasługuje natomiast znajomość topografii i przeszłości Królewca, co jednak nie wydaje się dziwne biorąc pod uwagę, iż służbę wojskową odbywał właśnie w obwodzie kaliningradzkim, gdzie zresztą mieszka do dziś.

Jeśli chodzi o minusy – to miejscami część podziemna wydaje się nieco naciągana, a wręcz niewykorzystana w stopniu w jakim mogłaby być. Np. motyw sklawenów i wirtów jest owszem – ciekawy, ale przy całej tej militarnej oprawie, sprawia wrażenie jakby na siłę wciśniętego do powieści, żeby jakoś uatrakcyjnić królewieckie podziemia. Sytuację ratuje tutaj trochę cel wyżej wymienionego wątku, poprzez który autor chciał zapewne uzmysłowić czytelnikom zagrożenia płynące ze zdziczenia społeczeństwa i upadku człowieczeństwa, które grożą ludzkości po zagładzie. Kolejnym zarzutem z mojej strony jest marginalne wykorzystanie przez Cormudiana zmutowanej fauny, która w świecie UM2033 pełni przecież niebagatelną rolę. W całej książce można spotkać zaledwie jednego przedstawiciela gatunku powstałego w wyniku apokalipsy – niewiele to w porównaniu z bogactwem tego tematu w pozostałych pozycjach tego projektu.

Oryginalnym zabiegiem są natomiast retrospekcje ukazujące perypetie niektórych postaci sprzed zagłady – wykorzystane chyba po raz pierwszy w większym stopniu, jeśli chodzi o powieści ze świata Metro 2033 wydane w Polsce. Suren Cormudian dosyć sugestywnie prezentuje także rozterki wewnętrzne swoich bohaterów, co nadaje książce odrobiny głębi, pozwala na chwilę odetchnąć od pędzącej akcji i doskonale kontrastuje z tonami militaryzmu wylewającymi się z kart powieści. Kolejnym intrygującym motywem jest konfrontacja ocalałych grup ludności z przeciwległych stron globu, które dodatkowo prezentują całkowicie przeciwstawne sobie poglądy i systemy ideologiczne. Poszerza to niejako świat UM2033 i daje impuls wyobraźni co do możliwości drzemiących w takim zniszczonym przez atomowy (i nie tylko) holokaust świecie. Poprzez ten zabieg Suren Cormudian rozwija niejako to co zaprezentował Dymitrij Głuchowski w swojej pierwszej powieści, będącej matką uniwersum – i problemy mikroświata zamkniętego u Głuchowskiego w moskiewskim systemie metra, prezentuje faktycznie w wydaniu globalnym.

„Dziedzictwo przodków” to jednocześnie lektura porywająca, ale i pozostawiająca uczucie niedosytu i niewykorzystująca w pełni możliwości uniwersum. Pomimo jednak tych braków wprowadza na tyle dużo nowych i ciekawych wątków, ze można ją z czystym sumieniem polecić jako książkę i pełnoprawną pozycję projektu Uniwersum Metro 2033.

 

I3igPwnage

„Dziedzictwo przodków” jest pierwszą w Polsce, wydaną nakładem wydawnictwa Insignis, powieścią autorstwa Surena Cormudiana, której premiera miała miejsce 19 lutego. Na samym początku wypadałoby przybliżyć Wam, Czytelnikom, postać pisarza, którego pierwsze dzieło zawitało do naszego kraju. Suren Cormudian urodził się w 1978 roku we Władywostoku, bardzo odległym od nas mieście położonym w Rosji. W wieku 12 lat przeniósł się do Kalingradu, a mając 18 lat - wstąpił do wojska. W 2012 zakończył swoją służbę i zawodowo zaczął parać się pisaniem literatury postapokaliptycznego fantasy i sci-fi. Kariera zawodowa bardzo mocno wpłynęła na jego twórczość, co widać przy specjalistycznym słownictwie i znawstwie broni, jakimi Cormudian się wykazał w „Dziedzictwie przodków”.

                Książka zaczyna się parę dni przed zagładą świata. Czwórka młodych przyjaciół: Rusłan, jego dziewczyna Lena, Jegor oraz Sania, wybierają się do katakumb Piątego Fortu w poszukiwaniu przygód oraz tajemnic, które mogły zostać ukryte w zbudowanych przez nazistów podziemiach. Ich wędrówkę przerywa krzyk Jegora, który wprawiając przez przypadek w ruch pewien mechanizm, spada w bezdenną przepaść. Jak się jednak okazuje, w pułapce zastawionej przez tytułowych przodków, znajdują się także jego przyjaciele, gdyż za nimi zamyka się wielka zasuwa, odcinając im drogę powrotną. Na powierzchnię udaje się wyjść tylko Sani. Nie cieszy się długo z możliwości zaczerpnięcia świeżego powietrza i przebywania w słonecznym blasku. Tuż po tym, jak wycieńczony odnajduje wyjście z mrocznych podziemi, zaczyna się wojna atomowa. Wraz z garstką ludzi, będącą w pobliżu i zaczynającą poszukiwania czwórki młodzieńców, wraca do podziemnych kazamatów, które stają się jego domem i najlepszym schronieniem na najbliższych parę lat. Wtedy też zaczyna się właściwa akcja.

                Akcja przenosi się do roku 2033. Poznajemy ją z perspektywy 2 z 3 ocalałych w rejonie Obwodu Kalingradzkiego kolonii ludzkich: Wspólnoty Piątego Fortu, gdzie mieszka Aleksander (Sania), nasz główny bohater oraz Kolonii Krasnotorowskiej, gdzie schronienie znaleźli żołnierze marynarki wojennej sił Federacji Rosyjskiej. Ci drudzy, pewnego razu, jadąc na patrol, zauważyli, jak nad ich dawnym poligonem, powiewa czerwona flaga z czarną swastyką w białym kole. Tuż po tym usłyszeli dźwięki walki, toczące się nieopodal. Nagle ukazała im się sylwetka człowieka w zupełnie nieznanym im wcześniej kombinezonie, z nieznaną im wcześniej bronią. Zaczął do nich strzelać, za co nasi bohaterowie odwdzięczyli się tym samym. Została przelana krew. Kim są nowoprzybyli i jakie są ich zamiary? Dlaczego wykorzystują zbrodniczą symbolikę? Czy wydarzenie na wybrzeżu było tylko incydentem? Czy mieszkańcy Krasnotorowki mogą liczyć na pomoc od Piątego Fortu oraz pytanie najważniejsze. Czym jest tytułowe dziedzictwo przodków?

                Oczywiście odpowiedź na wszystkie pytania otrzymamy po przeczytaniu książki. Jest ona moim zdaniem jedną z najlepszych książek, jakie ukazały się na łamach polskiego projektu Uniwersum, trzymającą wysoki poziom Metro 2033 oraz trylogii Diakowa. Co ciekawe, akcja nie rozgrywa się w metrze, bo jako takiego metra Kalingrad  (Königsberg) nie posiada. Cormudian dobrze jednak oddał charakter tamtejszych podziemi i podczas trwania akcji książki nie cofał się przed podawaniem faktów i ciekawostek historycznych z nimi związanych (m. in. z oblężenia twierdzy Königsberg lub wielkiego odwrotu armii niemieckiej na przełomie 1944 i 1945 roku).

                Jak już wcześniej wspominałem, kariera wojskowa odegrała duży wpływ na ostateczny kształt „Dziedzictwa przodków”. Podczas scen batalistycznych autor wykazuje znajomość militariów, podaje nazwy karabinów i pojazdów pancernych, zna ich specyfikację, potrafi wykazać różnicę. Mimo iż nie interesuję się tym i nie mam takiej wiedzy, jaką ma on, nie przeszkadza to w ogóle w odbiorze książki, a wręcz przeciwnie – pozwala się w nią wczuć i nadaje jej charakterystyczny charakter.

                Każdy medal ma jednak dwie strony. Książka Cormudiana epatuje wręcz w kilku miejscach typową, komunistyczną propagandą,  co utwierdza mnie w przekonaniu, że szkolenie wojskowe w Rosji opiera się na wpajaniu dumy z potężnej, niosącej niegdyś „wyzwolenie” ludom Europy mateczki Rassiji. Scena z reakcji żołnierzy na zawieszenie na budynku ODR-u nazistowskiej flagi albo późniejsze sceny, o których z wiadomych względów wspominać nie mogę, sprawiły, że na moich ustach pojawił się uśmiech politowania.

                Tym, co najbardziej mnie zdziwiło w całej powieści, był mały zasób fauny i flory, jakie występują w postapokaliptycznych Prusach Wschodnich. Jedynym realnym mutantem, z jakim mierzą się nasi bohaterowie lub antybohaterowie są kraby. Występuje też co prawda  bardzo toksyczna mgła spowijająca wybrzeże, która czasem wstępuje w głąb lądu, ale wiadomo, że to nie to samo, co mutant z dokładnie opisaną genezą powstałych mutacji, wyjaśnieniem przyczyn jej powstania, czym ten mutant był przed katastrofą, itp. Ten stan rzeczy poprawia jednak pojawiający się na końcu książki wątek sklawenów – ułomnej rasy ludzi wychowanej pod ziemią, która istnieje, aby służyć oraz wirtów, którzy są owocem eugenicznych eksperymentów, swoistych nadludzi, mogących decydować o „być czy nie być” dla sklawenów. Jest to oczywiste odwołanie do teorii nazistowskiej z II Wojny Światowej, ale ukazane zostaje w innych konwencjach i realiach, nabiera więc nowego znaczenia. I daje dużo do myślenia…

                Rzeczą, której nie wolno wręcz pominąć, jest znakomity humor, jaki panuje w „Dziedzictwie przodków”. W jednym momencie bohaterowie jadą sobie BTR-em i dowcipkują, w innym momencie panuje zawierucha bitwy i rzucają jakieś śmieszne, prowokacyjne teksty, w innym znowu siedzą w bazie i docinają sobie w bardzo zabawny, często prymitywny, ale typowo wojskowy, charakterny sposób.

                Ostatecznie chciałbym zganić autora za zbyt wielką widowiskowość i nieśmiertelność pierwszoplanowych postaci. Kiedy trup wroga kładzie się pokotem i przenosi się w dziesiątkach, jak nie setkach na łono Abrahama, nasi główni bohaterowie prują przed siebie z wozów pancernych,  jak gdyby wiedzieli, że autor ich „ot, tak” nie uśmierci. Z jednej strony może to dobrze, że tzw. „no-name’y” giną, a  najbardziej rzucający się w pamięć przeżywają, co każe nam domyślać się, że wszystko później potoczyło się dla nich pomyślnie, ale niesmak wynikający z nierealności pozostaje.

                Jako że trochę się rozpisałem, a recenzja powinna być jak najbardziej rzeczowa i poczytna, pozwolę sobie na krótkie zakończenie. Premiera „Dziedzictwa przodków” była (jest?) znakomitym debiutem Cormudiana na naszym rynku, bo jestem pewien, że kolejne jego książki ukażą się w naszym kraju. Powieść jest bardzo ciekawa, zawiera dużo wątków, pozwala doszlifować wiedzę historyczną oraz – co jest bardzo ważne – bawi. Potwierdza także wykreowany w poprzednich książkach z Uniwersum, a raczej w dziejach naszej cywilizacji smutny fakt, że nawet w obliczu apokalipsy, zamiast zjednoczyć się i współpracować dla wspólnego dobra, wolimy walczyć i przelewać krew dla swoich własnych interesów.

 

ppiotrekk

„Dziedzictwo przodków” to kolejna powieść wydana przez wydawnictwo Insignis w ramach serii Uniwersum Metro 2033. Autorem książki jest rosyjski pisarz, były żołnierz, Surren Cormudian. Akcja powieści rozgrywa się w pobliżu polskich granic – w rosyjskim Kaliningradzie, który w przeszłości był polskim lennem. Autor bezpośrednio nawiązuje do okresu II wojny światowej, kiedy to Kaliningrad był częścią III Rzeszy niemieckiej. Niemieccy budowniczowie w podziemiach miasta stworzyli obiekty (m.in. laboratoria, fabryki, obiekty mieszkalne), które miały zamienić ten teren w twierdzę, zdolną bronić się przez miesiące, a nawet lata. Mimo to hitlerowcy nie stawili dużego oporu nacierającej armii radzieckiej i bardzo szybko opuścili zajmowany obszar, zostawiając w nienaruszonym stanie to, co kryło się pod ziemią. Po wielu latach ich spadkobiercy postanowili wrócić i odzyskać utracone dziedzictwo.

Przyznam szczerze, że autor w kilku aspektach zdecydowanie mnie zaskoczył. Wielowątkowość fabuły oraz przedstawienie jej z perspektywy kilku bohaterów sprawia, że historia jest o wiele ciekawsza i przede wszystkim żywsza. W powieści, co uważam za dużą zaletę, brakuje wyniosłych opisów postaci, miejsc czy sytuacji. Cormudian jest w tej kwestii nadzwyczaj skromny co jednocześnie nie wpływa negatywnie na odbiór tekstu przez czytelnika – autor ograniczył się do umieszczenia niezbędnego minimum opisów, a skupił się zdecydowanie na rozwoju akcji. Dzięki temu „Dziedzictwo przodków”  niebywale wciąga i czyta się tę książkę bardzo szybko.

Duże wrażenie robi realistyczne oddanie przebiegu działań militarnych. Doświadczenie jakie zyskał Cormudian będąc żołnierzem rosyjskiej armii sprawiło, że potrafi on w interesujący sposób przedstawić wojskowy klimat. W niektórych momentach można nawet pogubić się w natłoku wojskowych oznaczeń pojazdów. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie odprawy majora Stieczkina – gdyby ktoś zapytał mnie jak wygląda tego typu narada to posłużyłbym się właśnie wizją ukazaną w książce Cormudiana.

Cormudian, podobnie jak większość innych autorów wydanych w Polsce powieści z serii Uniwersum Metro 2033, odchodzi od przyjętego przez Głukhowskiego założenia – ziemia po wojnie jest miejscem skażonym, niebezpiecznym, pełnym mutantów i innych dziwnych stworzeń, a także dostępnym wyłącznie dla niewielkiej grupki stalkerów. Co prawda w „Dziedzictwie przodków” pojawiają się ogromne kraby, zatruta mgła i skażone powietrze, ale ogranicza to poczynania bohaterów wyłącznie w minimalnym stopniu. Trochę zabija to klimat znany z powieści Metro 2033, ale jednocześnie sprawia, że dzieło Cormudiana nie jest wierną kopią, ale indywidualną wizją autora.

Zamiast skalwenów i wirtów spodziewałem się, że autor umieści w podziemiach tajne „minimiasto” na wzór owianego legendą moskiewskiego Metro-2. Być może dlatego jestem lekko rozczarowany rozwiązaniem wybranym przez autora. Moim zdaniem wyraźnie spłyciło to przedstawioną historię. Mam również wątpliwości co do realizmu historycznego niektórych tez głoszonych przez bohaterów powieści. Jeden z żołnierzy rosyjskiej piechoty używa stwierdzenia: „zabijanie jeńców jest nie po rosyjsku”. W kontekście historii Polski  i wydarzeń np. w lesie Katyńskim brzmi to niezwykle absurdalnie. Podobnie jak próba usprawiedliwiania współpracy z Hitlerem w latach 1939 – 1940 poprzez chęć zyskania czasu. Gdyby to było prawdą, a nie wyłącznie częścią rosyjskiej propagandy, to ówczesne państwo rosyjskie w żadnym wypadku nie angażowałoby się w trudny i wyniszczający konflikt z Finlandią w latach 1939 – 1940 (niektóre źródła, np. Nikita Chruszczow w swoim pamiętniku, podają, że  ZSRR straciło w tej wojnie ponad 300 tys. ludzi, 1500 czołgów i 600 samolotów).

Genialną pracę, jak zwykle, wykonał tłumacz Pan Paweł Podmiotko. W książce jest kilka odwołań do postaci lub sytuacji, które większości polskich czytelników nie są znane. Z pomocą przychodzą nam jasne i klarowne przypisy od tłumacza, które rozwiewają wszelkie wątpliwości.

Podsumowując: „Dziedzictwo przodków” to pozycja obowiązkowa dla każdego fana postapo. Osobiście z niecierpliwością wyczekiwał będę kolejnych pozycji literackich Surrena Cormudiana w ramach projektu Uniwersum Metro 2033. Do tego czasu zarówno mnie, jak i innym fanom serii nie pozostaje nic innego jak przygotowywać się do kolejnych podróży w naszej wyobraźni po postapokaliptycznym świecie.

 

szewcson

"Dziedzictwa przodków" – powiew świeżości w tunelach.

Suren Cormudian podszedł do tematu w sposób wyraźnie różny od autorów dotychczas wydanych w Polsce. Właściwie wszystkie poprzednie książki bazują na jednym tym samym patencie. Patencie dobrze znanym z oryginalnego Metra. O to mamy młodego niedoświadczonego wilczka, na którego barkach leży przetrwanie jego podziemnej koloni. Wilczek ten poznaje swojego mentora i razem z nim wyruszają w podróż po tunelach, bądź na powierzchnię uratować ich ciasny świat przed nadciągającym złem. Czasem wspiera ich drużyna stopniowo ginących komandosów.

Tutaj także autor umieścił co prawda taki motyw, lecz jest on tylko jednym z wielu wątków.

W tej książce, jako pierwszej bohater jest zbiorowy. Nie jest to jedyna różnica. Od samego

początku wyraźne jest też wojskowe pochodzenie autora. Książka napisana jest z dbałością o szczegóły. Nie ma tu bohaterów biegnących po skażonej strefie z gołą glacą jak Vin Disel na kole podbiegunowym w jednym z filmów. Kto zdejmie maskę zazwyczaj wie że czeka go rychła śmierć. Dobrze oddane są też procedury obowiązujące w bunkrze. Plusem jest również przyznanie że kultowa historyczna broń ustępuje konstrukcjom bardziej nam współczesnym. Mnie osobiście autor najbardziej ujął dbałością o szczegóły tak techniczne jak i historyczne. Jako fascynata niemieckiej technik z okresu II wojny oraz samej historii tej wojny nie rażą mnie niemal do samego końca żadne przytoczone teorie i anegdotki. Wszystko jest bardzo spójne i trzymające reali niemalże do samego końca. Niemalże do samego końca brakuje tak typowego dla powieści postapo bullshitu –

nie mamy tu superdupermutantów strzelających laserami z oczu czy ogniem z innych miejsc, zombiaków ożywionych wirusem T, wilkołaków czy innych bohaterów kiepskich gier komputerowych. Co mamy? Mamy „dziwne, olbrzymie kraby” i niepewność, lęk przed tym że coś jest w tunelu – jak u dawnych mistrzów horroru. Nie mal do samego końca...

Teraz minusy: Koniec. Koniec wygląda jak połączenie Return to Castle Wolfenstein i

Wehikułu Czasu Wellsa. Jak motyw z Wellsa jeszcze bym przełknął, w końcu to mistrz gatunku, tak Wolfensteinowy bullshit razi. A razi szczególnie dlatego że całą książkę autor trzymał się mocno tego co realne, nie popuszczając zbytnio wodzy fantazji. Może to tylko moje zboczenie zawodowe, ale po prostu zestawianie całości i końca historii jakoś nie gra.

Co do innych zastrzeżeń, to konserwatywni fani serii mogą poczuć irytację widząc bitwy

pancerne, rozpylanie pocisków na lewo i prawo, oraz wielkie - jak na realia metra bitwy. Nie mniej wydaje się to całkiem zrozumiałe biorąc pod uwagę zarówno profesję autora, jak i miejsce w którym powieść się toczy.

Na sam koniec za dam jeszcze pytanie. Kto z czytelników zauważył (poza bogatymi

nawiązaniami do nie wydanych u nas książek) metrowego easter egga? Ja miałem niezłego WTFa czytając ten dialog.

 

tomciup

Dziedzictwo przodków jest kolejną pozycją ze świata Metra 2033 wydaną w Polsce (i jako pierwszym kraju poza Rosją) w lutym 2014 roku. Jej autor, Suren Cormudian to były wojskowy obecnie zamieszkały w graniczącym z naszym krajem fragmentem Rosji – Obwodem Kaliningradzkim. Obwód Kaliningradzki, a kiedyś Prusy Wschodnie, to teren bogaty w tajemnice, a tu, co jest ważne, w podziemne tajemnice. I to właśnie jest główny pomysł Cormudiana na powieść w UM2033.

                Mimo, iż jest to kolejna książka z Uniwersum, według mnie niemal niczym nie przypomina żadnej ze swoich poprzedniczek. Jest to po prostu pozycja inna. Bohaterowie, co może dziwić (mając pod uwagę wykształcenie autora – jest obok wojskowego psychologiem), są skonstruowani dość płytko, są tylko narzędziami fabuły, a nie wykładnikami przeżyć, jak to było w Metrze Glukhovski`ego. To ubóstwo, mimo okrutnej, moim zdaniem, chęci spojrzenia z różnych osobowościowych perspektyw czy to nazisty, czy to obywatela podziemii, ma też swoje plusy, a mianowicie dynamizuje fabułę, nadaje tekstowi lekkości, a swobodnie prowadzone dialogi z naturalnością popychają akcję do przodu. Kolejną różnicą między Dziedzictwem a wcześniej wydanymi książkami Uniwersum (choćby na przykład hollywodzką Za horyzont czy przypominającą wizję narkomana Korzenie niebios) jest przede wszystkim bardzo przekonujący realizm. Książka jest oczywiście fikcją literacką, ale popartą faktami natury historycznej, militarnej, geograficznej i politycznej. A wszystkie te fakty i fakciki są pięknie wplecione w tekst nie czyniąc go ani trochę mniej strawnym dla pożerającego wzroku czytelnika. Można porównać fantazjowanie Cormudiana nieco do wizji Juliusz Verne`a o locie na księżyc: choć chyba nikt z nas nie chciałby doświadczyć apokalipsy. Jest też i trzecia, z tych najważniejszych różnic popierających moje wrażenie inności Dziedzictwa. Bo o ile z początku Cormudian stara się ukazać nieco posapokaliptycznego świata to im wyższa liczba oznaczająca numer strony tym bardziej rozmazuje się świadomość, że znajdujemy się w świecie posapokalipsy nuklearnej. Owszem, mgły, maski gazowe, kraby, podziemne tunele i ruiny miasta są. Są zaznaczone i to wszystko. Autor nie wysilił się by nadać tunelom tajemniczości i grozy, niepewności czających się w świecie zewnętrznym i wewnętrznym niebezpieczeństw, czyli tego (co obok próby odpowiedzi na pytanie, jak funkcjonują ludzie po zagładzie cywilizacji), co przyciągało niemal magnetycznie w Metrze 2033 Glukhovski`ego.

Nie znaczy to, że klimatu nie ma! Ależ owszem, jest; książka wciąga, ciekawi, trzyma w napięciu, lecz jest to osiągnięte w całkowicie inny sposób, niż dotychczas były ukazane w pozostałych książkach wydanych w Polsce w ramach UM2033. Jest to też pozycja, którą bezsprzecznie warto przeczytać, jeśli polubiło się cały świat nuklearnej posapokalipsy. Dla tych, którzy Metra żadnego jeszcze nie znają również jest to książka godna polecenia, choćby nawet na początek przygody z tym światem, a to dzięki bardzo zgrabnemu połączeniu historycznych domysłów z fantastycznymi pomysłami i odrębnością tej pozycji od kanonu, za jaki można uznać „siedzenie w metrze”. Wypada mi książkę jeszcze raz polecić, wystawić notę dobrą plus i wspomnieć, że z uwagą będę oczekiwał kolejnych tłumaczeń książek Cormudiana w Polsce.

Powrót do listy
do góry Insignis
ZAMKNIJ
Serwis wykorzystuje pliki cookies. Jeśli nie zgadzasz się na ich zapisywanie na Twoim urządzeniu, zmień ustawienia przeglądarki. Kontynuując przeglądanie tej strony zgadzasz się na używanie plików cookies.